środa, 12 maja 2010
Nie znasz dnia i godziny
Zajęcia z SI u pani Uli należą do ulubionych zajęć Jędrka. Więc muszę powiedzieć, że zaskoczył mnie wczoraj jego zły humor na zajęciach i odmowa współpracy. Fakt wstał o 2.30, fakt przed zajęciami był na basenie, na którym był jeszcze w pełni sił, popływał sobie, pocieszył się i nawet bardziej lgnął do mnie, jak do pana Jarka, fakt zasnął w samochodzie i miał ochotę spać. No i pół zajęć było pod protestem i to ostrym, dopiero jak ja wyszłam to się naprawiło. A chciałam sobie pojechać popatrzeć jak ładnie Jędruś ćwiczy, hehe. Na szczęście uodporniłam się już psychicznie na takie sytuacje, przyjmuję je z pokorą, staram się nie brać do serca, nie przeżywać. Ma prawo mieć gorszy dzień, gorszą chwilę itd.
Dziś zapowiadał nam się ciężki bo przepełniony dzień. Na dodatek Jędrek wstał o 4.30 i rano zrobił awanturę nie wiadomo do końca o co. Nastawiłam się więc raczej na pasmo mało przyjemnych wydarzeń. Tymczasem u pani logopedy ćwiczył bardzo ładnie, aż mu na koniec pani Beata koniecznie chciała dać cukierka. Potem był co prawda w filharmonii trochę rozdrażniony, bo za długo musiał czekać przed wejściem (najprawdopodobniej dlatego). Do domu nie wracał bo po przedszkolu były zajęcia otwarte z rodzicami, na których Jędruś był z tatą (chcieliśmy być rodzinnie, ale musiałam w trybie pilnym zaszczepić Piotrka na tężec). Szczerze mówiąc bałam się tych zajęć, nawet się wahaliśmy z Andrzejem czy iść. Ale stwierdziliśmy, że jak my się będziemy wycofywać, bać, to kto będzie próbował? Jędrek na zajęciach był co prawda rozbiegany, ale też do opanowania. I uczestniczył w niektórych zajęciach. Po czym wyszedł z zajęć z miną wielce zadowoloną, co jest dla mnie też miarą jakiegoś sukcesu. Po zajęciach w samochód i na dogoterapię. Po drodze podpasłam Jędrka czipsami, co by podtrzymać jego dobry humor i siły. I faktycznie humor mu dopisywał, ani przez moment nie zajęczał, nie zaprotestował, brykał po kanapie zadowolony, dawał się nakłaniać do różnych czynności. Może sam z siebie niekoniecznie, ale poddawał się i w sumie widać było, że ma opory, ale jest mu dobrze. No i weź tu bądź mądry i zgadnij. Byłam przekonana, że po takim dniu non-stop zajęć, bez chwili w domu, to on po tej 17.oo będzie padnięty albo zły, a nie zdatny do jakichkolwiek zajęć. Niniejszym rezygnuję z posady wróżki;)
Aaa, dowiedziałam się, że poprzednio jak Jędrek był u Zosi beze mnie, to się do niej tulił. Do pani Beaty zresztą też. Na dzisiejszych zajęciach w przedszkolu władował się na kolana do jakiegoś taty, a potem zaczepiał różne panie. Andrzej podsumował to stwierdzeniem, że najwyraźniej nieśmiały nie jest. No i bardzo dobrze.
wtorek, 11 maja 2010
Poniedziałek
Po przedszkolu wróciliśmy sobie radośnie do domu. Oczywiście po drodze Jędrek zaciągnął mnie na pączka i dzielnie rączką pokazywał, co chce (a pączki tam były daleko, więc nie wystarczyło puknąć w szybkę), usiłując powtórzyć słowo: PĄCZEK. Strasznie trudne słowo, ale mniej więcej mu wychodzi.
Z basenu musieliśmy zrezygnować bo Piotrek miał zderzenie z ławką i chłopaki pojechali zszywać mu nogę na pogotowie.
