Jesteśmy na turnusie w Czarnym Lesie, całe ferie - 2 tygodnie. Dziś świętuję z Jędrkiem półmetek. Miał być szampan i ostrygi, ale ostatecznie jest herbata dla mnie, a draże śmietankowe dla Jędrka. Też dobrze :)
To był dobry terapeutycznie tydzień. Jędrek ciężko, lecz owocnie pracował. Postanowiliśmy z Asią i Szymonem skupić się tym razem głównie na artykulacji, na czym mi szczególnie zależało, zwłaszcza po tym, jak odkryłam w grudniu, że Jędrek jest niezrozumialny dla osób postronnych, które nie wiedzą, co on ma powiedzieć. Niby on mówi wyraźnie i powoli bo dzieli pięknie na sylaby, ale ponieważ niewyraźnie wymawia ś, ć, ź, ż, sz, cz, dz, dź, dż a zamiast r jest j, to często jest niezrozumialny. Więc w tym tygodniu uczył się u Asi wymawiać wyraźnie te głoski. Do wyraźnego ś, ć, ź wystarczy mu pomoc patyczkiem (żeby cofnął język), często też powie te głoski dość wyraźnie samodzielnie. Sz, cz, dż, ż ćwiczył na manualanym torowaniu i całkiem dobrze już to mówi prawie sam, wystarczy mu tylko troszkę ścisnąć buzię (robi niedostateczny dzióbek). Ćwiczył również parskanie, próby nauki R. Było ciężko, ale już trochę parska ustami. Asia ćwiczyła z nim również przedłużanie głosek i łączenie sylab w wyrazach. I tu dopiero był ból. Płakał Jędrek, płakałam ja, ale wierzę, że to da efekt. Asia jest genialna w nauczaniu dzieci umiejętności niemożliwych, typu dmuchania, parskania, to i z łączeniem sylab sobie poradzi. Oczywiście to wymaga pracy, jeszcze pewnie nie jeden turnus będzie do tego potrzebny, ale wiem, że warto.
U Szymona Jędrek tym razem też oprócz masaży ćwiczył artykulację. A u Anety miał zajęcia różnorakiego typu (słuchanie, pisanie, zajęcia ruchowe, artystyczne, z psem) i bardzo je lubił, ładnie współpracował.
Poza tym byliśmy raz na koniach i dwa razy na basenie. Jędrek był przeszczęśliwy. Fajnie, że mamy możliwość nawet teraz zimową porą być z raz na miesiąc na koniach. A basen, to wiadomo, co to jest dla foki Jędrka. Były też dwa zajęcia metodą Weroniki Sherborne i zajęcia relaksacyjne. Jędruś fajnie ze mną współpracował, bawił się. Dużo lepiej niż np. na poprzednim turnusie, kiedy to myślałam sobie, że on chyba nie lubi takich zajęć z mamą (zazwyczaj bywa na nich z tatą). Na drugich zajęciach dał mi się nawet zawinąć kocem w naleśnik!
W ogóle Jędrek jest w dobrej formie. Co prawda w poniedziałek rano był niepocieszony, na pierwszych zajęciach u Asi było fatalnie, nie dało się z nim kompletnie pracować, ale na szczęście potem było coraz lepiej, nie było już takiego buntu.
W domku, gdzie mieszkamy jest nam dobrze (a bo i towarzystwo mieliśmy w tym tygodniu wyborne). Ulubioną zabawką Jędrka był w tym tygodniu ... tłuczek do mięsa, który podwędził z szuflady. Gdy koleżanka chciała zrobić kotlety, był wielki bunt. Musiałam przekupywać Jędrka cukierkami, żeby się rozstał na chwilę z tłuczkiem. A teraz Jędrek się zainteresował książkami (co prawda jak na razie bawi się nimi standardowo, jak Jędrek, czyli nosząc je, ale może w wolnej chwili zerknie i poczyta;) Dobrze by było bo wziął kilka poważniejszych lektur ;)
Poza tym ciągle oglądamy BabyTV. Jędrek z dużym zainteresowaniem, ja z trochę mniejszym. Dobry edukacyjny kanał dla maluszków, tylko po kilku dniach mam dość w koło powtarzanych programów. Jędrek już nie maluszek, ale wolę, żeby oglądał to (zwłaszcza jak wykazuje zainteresowanie), niż głupkowate bajki.
