wtorek, 8 maja 2012

Co dobrego

Mimo wielu chwil strasznych i trudnych (procentowo nie było ich wcale tak wiele; tyle, że ja je później przeżywałam przez znacznie dłuższy okres) ten wyjazd (który już się niestety pojutrze kończy) był udany i oprócz bolesnych doświadczeń i wielu tragicznych refleksji przyniósł nam też wiele dobrego. Postanowiłam wypisać tu, co mi dobrego przyjdzie do głowy:
- Jędrula pięknie reagował na delfinoterapii. Na 10 sesji tylko jedna była mało udana (ale takie też Jędrka prawo, że nie zawsze musi chcieć). Więc to jest nasz wielki sukces i wielka radość. Jędrek bardzo szybko w to wszedł i widać było, że to lubi, że to mu sprawia przyjemność. Cudnie bo przecież byliśmy pełni obaw, że może z tego nic nie być.
- dziś całą rodziną byliśmy w drugiej części sesji w basenie z delfinem. I dotykałam-głaskałam delfina (ale miękki:), i całowałam się z nim (poważnie:) i płynęłam z delfinem trzymając go za płetwy. Fajnie było.
- kupiłam sobie na bazarze sukienkę i szarawary. A jak się przy tym dzielnie targowałam. Normalnie sama z siebie byłam dumna, że jestem taka  "do przodu", taka wygadana i odważna. Nie znałam siebie z tej strony. Niezłą miałam zabawę. A zakupy też mi się podobają.
- zaczęłam uczuć się nurkować. No, nurkować to oczywiście za dużo powiedziane. Chodzi raczej o trzymanie głowy pod wodą przez kilkanaście sekund. Zawsze zazdrościłam tego chłopakom (tym bardziej, że Jędrek bardzo lubi patrzeć się komuś w oczy pod wodą, fajny kontakt wtedy łapie). Więc trochę dla niego, trochę dla siebie się przełamałam. I zamierzam ćwiczyć dalej. Bo już trochę umiem kontrolować nos.
- nauczyłam się pisać na laptopie bez zewnętrznej myszki (którą Jędrek zalał nam wodą i przestała działać) - bardzo dobra umiejętność (pisanie bez myszki, nie zalewanie jej wodą)
- byłam parę razy w saunie i nawet sprawiało mi to przyjemność (a zawsze twierdziłam, że tego nie znoszę)
- zjadłam tu masę pyszności (i niech mi nikt nie waży się wytykać kolejnych zbędnych kilogramów;)
- pływałam w basenie, który bardzo lubiłam (fajne widoki, gdy się pływało na plecach)
- słuchałam muzyki i przynosiła mi ukojenie
- miałam okazję pokomunikować się po angielsku i... po rosyjsku! :)
- było całkiem fajne. Zostaję tu na kolejne dwa tygodnie;)
Egoistycznie pisałam głównie o sobie. Chłopaki też mieli swoje przyjemności. Każdy.

Piotrek: kupił sobie psikawkę na wodę i dwa małe delfinki na pamiątkę; podobało mu się na pokazie sztuczek fok i delfinów; dzisiaj z delfinami w wodzie też - również pływał z delfinem; miał hamburgery, kebaby i inne dobre jedzenie; siłownię, basen, zjeżdżalnię, kręgle, drinki (bezalkoholowe) w barze i granie na komputerze (namiętnie gra w jakąś farmę i śmiejemy się, że codziennie musi wydoić krowy).

Jędrek lubił następujące miejsca lub czynności: delfinoterapię, lody, budkę z popcornem (gdzie kupował lizaki a tak przed nią tańczył i czarował, że dziś pan sprzedał nam lizaka w promocyjnej cenie za 1 dolca, a nie 1 euro), namiętne przyglądanie się czemuś w sklepiku w delfinarium; salon gier, kącik zabaw dla dzieci, trampolinę, wesołe miasteczko, zjeżdżalnię, statek piracki, baseny, mostek i rwanie roślinek (chyba najsilniejsze Jędrkowe wzmocnienie tu), jadalnię (dobre jedzenie i bardzo szeroki wybór), kawiarnię z biblioteką, gdzie Jędrek namiętnie oglądał stoły, bar, windy, wielki okrągły hol przy recepcji, samochody przed hotelem, jeżdżenie dolmuszami (czyli tutejszymi autobusami), picie soczków z lodówki, tańce na balkonie; skakanie i wylegiwanie się na łóżku, bawienie się ubraniami (zwłaszcza zielonymi bluzkami! po raz pierwszy się zdarzyło by Jędrek się upierał, że chce założyć jakaś konkretną bluzkę) oraz zabawy i harce z rodzicami i z bratem.

Mam wrażenie, że Jędrek jakby lepiej, odważniej i bardziej zdecydowanie okazywał swoją wolę, że on chce decydować o sobie i wybierać. I że to wybieranie mu lepiej wychodzi (jeszcze jakieś czas temu miałam wrażenie, że wybieranie często go przerastało). Mam też wrażenie, że łatwiej i chyba bardziej adekwatnie odpowiada na pytania typu: tak-nie.

Co dobrego było dla Andrzeja, to już niech on sam napisze.


Andrzej: mimo wielu stresujących sytuacji miał też trochę świętego spokoju, dużo kawy, powietrza, wody i słońca ("oprócz błękitnego nieba, nic mu dzisiaj nie potrzeba"), miał też frajdę z zajęć z delfinami, fajną wycieczkę do Alanyi i dużo czasu, który mógł spędzić aktywnie z rodziną, coś co wykraczało za schemat czynności związanych z Jędrka codziennością; t.j. szkołą i terapią. Coś innego jak: przywieź, zawieź, zaopiekuj się. Pozdrawiam - tata Muminków.

2 komentarze:

  1. Haniu,niestety nie potrafię wysłać na skrz.poczt.wyskakuje jakiś błąd.To lekarstwo to coaxil,na mnie akurat działał b.pozytywnie.Obecnie od czasu do czasu zażywam ziołowy nervomix,zawiera dziurawiec,więc trzeba uważać na słońce.Wstrzymuje mój płacz,który mam na zawołanie i pozwala głębiej odetchnąć.Na wieczór obowiązkowo parzę dla całej rodziny melisę.Możesz usunąć ten komentarz po przeczytaniu.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bożenko
    a mogę zostawić? Może komuś się przyda.

    OdpowiedzUsuń

Kilka słów wyjaśnienia

 Kochani Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia i próby pomocy - rady itd.  Wiem, że KAŻDY piszący pomyślał o nas ciepło i chciał, jak najlepi...