Potem Andrzej pojechał z Jędrkiem na zajęcia grupowe. Było dobrze. Aczkolwiek Jędrek był tulący się. Upatrzył też sobie jednego tatę, dla którego zdradza Andrzeja ;)
W domu Jędruś rozkoszny, przymilny. Tylko wieczorem, jak już położył się do łóżka zaczął płakać. Nie awanturować się, nie marudzić. Popłakiwał, leciały mu łezki, a ja go pocieszałam. I to była taka chwila, kiedy wydaje mi się, że Jędrek płacze nad niewypowiedzianym. Nie z powodu cukierka, jakiegoś tam widzimisie, tylko z powodu niezrozumienia, niemożności porozumienia się z tym światem.
niedziela, 9 maja 2010
Nasze słoneczko
W sklepie, gdy Jędrek chciał, by mu kupić pączka, na moje pytanie, co chce (ja dobrze wiedziałam co, ale chciałam, by to okazał), wyraźnie bez namawiania paluszkiem pokazał na pączka. I nie uciekał wzrokiem, nie wycofywał się cały, jak to jeszcze do niedawna miał w zwyczaju, gdy miał o czymś zdecydować, choćby pokazać, co chce.
Jest parę słów, które używa. Jeszcze niespontanicznie, są to odpowiedzi na nasze pytania. Ale oprócz na basen i na barana jest też KA-NA-P-KĘ, SI-KU, BAJ-KĘ.
Coraz fajniej odpowiada na pytania. Nie jest to już tylko powtórzenie ostatniego słowa. Owszem potrzebuje wciąż wspomagania, choćby gestu buzią, ale nie jest to już tylko powtarzanie. Dużo odpowiada przy pracy, tu odpowiada na wiele pytań, do obrazków, ale przeważnie potrzebuje zapoczątkowania mu słowa, lub chociaż lekkiej podpowiedzi mimicznej.
W ogóle ma dużo lepszą artykulację. Powtarza słowa z trudnymi zbitkami spółgłosek. Najlepiej mu idzie, gdy ma lekką podpowiedź słuchową i mimiczną, ale ostatnio Asia chciała byśmy ćwiczyli zza głowy, tylko ze słyszenia. Tak se myślę, że w samej artykulacji to Jędrek zrobił duże postępy. Rok temu przecież nie powtarzał na zawołanie praktycznie żadnej sylaby.
I cieszy nas ogromnie, że jest taki radosny ostatnio, kontaktowy, garnie się do nas, do zabawy z nami, o czym już wcześniej pisałam.
Praca w domu
A dziś pracowało nam się fajnie. Ostatnio ćwiczymy robienie zadań na odległość. Tzn. kładę mu jakieś rzeczy na podłodze, a on ma brać inne ze stołu, zrobić parę kroków i odpowiednio dokładać. Robimy tak rzeczy banalne, które Jędrek dawno temu robił, ale chodzi o jego samodzielność. By zrobił coś sam, bez popychania, wspomagania go dotykiem. I to jest dopiero problem. Doszliśmy do tego, że wystarczy, że idę za nim, jestem obok (bez dotykania go), to zrobi, a jak całkiem sam, to problem. Stanie przed tym, co trzeba i stoi, i zgiąć się nie może. Dziś najpierw uzupełniał puzzle piankowe z cyframi, to robił sam. Ale już, żeby dołożyć kartki z cyframi do odpowiedniego puzzla, to już musiałam podchodzić do niego. Potem dokładał kartki z narysowanymi gwiazdkami. Bardzo ładnie dokładał, nic mu nie liczyłam, czytałam, brał kartkę, na której było narysowanych sześć gwiazdek i dokładał do puzzla 6, no ale ja musiałam iść za nim (nic go nie dotykałam, nie naprowadzałam, ale być musiałam). Potem po przerwie spróbowałam przełamać go, by sam dokładał kartki z cyframi do tych piankowych. Zaczęłam od 1 na 1 (a kiedyś tak się wściekłam na terapeutę, gdy nam to zaproponował;) Poszło! To dorzuciłam 2, a potem kolejne 3 a potem kolejne. I poszło:) Ale raczej nie mam złudzeń, że to już przełom, że z innymi przykładami nie będzie problemu. Ale fajnie, że się udało dziś.