Mam nadzieję, że następny tydzień będzie równie udany.
sobota, 29 stycznia 2011
sobota, 22 stycznia 2011
Poławiacze pereł
Dzisiejszy dzień był w porównaniu z poprzednimi lajtowy wiec i notatka będzie w wersji light. Jędrek, rzekłbym już standardowo, wstał w okolicach 5, tatę (który teraz pisze te słowa) udało się ściągnąć z łóżka dopiero w granicach 8 (mocny sen, wyćwiczony w czasach studenckich w pociągach i autobusach to podstawa). W sumie jestem wdzięczny żonie, że to ona jeszcze przed świtem obsługuje domowe DVD spełniając filmowe zachcianki syna. A że i ona musi kiedyś odespać to wstając zwolniłem małżonce całe łózko i wziąłem młodego na basen. Fascynuje mnie energia Jędrka, kiedy pełen zapału, w podskokach idzie do samochodu, potem grzecznie siedzi te kilka minut nim przyjedziemy na miejsce, a potem nawet da mi rękę byśmy wspólnie mogli dojść do basenowej szatni.
Dziś nie było ambitnego pływania na dużym basenie, bo te 2-3 długości basenu, które Jędrek pokonał to właściwie nic. Potem uwiesił się koralików rozdzielających tory, a kiedy trochę nachalniej zacząłem go zachęcać do pływania zignorował mnie i odpłynął w kierunku stopni, by opuścić duży basen. Jeszcze do niedawna, a prawie odkąd pamiętam, rozbawiało mnie to jak Jędrek, który pływa na głębokim basenie bez żadnych desek, pływaczków etc. migrując z dużego basenu na mały zawsze musiał chwycić ze dwie deski do pływania, przy czym zazwyczaj wybierał żółte. Następnie wchodził do brodzika i zapominał o desce. Ostatnimi czasy zmienił jednak swe rytuały, ale żeby nie było już tak "normalnie" całkiem, to chwyta plastikowy koszyk pełen zabawek (różnokolorowych gumowych i żelowych piłeczek, foczek, hipopotamów i czego tam jeszcze nie ma) i pierdut... wrzuca całą jego zawartość do brodzika. Bynajmniej nie bawi się potem tymi zabawkami, a tylko czasem wyciągnie sobie parę kółeczek i one absorbują jego uwagę. Niedawno też, jego szczególną uwagę przyciągnął kosz, dość duży ale z wieloma otworami po bokach, przez które szybko nabiera wody i tak ładnie się topi. Czasem fajnie jest też wejść do kosza i poczuć się prawie jak w latającym kufrze. A co może zrobić ojciec, gdy jego dziecko ma tyle ciekawych zajęć na brodziku. Otóż ojciec może sobie siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Zazwyczaj. Postronnemu obserwatorowi może nawet wydać się to dziwne, bo gdy z większością dzieci bawi się razem rodzic, to ja z moją pociechą bywamy często po przekątnej basenu. Jak wkroczę w jego strefę i próbuję się z nim wspólnie bawić, to po chwili młody jest znowu na drugim końcu. Ale znalazłem na to sposób. Udaję rekina :) Trzeba pod wodą podpłynąć do Jędrka i próbować łapać go za kostki u nóg. Wtedy on próbuje pokonać bestię i włazi mi albo na plecy albo przyciska do dna głowę, albo też ucieka, ale wyraźnie wchodząc w tą zabawę i ten podział ról. I nawet potem rozbawiony da się dotknąć i poddaje się gdy chcę go pouczyć pływać na plecach (ostatnio nawet sam próbuje pochylać się do tyłu i kłaść się na wodzie ale zazwyczaj wtedy, gdy wydaje mu się że nikt go nie obserwuje).
A dziś zabawa w "rekina" była wyjątkowo fajna, bo obaj nurkowaliśmy i wykładaliśmy się na dnie niczym płaszczki, patrząc sobie pod wodą w oczyska (nasz autik nigdy nie dał się przekonać do okularków - pływa więc bez) i chyba tak nawet Jędrkowi łatwiej nawiązać kontakt wzrokowy niż podczas zabawy "na lądzie". Tak mnie jakoś nastroiła optymistycznie ta wspólna zabawa z młodym na basenie, że aż dałem się ponieść wyobraźni i pomyślałem sobie, co zrobilibyśmy wygrywając w totka. Otóż, znaleźlibyśmy jakaś małą wyspę lub atol, gdzieś na Malediwach i zostalibyśmy poławiaczami pereł. Fajne gorące marzenia, akurat na chłodny zimowy dzień. I by wszyscy to czytający mogli jeszcze chwilkę dłużej także se pomarzyć załączam do tekstu stosowną ilustrację muzyczną. Gorące tango.
