Jest tak gorąco, że nie mam siły pisać.
Jędrek wydaje się znosić upały bardzo dzielnie. Od początku sierpnia chodzi do Ośrodka (od 8 do 14) i jest tam grzeczny. Wydaje się być zadowolony. Zawsze to jakaś zmiana, różnorodność. W domu wciąż króluje rwanie folijek. Zmieniło się trochę ze spaniem. Przesypia całe noce. Trzeba go budzić do szkoły! Szok. Tylko ma większy problem z zasypianiem.
W czasie mojej 6 dniowej nieobecności chłopcy dzielnie radzili sobie we 3. Z pomocą miłych koleżanek:) Iwona dożywiała chłopaków, Beata pilnowała Jędrka jednego wieczora, gdy Andrzej paralotniował. Zostawienie Jędrka u ludzi jest dla nas zawsze stresujące. Ale podobno nie było problemu. Nie ma to jak pomoc dobrych ludzi. Dzięki, Dziewczyny:)
piątek, 9 sierpnia 2013
poniedziałek, 29 lipca 2013
W rozjazdach
Cały lipiec poza domem. Tydzień wakacji nad jeziorem w Kopanicy (tradycyjnie:) i dwa nowe doświadczenia: 2 tygodnie turnusu koło Kobylej Góry i tydzień turnusu w Zaździerzu. Mówiąc dużym skrótem (dłużej będzie za czas jakiś) - było DOBRZE, albo i BARDZO dobrze.
A teraz jeszcze deszczowa mama robi sobie wolne od rodziny i jedzie na prawie tydzień do koleżanki (do kochanej koleżanki i do swojego raju w Kopanicy). A chłopaki będą sobie radzić sami lub z pomocą dobrych ludzi.
Dobrze mi? BARDZO dobrze:) I nie zamierzam z tego powodu mieć wyrzutów sumienia;)
A teraz jeszcze deszczowa mama robi sobie wolne od rodziny i jedzie na prawie tydzień do koleżanki (do kochanej koleżanki i do swojego raju w Kopanicy). A chłopaki będą sobie radzić sami lub z pomocą dobrych ludzi.
Dobrze mi? BARDZO dobrze:) I nie zamierzam z tego powodu mieć wyrzutów sumienia;)
piątek, 28 czerwca 2013
Koniec roku szkolnego
Tak, po prostu - koniec roku szkolnego. Nasz pierwszy rok w OSTO za nami. Dziś było uroczyste zakończenie. Najpierw msza tylko dla nas, czyli tak jak lubię. Nie stresuję się wówczas, że dziecko się źle zachowa i jakaś babcia mi np. zwróci uwagę, jak ostatnio na zwykłej mszy, czy on musi w czapeczce chodzić. Ech, jakże mi się cisnęło na usta zadać jej pytanie, czy on musi nie mówić, podskakiwać, nie komunikować się i mieć różne dziwne zachowania. No czy on musi??? Bo może nie musi. Może by tak coś ta babcia zrobiła, żeby nie musiał. Ale powiedziałam jej tylko, że faktycznie to olbrzymi problem i czy nie zastanowiło jej, że może jednak musi. Bezczelna jestem i pyskata. Nerwowa i obrażalska. Wzięłam Jędrka za rękę i wyszłam. I nie mam ochoty wracać. Nie mam ochoty na to, by się ktoś głupio patrzył i zadawał mi głupie pytania. Nie czuję, by kościół był miejscem dla nas. Tam trzeba się zachowywać. Jędrek nie potrafi się zachowywać. Ja też nie potrafię. Nerw mną szarpię.
No ale dziś w kościele było dobrze. Ksiądz wiedział z jakimi dziećmi ma do czynienia a żadnych rozmodlonych świętych babć nie było. Jędrula wysiedział nawet z nami w ławce, trochę się tylko wykładając. I przyjął komunię :) Myśmy nie przyjęli, za duże grzeszniki jesteśmy, ale on? Czemu on winien?
Potem w Ośrodku była część artystyczna. Wszystkie grupy, wszystkie dzieci występowały. Było pięknie. Jestem pod wrażeniem pracy terapeutów. Bo zrobić takie występy z autystami to nie lada wyzwanie. Było super.
Dla mnie to było trudne emocjonalnie przeżycie. Dzieci śpiewały, mówiły wierszyki, ruszały się według wskazówek, robiły gesty. Większość sama, niektórzy ze wspomaganiem. Jędrka grupa była piratami. Mieli naprawdę wystrzałowy występ. Jędrka terapeuta, pan Łukasz powinien na co dzień chodzić w stroju pirata, taki był w tym dobry;) Dzieciaki też były świetnie poprzebierane. Jędrula miał na sobie w ramach przebrania czarna koszulkę z trupią czaszką. Niestety żadnych innych dodatków nie zaakceptował (na głowie czy rękach). Nie mogę też powiedzieć, żeby jakoś aktywnie brał udział w przedstawieniu. Ale był i cieszył się :) I bardzo się na całej uroczystości garnął i przytulał do pana Łukasza. Normalnie było widać, jak bardzo go polubił, jak dąży do tego kontaktu. Nawet chyba był zazdrosny, jak pan Łukasz akurat zajmował się innym swoim dzieckiem wręczał mu świadectwo. I z tego się cieszę. Bo na nic innego liczyć nie mogę. Wierszyka nie będzie. Ani żadnej pantomimy;)
Ponieważ postanowiliśmy wydłużyć Jędrkowi ten etap szkolny, w tym roku świadectwa nie dostał. Ale dostał bardzo budującą nas ocenę opisową, w której było dostrzeżone - docenione to, co dobre.