Układaliśmy też drewniane pojazdy z kawałków. Oczywiście chciałam by robił to samodzielnie, ale to nam nie wychodziło. Generalnie układanie puzzli, czy obrazków z kawałków stanowi dla Jędrka duży problem. Nie mam pojęcia, czy on nie widzi, czy tak bardzo mu to wisi.
Próbowaliśmy też trochę pisać na tablicy, ale tu też potrzeba jeszcze dużo pracy. Prawie każde zadanie wymaga by z Jędrkiem wielokrotnie ćwiczyć. Wszystko trzeba ćwiczyć, a jednocześnie wszystkiego się nie da. A więc łapię się raz tego, raz tamtego. Zastanawiam się, czy nie powinnam skupić się na 1-2-3 rzeczach, wtedy może mielibyśmy szansę, by to wyćwiczyć. Ale to ma swoje minusy. Brak mi działania, postępowania zorganizowanego.
Poza tym stawiałam dziś z Jędrkiem stempelki (mieliśmy takie stare z Bobem Budowniczym) i bardzo go to cieszyło, bawiło. Pokazywał mi chętnie, kto jest kto. No ale sam to jeszcze takiego stempelka nie przystawi (fakt, że poduszka z tuszem wyschnięta, trzeba bardzo mocno naciskać). Ale taką miał radość z tego, ze chyba zainwestuję w jakieś stempelki.
Lepszy tydzień
W poniedziałek, jako, że nie było zajęć grupowych (Święto), chłopcy udali się na basen w Hotelu Gołębiewskim (ostatnie karnety trzymamy właśnie na takie okazje) i świetnie się tam bawili.
Wtorek - po basenie, zajęcia w KTA z SI. Było dobrze do momentu, gdy Jędrek się zsikał. Mnie pociesza to, że gdy się zsikał to stracił humor, znaczy się, nie jest mu to obojętne.
W środę rano pani logopeda nasza białostocka była bardzo zadowolona z zajęć z Jędrkiem. Podobno ładnie pokazywał, naśladował, grał na instrumencie, próbował odpowiadać na pytania, współpracował. Po południu na basenie - mama zastępowała tatę i przymusiłam Jędrka by połowę basenu popływał na dużym basenie. Ostatnio ma tendencje do uciekania na brodzik (wiadomo tam cieplej, no i wrócić potem na duży basen ciężko). Fajnie nam się pływało, szkoda tylko, że ja jednak za słabo pływam, bo byśmy się fajniej bawili, a tak to nie mogę mu pozwalać na to by się na mnie wieszał, siadał itd bo by mnie zatopił ;) Dogoterapia - odwołana.
Czwartek - nie pojechaliśmy na hipoterapię bo padało i było zimno. Zajęcia z panią psycholog przełożone. Chłopcy pojechali więc na dłuższy basen i dobrze się tam bawili i pływali. Jędrek ostatnio znowu lubi sobie ponurkować i fajnie to robi.
Piątek - Warszawa. Była artykulacja, były zadania na samodzielność, by na odległość coś dokładał, kategoryzował itd, było pisanie. Widzę drobne postępy we wszystkim. Zajęcia były jak zawsze bardzo pracowite i owocne. Jędrek trochę czasami marudził, ale generalnie pracował dobrze. Poza tym przypomniało mi się jak jeszcze jakiś czas temu chadzał na te zajęcia z wielkim buntem i płaczem, jak się awanturował w czasie zajęć. Teraz - to sielanka. Spojrzałam na nasze prywatne forum rodziców dzieci Asi. Na początku roku szkolnego pisałam tam o tym, jak bardzo Jędrek płacze i buntuje się na zajęciach, a w grudniu cieszyłam się, że już nie płacze, nie buntuje się tak strasznie. Owszem nie współpracuje jeszcze ochoczo i radośnie, ale postęp jest.