Dziś nie było ambitnego pływania na dużym basenie, bo te 2-3 długości basenu, które Jędrek pokonał to właściwie nic. Potem uwiesił się koralików rozdzielających tory, a kiedy trochę nachalniej zacząłem go zachęcać do pływania zignorował mnie i odpłynął w kierunku stopni, by opuścić duży basen. Jeszcze do niedawna, a prawie odkąd pamiętam, rozbawiało mnie to jak Jędrek, który pływa na głębokim basenie bez żadnych desek, pływaczków etc. migrując z dużego basenu na mały zawsze musiał chwycić ze dwie deski do pływania, przy czym zazwyczaj wybierał żółte. Następnie wchodził do brodzika i zapominał o desce. Ostatnimi czasy zmienił jednak swe rytuały, ale żeby nie było już tak "normalnie" całkiem, to chwyta plastikowy koszyk pełen zabawek (różnokolorowych gumowych i żelowych piłeczek, foczek, hipopotamów i czego tam jeszcze nie ma) i pierdut... wrzuca całą jego zawartość do brodzika. Bynajmniej nie bawi się potem tymi zabawkami, a tylko czasem wyciągnie sobie parę kółeczek i one absorbują jego uwagę. Niedawno też, jego szczególną uwagę przyciągnął kosz, dość duży ale z wieloma otworami po bokach, przez które szybko nabiera wody i tak ładnie się topi. Czasem fajnie jest też wejść do kosza i poczuć się prawie jak w latającym kufrze. A co może zrobić ojciec, gdy jego dziecko ma tyle ciekawych zajęć na brodziku. Otóż ojciec może sobie siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Zazwyczaj. Postronnemu obserwatorowi może nawet wydać się to dziwne, bo gdy z większością dzieci bawi się razem rodzic, to ja z moją pociechą bywamy często po przekątnej basenu. Jak wkroczę w jego strefę i próbuję się z nim wspólnie bawić, to po chwili młody jest znowu na drugim końcu. Ale znalazłem na to sposób. Udaję rekina :) Trzeba pod wodą podpłynąć do Jędrka i próbować łapać go za kostki u nóg. Wtedy on próbuje pokonać bestię i włazi mi albo na plecy albo przyciska do dna głowę, albo też ucieka, ale wyraźnie wchodząc w tą zabawę i ten podział ról. I nawet potem rozbawiony da się dotknąć i poddaje się gdy chcę go pouczyć pływać na plecach (ostatnio nawet sam próbuje pochylać się do tyłu i kłaść się na wodzie ale zazwyczaj wtedy, gdy wydaje mu się że nikt go nie obserwuje).
A dziś zabawa w "rekina" była wyjątkowo fajna, bo obaj nurkowaliśmy i wykładaliśmy się na dnie niczym płaszczki, patrząc sobie pod wodą w oczyska (nasz autik nigdy nie dał się przekonać do okularków - pływa więc bez) i chyba tak nawet Jędrkowi łatwiej nawiązać kontakt wzrokowy niż podczas zabawy "na lądzie". Tak mnie jakoś nastroiła optymistycznie ta wspólna zabawa z młodym na basenie, że aż dałem się ponieść wyobraźni i pomyślałem sobie, co zrobilibyśmy wygrywając w totka. Otóż, znaleźlibyśmy jakaś małą wyspę lub atol, gdzieś na Malediwach i zostalibyśmy poławiaczami pereł. Fajne gorące marzenia, akurat na chłodny zimowy dzień. I by wszyscy to czytający mogli jeszcze chwilkę dłużej także se pomarzyć załączam do tekstu stosowną ilustrację muzyczną. Gorące tango.
piątek, 21 stycznia 2011
Jędrkowy piątek
Dzień był bardzo fajny. Cały. Rano pobudka, tradycyjnie (ostatnio) ok 5.oo w dobrym humorze. Potem Jędrek pobrykał, pobawił się (kredkami, patyczkami itp) i pojechał z tatą na zajęcia z panią logopedą. U pani Beaty, nie wiem, co dokładnie robił, ale pani była z niego zadowolona. Był bardzo kontaktowy i fajnie współpracował.