To był dobry rok szkolny. Myślę, że Ośrodek jest najlepszym miejscem dla Jędrka. Dobrze mu tam. I nam dobrze z tym, że wiemy, że jest tam bezpieczny, akceptowany, rozumiany na ile się da. Dobrze się tam Jędrkiem zajęto w tym roku. Mną też. Zarówno pani Marta, jak i pan Łukasz dali mi to czego aktualnie potrzebuję od terapeuty - spokoju i wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, poczucia, że ktoś się dobrze zajmuje moim dzieckiem. Jędrka oswoili, zdobyli jego zaufanie i sympatię. I moje chyba też:) A po naszych przeżyciach, nie było to łatwe. Jestem im głęboko wdzięczna. Ciężka ta ich praca okrutnie, ale za to jaki ma sens. Ci ludzie robią coś wielkiego i pięknego.
No ale dziś w kościele było dobrze. Ksiądz wiedział z jakimi dziećmi ma do czynienia a żadnych rozmodlonych świętych babć nie było. Jędrula wysiedział nawet z nami w ławce, trochę się tylko wykładając. I przyjął komunię :) Myśmy nie przyjęli, za duże grzeszniki jesteśmy, ale on? Czemu on winien?
Potem w Ośrodku była część artystyczna. Wszystkie grupy, wszystkie dzieci występowały. Było pięknie. Jestem pod wrażeniem pracy terapeutów. Bo zrobić takie występy z autystami to nie lada wyzwanie. Było super.
Dla mnie to było trudne emocjonalnie przeżycie. Dzieci śpiewały, mówiły wierszyki, ruszały się według wskazówek, robiły gesty. Większość sama, niektórzy ze wspomaganiem. Jędrka grupa była piratami. Mieli naprawdę wystrzałowy występ. Jędrka terapeuta, pan Łukasz powinien na co dzień chodzić w stroju pirata, taki był w tym dobry;) Dzieciaki też były świetnie poprzebierane. Jędrula miał na sobie w ramach przebrania czarna koszulkę z trupią czaszką. Niestety żadnych innych dodatków nie zaakceptował (na głowie czy rękach). Nie mogę też powiedzieć, żeby jakoś aktywnie brał udział w przedstawieniu. Ale był i cieszył się :) I bardzo się na całej uroczystości garnął i przytulał do pana Łukasza. Normalnie było widać, jak bardzo go polubił, jak dąży do tego kontaktu. Nawet chyba był zazdrosny, jak pan Łukasz akurat zajmował się innym swoim dzieckiem wręczał mu świadectwo. I z tego się cieszę. Bo na nic innego liczyć nie mogę. Wierszyka nie będzie. Ani żadnej pantomimy;)
Ponieważ postanowiliśmy wydłużyć Jędrkowi ten etap szkolny, w tym roku świadectwa nie dostał. Ale dostał bardzo budującą nas ocenę opisową, w której było dostrzeżone - docenione to, co dobre.
To był dobry rok szkolny. Myślę, że Ośrodek jest najlepszym miejscem dla Jędrka. Dobrze mu tam. I nam dobrze z tym, że wiemy, że jest tam bezpieczny, akceptowany, rozumiany na ile się da. Dobrze się tam Jędrkiem zajęto w tym roku. Mną też. Zarówno pani Marta, jak i pan Łukasz dali mi to czego aktualnie potrzebuję od terapeuty - spokoju i wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, poczucia, że ktoś się dobrze zajmuje moim dzieckiem. Jędrka oswoili, zdobyli jego zaufanie i sympatię. I moje chyba też:) A po naszych przeżyciach, nie było to łatwe. Jestem im głęboko wdzięczna. Ciężka ta ich praca okrutnie, ale za to jaki ma sens. Ci ludzie robią coś wielkiego i pięknego.