Sobota - zajęcia z wczesnego wspomagania. Najpierw SI - Jędruś pięknie ćwiczył, był w świetnym humorze. Potem zajęcia z panią psycholog. Tu już humor miał gorszy. Robił co prawda, co miał robić, ale buntował się trochę, złościł. Trochę się więc włączyłam do zajęć, pomagałam Jędrka przytrzymać, przytemperować, zmusić, zmotywować do pracy. Pani jest w ciąży, więc to nie jest dobry czas, by ją zostawiać samą z rozbrykanym Jędrkiem. A Jędrek protestował, złościł się nie wiedzieć czemu, bo szło mu całkiem dobrze. Pani powiedziała, że dzieci złoszczą się zazwyczaj, gdy coś im sprawia trudność, coś im nie wychodzi. A Jędrek jest typem co się złości i gdy mu wychodzi i gdy mu nie wychodzi. Ja mogę dodać, że gdy mu wychodzi, to on prawdopodobnie złości się dlatego, że on ogólnie nie ma ochoty na pracę, czy taką pracę. Zadania, które robią na tych zajęciach nie są dla Jędrka trudne intelektualnie. Problem tkwi w jego niesamodzielności i braku motywacji (potrzebuje, by ktoś siedział obok, go szurnął, zmusił do pracy). Wcześniej jakoś Jędrek się bardziej słuchał stanowczego głosu pani, teraz jest gorzej (pani mniej stanowcza; zaczynam podejrzewać, że Jędrek lubi jak się do niego mówi tak chłodniej, bardziej stanowczo. Może?)
Poza tym dziś wybieramy się rodzinnie na basen. Będzie też praca w domu. Ten temat pominęłam. A przecież pracujemy i przeważnie całkiem udanie, aczkolwiek zdarzają mi się momenty irytacji. Czasem opadam z sił i cierpliwości, gdy Jędrek się zacina i nie chce, nie potrafi np. podejść samodzielnie gdzieś tam i coś dołożyć. Nie jest to absolutnie kwestia, że on nie wie, co czy gdzie, czy jak. To kwestia tej cholernej jego niesamodzielności, uzależnienia od wsparcia. Będzie stał nad czymś pół godziny i się nie zegnie. Dopiero gdy podejdę do niego, to to zrobi bez problemu. Chciałam napisać szerzej o pracy w domu i mam nadzieję, że zrobię to któregoś razu.
Na koniec pozytywnie dodam, że Jędrek ostatnio jest bardzo spragniony kontaktów, i nawet nie tylko ze mną. Przytula się do taty, zagląda nam w oczy, mnie cały czas prosi o zabawę. I sypia ze mną :) A był czas, że nie chciał. Mam wrażenie, że jest mu lepiej - milej na świecie.
Kryzys blogowy
Niedziela, pobudka dopiero przed 6.oo - święto :) Ostatnimi czasy Jędrek nie śpi lepiej (taka pobudka przez 6 zdarza mu się raz na 2-3 tygodnie, przeważnie to jest jednak 4-5.oo), ale nie złości się zbytnio, a to już coś cennego. Ma nowy "nawyk", chce bym włączała bajki, i którą bym nie włączyła, to chce inną. To mi przypomina jego poprzedni "nawyk", bym wyciągała rzeczy spod tapczanu (to mu na szczęście przeszło).
Z jedzeniem dalej nieprzepisowo. W przedszkolu podobno je prawie wszystko (nawet dzieciom kotlety zabiera ;) W domu też da mu się czasem coś wcisnąć, np. wczoraj zupę jarzynową, z czego byłam bardzo zadowolona (jak to czasem człowiekowi niewiele potrzeba do szczęścia :). Ale generalnie jest na etapie: CHLEB Z MAJONEZEM. Bez komentarza.
Leki homeopatyczne mu daję, aczkolwiek ja nie dostrzegam ich działania. Jakiegokolwiek.
W tamtym tygodniu Jędrek miał gorszy tydzień na zajęciach. Na niektórych to była wręcz masakra. Andrzej z nim był na tych zajęciach, wracał rozdrażniony, dawno tak źle na zajęciach nie było. Pominę to milczeniem. Wiadomo, o tym, co nieprzyjemne, lepiej nie myśleć. Aczkolwiek nie wszystkie zajęcia były złe, bo grupowe i basen były ok. A i pani logopeda białostocka nie narzekała. W Warszawie był raczej bunt, ale ćwiczył ostro (głównie artykulację).