Potem prosto do przedszkola bo dziś odwiedzała go w przedszkolu jego przyszła pani ze szkoły na Poleskiej, gdzie Jędrek będzie w 4-osobowej klasie dla dzieci autystycznych. Chciała poobserwować Jędrka w przedszkolu i porozmawiać z Jędrka przedszkolnymi nauczycielkami. Jędrek zaprezentował się ładnie, był grzeczny, bawił się, a na koniec powiedział pani: Do widzenia, pani Agnieszko. Oczywiście sam z siebie nie powiedział, tylko mu nasza aktualna pani Agnieszka (dzieląc na wyrazy) to podszepnęła. Nie wiem, jakie wrażenia miała nasza przyszła pani (też) Agnieszka, ale aktualna była zadowolona. A Grześ, z którym rozmawiałam odbierając Jędrka z przedszkola, powiedział mi mniej więcej tak: "Dziś przyszła do Jędrka pani, ale Jędrek udawał, że jej nie zauważa. Był grzeczny, bawiliśmy się razem". Fajna relacja :) Od aktualnej pani Agnieszki, wiem, że przyszła pani Agnieszka zauważyła i stwierdziła, że Grześ to Jędrka przyjaciel :) Myślę sobie, że nie każde zdrowe dziecko ma przyjaciela (pracuję w szkole, to obserwuję i wiem, jakie problemy potrafią mieć z kolegami zdrowe dzieci), a tu proszę, nasz Jędrek ma przyjaciela. Poradził sobie chłopak albo mu z nieba spadło, ale ma. Znaczy się, w życiu sobie poradzi, nie? Albo mu z nieba spadnie ;)
Po przedszkolu odpoczynek w domu z mizianiem po szyi. Jędrek ostatnio uwielbia jak go całuję i podgryzam w szyję i uszy. Łasi się wtedy jak kotek i się śmieje. W ogóle uwielbia, jak udaje, że go zjem.
A po południu mieliśmy dwa zajęcia: u pani psycholog i z dogoterapeutą. Jechałam sobie z Jędrkiem autobusem, a on był zachwycony, bardzo się cieszył, że jedzie na zajęcia. Był bardzo grzeczny po drodze i w autobusie, trochę tam sobie "hopał" (takie podkrzykiwanie: hop hop hop), podskakiwał, czy wiercił się, ale... odkryłam, że mnie to nie przeszkadza, nie krępuje, że ktoś zauważy, że on zachowuje się inaczej. Czyżbym robiła się coraz odważniejszą mamą autysty, która chce powiedzieć całemu światu: Tak, to jest mój syn. Wspaniały syn. Trochę sobie hopa i podskakuje i to jest bardzo fajne. Może chcecie spróbować, tak jak on? Dlaczego wszystko ma być odmierzone jedną miarką neurotypowych?
Na zajęciach z panią Izą było bardzo dobrze. Cieszę się, że od stycznia możemy mieć z nią zajęcia regularnie raz w tygodniu. To wspaniała terapeutka, psycholog i logopeda. Prowadzi świetne, bardzo urozmaicone zajęcia. Ćwiczyła z Jędrkiem motorykę dużą i małą, i koncentrację, skupianie uwagi, kontakt wzrokowy, czytanie, rozumienie, mówienie, i rysowanie itp itd. Robili nieznaczne przerwy (pani Iza dziś próbowała pracować nawet bez króciutkich przerw między zajęciami, tak jak poprzednio. Zamieniała jednak często zajęcia i miejsca, i sposób pracy). A jak Jędrek? Nie mogę powiedzieć, że wszystko robił pięknie, cudownie itd. bo wtedy te zajęcia nie miałyby sensu, znaczyłoby, że są na nieodpowiednim wręcz poziomie dla niego (takie zajęcia to nie pokazówki, tylko nauka czegoś z czym dziecko ma problem), ale w sumie to robił, co trzeba, z mniejszym lub większym problemem. Trochę mnie wewnętrznie gdzieś co prawda irytuje, gdy widzę, że robi koślawo lub źle coś, co ja doskonale wiem, że potrafi, no ale trudno, na tym min. polega jego problem. Bo Jędruś ma problemy z precyzją ruchów, z tym by np. odkręcić nakrętkę od butelki, a nawet rozwinąć sprytniej zapakowany cukierek.