Szkolenie z Metody Opcji w Białymstoku - 5.07.2013
Może jakiegoś Rodzica zainteresuje ta informacja:
http://www.ktabialystok.fora.pl/informacje,29/warsztaty-metoda-opcji-w-bialymstoku-5-07,272.html
Proszono mnie, więc przekazuje. Nigdy nie wiadomo, czy komuś się nie przyda.
http://www.ktabialystok.fora.pl/informacje,29/warsztaty-metoda-opcji-w-bialymstoku-5-07,272.html
Proszono mnie, więc przekazuje. Nigdy nie wiadomo, czy komuś się nie przyda.
wtorek, 18 czerwca 2013
Moi sportowcy
Wczoraj Jędrula w Ośrodku nic nie odreagowywał (rannego pobierania krwi). Dzielny chłopak. A ze szkoły wrócił... rowerem z tatą. Pół godziny dobrej jazdy przez całe niemal miasto (tata zrobił 2 razy tyle bo musiał najpierw rowerem dojechać).
Dziś dla odmiany chłopaki pojechali na basen.
Jestem z nich dumna. Całą gębą.
Dziś dla odmiany chłopaki pojechali na basen.
Jestem z nich dumna. Całą gębą.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Pobieranie krwi.
Pobieranie krwi u rzadko którego dziecka jest sprawą bezproblemową. U Jędrka po serii badań, które przeszedł, gdy miał 3 lata (na początku diagnozy), zupełnie naturalnie wszelki kontakt z lekarzem czy pielęgniarką stał się problemowy. Jędrek został wystraszony bardzo mocno. Nie marzyliśmy więc nawet, że dziś pójdzie to tak sprawnie, niemal bezproblemowo. Owszem, Jędrek po wejściu do gabinetu stanowczo był na nie i próbował chować się za tatę i krzesełko. Nawet pokazał nam groźną minę, by być bardziej przekonywującym. Ale w końcu dał się przekonać, usiadł na kolana, dał rękę, nie wyrywał się, dał sobie pobrać krew. A że było 7 ampułek (jedną dorzuciliśmy od siebie - postanowiliśmy przy okazji zbadać mu grupę krwi; zupełnie nie mogę pojąć, czemu nie robi się tego dzieciom po urodzeniu), to kłuć trzeba było 2 razy. Sama zresztą nie wiem, czy dla Jędrka gorsze jest kłucie, czy przytrzymywanie. Trzymały dwie osoby i on to dzielnie znosił. Najwyraźniej działały obietnice, że już zaraz za chwile pójdziemy i kupimy w sklepie, co będzie tylko chciał i pojedziemy na fast fooda. Jędrkowi wyraźnie podobała się obietnica, że kupimy tyle butelek picia, ile będzie chciał (nic mama nie będzie ograniczać). A po pobieraniu krwi dał sobie nawet przykleić plasterek i trzymał go do końca naszego pobytu w gabinecie (poprosił mnie o zdjęcie już za drzwiami). I dzielnie próbował pluć do próbówki (mieliśmy zebrać ślinę, ale to okazało się jednak za trudne; tak jak myślałam). W każdym bądź razie, to co najważniejsze zostało zrobione i poszło to nadzwyczaj dobrze i sprawnie. A tak się obawiałam zbierania tego całego materiału potrzebnego do bilansu. Jędrek był rewelacyjny. Moja koleżanka, która został z nim wieczorem w sobotę (mam taką kochaną; sama się zaoferowała, wypchnęła nas do teatru), powiedziała, że Jędrek jest dużo spokojniejszy teraz, ma więcej zaufania do nas i do innych ludzi. I to prawda.
No więc materiał został wysłany do laboratorium do Belgii.
Jędrek w sklepie wybrał sobie 3 butelki napojów (ostatnio preferuje wodę cytrynową). Pojechaliśmy do KFC, a potem Andrzej odwiózł go do szkoły. Mam nadzieję, że nie będzie tam odreagowywał. Wydaje się, że przeżył to pobieranie krwi bez większego stresu.
Panie były bardzo profesjonalne i życzliwe. Diagnostyka, ul. Antoniukowska 11. Polecam.
No więc materiał został wysłany do laboratorium do Belgii.
Jędrek w sklepie wybrał sobie 3 butelki napojów (ostatnio preferuje wodę cytrynową). Pojechaliśmy do KFC, a potem Andrzej odwiózł go do szkoły. Mam nadzieję, że nie będzie tam odreagowywał. Wydaje się, że przeżył to pobieranie krwi bez większego stresu.
Panie były bardzo profesjonalne i życzliwe. Diagnostyka, ul. Antoniukowska 11. Polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kolejny ciężki rok za nami
Ostatnio pisałam ponad rok temu. Kronikarska potrzeba motywuje mnie do streszczenia tego, co się wydarzyło przez ten rok i w jakim s...
-
Cytat: mama_blanki w Dzisiaj o 12:56:29 nie wiem, skąd takie niedowierzanie w niektórych wypowiedziach, [...] tylko trzeba z dzieckiem s...
-
Ostatnio pisałam ponad rok temu. Kronikarska potrzeba motywuje mnie do streszczenia tego, co się wydarzyło przez ten rok i w jakim s...
-
To będzie bardzo trudna notatka. Notatka podsumowująco-rozliczająca naszą dotychczasową terapię. Czuję się w obowiązku o tym napisać bo wiem...