W długi weekend mieliśmy imprezę rodzinną, chrzciny siostrzeńca męża. Pojechaliśmy pod Konin, nowe miejsce, wielu nowych ludzi, ale Jędrkowi to bynajmniej nie przeszkadzało. Nawet siadał do stołu, co dość rzadko nam się udaje przy wspólnych posiłkach. Widać Jędrek potrzebuje suto zastawionego stołu by mieć motywację by siadać do stołu z innymi ;) A jedzenia różnorodnego była tam obfitość wielka, Jędrek zaś upodobał sobie głównie jakąś sałatkę z majonezem. Tak, że wszystko było ok (w kościele Jędrek był wyjątkowo radosny i głośny, wrr..), tylko rano urządził awanturę, domagając się czegoś odpowiedniego do jedzenia. Awantura była głośna, z przytupami, tak co by cała rodzina szwagra zobaczyła, że z autystą łatwo nie ma. Nie powiem, by mnie to całkiem nie ruszało, ale trudno. Aaa, fajne było to, że na spacerach Jędrek podchodził do cioć, wujków (również tych mu nieznanych) i dopraszał się zabawy, brania na ręce, huśtania itd. Znaczy się dążył do kontaktów. Interesowne to było, ale w sumie, jak tak się nam przyjrzeć, to czy w naszych kontaktach nie ma interesu?
W drodze powrotnej zajechaliśmy do kina w Warszawie. Bilety dostałam od siostry, więc żal byłoby nie wykorzystać okazji (no to prawie tyle co na bilety wydaliśmy na towarzyszące kinu jedzenie; samo życie;) W Centrum handlowym - masakra - tłumy, hałas. My z Andrzejem niezbyt tym zachwyceni, chłopcy w swoim żywiole. Kino się Jędrkowi jak zwykle podobało. Oczywiście najpierw musiał spałaszować całe zapasy, które mieli, a dopiero potem spokojnie oglądał. I najwyraźniej mu się podobało i pewnie by się dowiedział, jak wytresować smoka, gdyby się nie zlał w pewnym momencie. Nasz błąd - nie powinniśmy dawać mu przed kinem picia.
Wpadki z sikaniem zdarzają mu się, nienotorycznie, ale się zdarzają. Na szczęście ja jakoś podchodzę do tego spokojniej, mniej mnie to drażni, denerwuje. Chyba trochę wyluzowałam w tej kwestii.
Na jedną notatkę starczy. Cd nastąpi.
poniedziałek, 3 maja 2010
Plan zajęć Jędrka w kwietniu - podsumowanie w liczbach
W kwietniu Jędrek miał:
- 8 zajęć (12h)
pedagogiczno-logopedycznych metodą Wianeckiej u Asi w Warszawie
- 4 zajęcia (po 45 min) z logopedą w
Białymstoku w ramach wczesnego wspomagania
- 4 zajęcia z SI (3 w ramach
wczesnego wspomagania + 1 w KTA)
- 3 zajęcia z psychologiem (w ramach
wczesnego wspomagania)
- 4 zajęcia z dogoterapii
- 19 zajęć na basenie (15 ze STARTU, 3 z TWzK i 1 na "Gołębiu")
- 3 grupowe zajęcia plastyczno-muzyczne (zwane przeze mnie art-terapią)
- 3 grupowe zajęcia metodą Weroniki Sherborne
- 1 zajęcia z hipoterapii
- przedszkole z gimnastyką korekcyjną
(2 razy w tygodniu) i rytmiką (raz w tygodniu)
- 14 dni – praca w domu
W sumie 2 dni bez zajęć na zewnątrz i w domu (Wielkanoc).
Kolejny ciężki rok za nami
Ostatnio pisałam ponad rok temu. Kronikarska potrzeba motywuje mnie do streszczenia tego, co się wydarzyło przez ten rok i w jakim s...
-
Cytat: mama_blanki w Dzisiaj o 12:56:29 nie wiem, skąd takie niedowierzanie w niektórych wypowiedziach, [...] tylko trzeba z dzieckiem s...
-
Ostatnio pisałam ponad rok temu. Kronikarska potrzeba motywuje mnie do streszczenia tego, co się wydarzyło przez ten rok i w jakim s...
-
To będzie bardzo trudna notatka. Notatka podsumowująco-rozliczająca naszą dotychczasową terapię. Czuję się w obowiązku o tym napisać bo wiem...