Na koniec byliśmy u Zosi i Weny i tu Jędrek również był w doskonałym humorze. Tradycyjnie musiał trochę pookupować kanapę, ale miałam wrażenie, że nie był już do niej tak straszliwie przyklejony. Zwłaszcza na koniec, jak się dorwał do zosinych rurek i innych smakołyków. Ależ się dzielnie nimi dzielił z psami. Kawałek rurki Jędrek, kawałek chyba Sonia (drugi pies), kawałek Jędrek. Normalnie to Jędrek aż taka gapa nie jest, zwłaszcza potraf zadbać o swoje jedzenie, a tu najwyraźniej podobało mu się wspólne jedzenie z jednej ręki (no bo nie miski; to może następnym razem ;). To oczywiście takie trochę moje żarty, zajęcia nie polegały bynajmniej na wspólnym jedzeniu z psem. Robiliśmy rożne drobiazgi, np. układanie wyrazów z literek. A że niby Wenę Jędrek uczy, to nawet na to szedł :) Jędrek w ogóle i przede wszystkim, to bardzo lubi być u Zosi, najwyraźniej jest tam mocno zadomowiony. A dziś pięknie poprosił Zosię o wodę. Normalnie pięknie i sam. Ja mu powiedziałam, idź i powiedz: proszę, a on powiedział nie tylko proszę, a jeszcze na pytanie Zosi, co chce odpowiedział, że "wodę". Jakby się tak zastanowić i spróbować określić, do czego my dążymy na dogoterapii z Jędrkiem, to rzekłabym, że na łapaniu kontaktu, oswajaniu z psem, motywowaniu go do jakiejś współpracy. A jeszcze dziś z Zosią ustaliłyśmy, że od następnych zajęć skupimy się bardziej na ćwiczeniu motoryki małej. Bardzo to Jędrkowi potrzebne. Co mu zresztą nie jest potrzebne? Hmm, niby wszystko, a jednak mam wrażenie, że niektóre umiejętności bardziej.
Teraz Jędruś śpi snem zasłużonego, a ja się uśmiecham. Jutro i pojutrze tylko basen oraz praca i zabawa w domu (ano właśnie, dziś Jędrek bawił się wieczorem z babcią w rzucanie piłki! Nie wiem tylko, dla kogo to była zabawa ;) Niemniej coś takiego jakiś czas temu byłoby jeszcze nie do pomyślenia). A w niedzielę wieczorem jedziemy na 2-tygodniowy turnus do Czarnego Lasu. Liczę na to, że podszkolimy tam artykulację, wyraźność wymowy.
Potem prosto do przedszkola bo dziś odwiedzała go w przedszkolu jego przyszła pani ze szkoły na Poleskiej, gdzie Jędrek będzie w 4-osobowej klasie dla dzieci autystycznych. Chciała poobserwować Jędrka w przedszkolu i porozmawiać z Jędrka przedszkolnymi nauczycielkami. Jędrek zaprezentował się ładnie, był grzeczny, bawił się, a na koniec powiedział pani: Do widzenia, pani Agnieszko. Oczywiście sam z siebie nie powiedział, tylko mu nasza aktualna pani Agnieszka (dzieląc na wyrazy) to podszepnęła. Nie wiem, jakie wrażenia miała nasza przyszła pani (też) Agnieszka, ale aktualna była zadowolona. A Grześ, z którym rozmawiałam odbierając Jędrka z przedszkola, powiedział mi mniej więcej tak: "Dziś przyszła do Jędrka pani, ale Jędrek udawał, że jej nie zauważa. Był grzeczny, bawiliśmy się razem". Fajna relacja :) Od aktualnej pani Agnieszki, wiem, że przyszła pani Agnieszka zauważyła i stwierdziła, że Grześ to Jędrka przyjaciel :) Myślę sobie, że nie każde zdrowe dziecko ma przyjaciela (pracuję w szkole, to obserwuję i wiem, jakie problemy potrafią mieć z kolegami zdrowe dzieci), a tu proszę, nasz Jędrek ma przyjaciela. Poradził sobie chłopak albo mu z nieba spadło, ale ma. Znaczy się, w życiu sobie poradzi, nie? Albo mu z nieba spadnie ;)
Po przedszkolu odpoczynek w domu z mizianiem po szyi. Jędrek ostatnio uwielbia jak go całuję i podgryzam w szyję i uszy. Łasi się wtedy jak kotek i się śmieje. W ogóle uwielbia, jak udaje, że go zjem.
A po południu mieliśmy dwa zajęcia: u pani psycholog i z dogoterapeutą. Jechałam sobie z Jędrkiem autobusem, a on był zachwycony, bardzo się cieszył, że jedzie na zajęcia. Był bardzo grzeczny po drodze i w autobusie, trochę tam sobie "hopał" (takie podkrzykiwanie: hop hop hop), podskakiwał, czy wiercił się, ale... odkryłam, że mnie to nie przeszkadza, nie krępuje, że ktoś zauważy, że on zachowuje się inaczej. Czyżbym robiła się coraz odważniejszą mamą autysty, która chce powiedzieć całemu światu: Tak, to jest mój syn. Wspaniały syn. Trochę sobie hopa i podskakuje i to jest bardzo fajne. Może chcecie spróbować, tak jak on? Dlaczego wszystko ma być odmierzone jedną miarką neurotypowych?
Na zajęciach z panią Izą było bardzo dobrze. Cieszę się, że od stycznia możemy mieć z nią zajęcia regularnie raz w tygodniu. To wspaniała terapeutka, psycholog i logopeda. Prowadzi świetne, bardzo urozmaicone zajęcia. Ćwiczyła z Jędrkiem motorykę dużą i małą, i koncentrację, skupianie uwagi, kontakt wzrokowy, czytanie, rozumienie, mówienie, i rysowanie itp itd. Robili nieznaczne przerwy (pani Iza dziś próbowała pracować nawet bez króciutkich przerw między zajęciami, tak jak poprzednio. Zamieniała jednak często zajęcia i miejsca, i sposób pracy). A jak Jędrek? Nie mogę powiedzieć, że wszystko robił pięknie, cudownie itd. bo wtedy te zajęcia nie miałyby sensu, znaczyłoby, że są na nieodpowiednim wręcz poziomie dla niego (takie zajęcia to nie pokazówki, tylko nauka czegoś z czym dziecko ma problem), ale w sumie to robił, co trzeba, z mniejszym lub większym problemem. Trochę mnie wewnętrznie gdzieś co prawda irytuje, gdy widzę, że robi koślawo lub źle coś, co ja doskonale wiem, że potrafi, no ale trudno, na tym min. polega jego problem. Bo Jędruś ma problemy z precyzją ruchów, z tym by np. odkręcić nakrętkę od butelki, a nawet rozwinąć sprytniej zapakowany cukierek.
Na koniec byliśmy u Zosi i Weny i tu Jędrek również był w doskonałym humorze. Tradycyjnie musiał trochę pookupować kanapę, ale miałam wrażenie, że nie był już do niej tak straszliwie przyklejony. Zwłaszcza na koniec, jak się dorwał do zosinych rurek i innych smakołyków. Ależ się dzielnie nimi dzielił z psami. Kawałek rurki Jędrek, kawałek chyba Sonia (drugi pies), kawałek Jędrek. Normalnie to Jędrek aż taka gapa nie jest, zwłaszcza potraf zadbać o swoje jedzenie, a tu najwyraźniej podobało mu się wspólne jedzenie z jednej ręki (no bo nie miski; to może następnym razem ;). To oczywiście takie trochę moje żarty, zajęcia nie polegały bynajmniej na wspólnym jedzeniu z psem. Robiliśmy rożne drobiazgi, np. układanie wyrazów z literek. A że niby Wenę Jędrek uczy, to nawet na to szedł :) Jędrek w ogóle i przede wszystkim, to bardzo lubi być u Zosi, najwyraźniej jest tam mocno zadomowiony. A dziś pięknie poprosił Zosię o wodę. Normalnie pięknie i sam. Ja mu powiedziałam, idź i powiedz: proszę, a on powiedział nie tylko proszę, a jeszcze na pytanie Zosi, co chce odpowiedział, że "wodę". Jakby się tak zastanowić i spróbować określić, do czego my dążymy na dogoterapii z Jędrkiem, to rzekłabym, że na łapaniu kontaktu, oswajaniu z psem, motywowaniu go do jakiejś współpracy. A jeszcze dziś z Zosią ustaliłyśmy, że od następnych zajęć skupimy się bardziej na ćwiczeniu motoryki małej. Bardzo to Jędrkowi potrzebne. Co mu zresztą nie jest potrzebne? Hmm, niby wszystko, a jednak mam wrażenie, że niektóre umiejętności bardziej.
Teraz Jędruś śpi snem zasłużonego, a ja się uśmiecham. Jutro i pojutrze tylko basen oraz praca i zabawa w domu (ano właśnie, dziś Jędrek bawił się wieczorem z babcią w rzucanie piłki! Nie wiem tylko, dla kogo to była zabawa ;) Niemniej coś takiego jakiś czas temu byłoby jeszcze nie do pomyślenia). A w niedzielę wieczorem jedziemy na 2-tygodniowy turnus do Czarnego Lasu. Liczę na to, że podszkolimy tam artykulację, wyraźność wymowy.
Konkurs trwa - dziękujemy za sms'y
Obiecałam sobie, że nie będę się już na blogu zajmować konkursem na Bloga Roku bo nasz blog ma być o Jędrku, a nie o blogu i konkursach. Niemniej skoro się zaangażowaliśmy i ludzie się zaangażowali, to wypada Wam donieść, że dziś chwilowo jesteśmy na 11 miejscu. Super. Mam nadzieję, że dzięki temu więcej osób do nas wejdzie, poczyta, dowie się, kto to taki ten autysta. Może zrozumie, może się oswoi, może polubi. To jest nasz mały wkład w to, by społeczeństwo lepiej znało i rozumiało autystów, by autystom "żyło się lepiej", jak to mówi reklama. Żeby ludzie nie bali się kontaktów z autystami. Bo to jest obopólna wymiana, taki kontakt bardzo wzbogaca obie strony.
Bardzo dziękuję za wszystkie głosy, SMS'y. Jesteście super. No no, 11 miejsce wśród wybrańców. Dobrze jest się pocieszyć choć pół dnia :)
A jak ktoś jeszcze nie oddał na nas drugiego głosu, (a chciałby) to zapraszam:
SMS o treści A00890 na numer 7122.
A wieczorem będzie notatka o Jędrku bo mamy dziś fajny dzień i oby do końca.
Bardzo dziękuję za wszystkie głosy, SMS'y. Jesteście super. No no, 11 miejsce wśród wybrańców. Dobrze jest się pocieszyć choć pół dnia :)
A jak ktoś jeszcze nie oddał na nas drugiego głosu, (a chciałby) to zapraszam:
SMS o treści A00890 na numer 7122.
A wieczorem będzie notatka o Jędrku bo mamy dziś fajny dzień i oby do końca.
Grześ i inne dzieci
Temat: "autystyczne dziecko a rówieśnicy" pojawiał się na tym blogu parę razy na pewno, ale pomyślałem sobie, że wart jest osobnej notatki. Hania padła dziś wcześnie zmęczona Jędrkowym bardzo porannym wstawaniem od kilku dni, więc do bloga dorwał się tata :)
Dobrze, to może po kolei. Najpierw napiszę, że nasz autik uczęszcza do najnormalniejszego przedszkola samorządowego (choć naszym zdaniem to od tej normalności to przedszkole się wyróżnia i to w tym pozytywnym znaczeniu). Dlaczego tam a nie do jakiejś integracji, albo przedszkola dla autystów? Powody są dwa.
Primo: Jak w kolędzie - "nie było miejsca dla ciebie"
Secundo: Rodzice byli (i chyba wciąż są) ambitni i uważają, że lepiej zawieźć dziecko codziennie na jakieś dodatkowe zajęcia, niż tracić czas, energię itp. na dowożenie dziecka na drugi koniec miasta, by gdzieś tam, jak to określiła nasza znajoma "wisiał na klamce". Niech się więc młody integruje w najzwyklejszym przedszkolu. A że Jędrek swe przedszkole od początku zaakceptował (chodził tam jego starszy brat), więc może i trochę strach nam było tracić to co mamy, bo jak zdecydowalibyśmy się na zmianę, to jak to śpiewała Kasia Nosowska "powrotów nie będzie".
Primo+Secundo złożyło się na to, że jak my chcieliśmy to nas nie chcieli, a jak już nas chcieli, to my już nie chcieliśmy. Zawiłe, prawda? Ale w końcu bycie tatą autysty zobowiązuje ;) Tak więc przyszło nam zmierzyć się z rzeczywistością i zorganizować Jędrkowi życie w przedszkolu. Nie dość, że nasz chłopiec był na diecie, to jak jeszcze oznajmiliśmy wszem i wobec, czyli dyrekcji i paniom z grupy, że Jędrek jest dzieckiem z orzeczeniem to Panie trochę się wystraszyły, ale postanowiły dzielnie stawić problemowi czoła.
I po tej (jak zazwyczaj u mnie) małej dygresji przechodzę już do sedna. Im bardziej jakieś dziecko odbiega od średniej statystycznej, tym grupa rówieśników potrafi być wobec takiego dziecka bezwzględna i wykluczająca go ze swego grona. Może jeszcze nie w 3-latkach, ale już w takich 5-cio, 6-cio to jest to w pewien sposób nieuniknione. I co mądrego zrobiły Panie opiekunki? Jak trzylatkowi można powiedzieć, o autyzmie? Powiedziały im, że Jędrek jest trochę inny i jest jak młodszy braciszek. I trzeba mu pomagać, a czasem zrozumieć gdy zachowuje się trochę inaczej. Dzieci to zaakceptowały. Że Jędrek nie mówi, że czasem nie potrafi siedzieć cicho i musi poskakać, że bawi się trochę dziwnie i że czasem koleżance potrafi przy obiedzie zwinąć kotleta z talerzyka, gdy ta się zagapi :)
Parokrotnie sam byłem świadkiem, jak dzieci np. szykując się w szatni do wyjścia na spacer same organizowały się w pary i ustawiały Jędrka z kimś grzecznie w parze. Albo pilnowały go, by nie zgubił czapki, kiedy biegał po placu zabaw. I robiły to tak bardzo naturalnie. Jestem pełen podziwu, jak to wszystko udało się paniom nauczycielkom zorganizować.
Wśród wszystkich tych fajnych dzieci jeden chłopiec wyróżnia się jednak szczególnie: Grześ. Może dlatego, że w domu ma młodsze rodzeństwo i hasło Pań, że mają się opiekować Jędrkiem jak młodszym bratem było dla niego bardzo oczywiste? Ale chyba to nie jedyne wytłumaczenie. Grześ kiedy Jędrek wchodzi na salę podbiega do niego często i woła: "Cześć Jędruś". I nie zraża się brakiem reakcji. Na swój dziecięcy sposób pewnie też umie sobie wytłumaczyć, że Jędrek miewa humory i raz potrafi przytulić i się uśmiechać, a za chwilę ni z gruszki ni z pietruszki zdenerwować się i nawet czasem (co mu się parokrotnie zdarzyło) ugryźć lub podrapać. Grześ wspaniale pomagał Jędrkowi w czasie ich jasełkowego przedstawienia, co wyraźnie widać na nagraniu. Grześ ma więcej cierpliwości niż niejeden dorosły i gdyby autyści potrafili mieć przyjaciół, to pewnie zostaliby nimi. A może to jest jakaś forma przyjaźni. Dla Jędrka Grześ jest na pewno kimś ważnym i wyjątkowym, bo choć tego nie potrafi zawsze okazać, to uśmiecha się, gdy mówi się mu o Grzesiu.
Grzesiu, dziękujemy Ci... za to że jesteś. A w zasadzie to dziękujemy Twoim rodzicom za to, że jesteś, a Tobie za to, jaki jesteś (dopisek mamy:)
Dobrze, to może po kolei. Najpierw napiszę, że nasz autik uczęszcza do najnormalniejszego przedszkola samorządowego (choć naszym zdaniem to od tej normalności to przedszkole się wyróżnia i to w tym pozytywnym znaczeniu). Dlaczego tam a nie do jakiejś integracji, albo przedszkola dla autystów? Powody są dwa.
Primo: Jak w kolędzie - "nie było miejsca dla ciebie"
Secundo: Rodzice byli (i chyba wciąż są) ambitni i uważają, że lepiej zawieźć dziecko codziennie na jakieś dodatkowe zajęcia, niż tracić czas, energię itp. na dowożenie dziecka na drugi koniec miasta, by gdzieś tam, jak to określiła nasza znajoma "wisiał na klamce". Niech się więc młody integruje w najzwyklejszym przedszkolu. A że Jędrek swe przedszkole od początku zaakceptował (chodził tam jego starszy brat), więc może i trochę strach nam było tracić to co mamy, bo jak zdecydowalibyśmy się na zmianę, to jak to śpiewała Kasia Nosowska "powrotów nie będzie".
Primo+Secundo złożyło się na to, że jak my chcieliśmy to nas nie chcieli, a jak już nas chcieli, to my już nie chcieliśmy. Zawiłe, prawda? Ale w końcu bycie tatą autysty zobowiązuje ;) Tak więc przyszło nam zmierzyć się z rzeczywistością i zorganizować Jędrkowi życie w przedszkolu. Nie dość, że nasz chłopiec był na diecie, to jak jeszcze oznajmiliśmy wszem i wobec, czyli dyrekcji i paniom z grupy, że Jędrek jest dzieckiem z orzeczeniem to Panie trochę się wystraszyły, ale postanowiły dzielnie stawić problemowi czoła.
I po tej (jak zazwyczaj u mnie) małej dygresji przechodzę już do sedna. Im bardziej jakieś dziecko odbiega od średniej statystycznej, tym grupa rówieśników potrafi być wobec takiego dziecka bezwzględna i wykluczająca go ze swego grona. Może jeszcze nie w 3-latkach, ale już w takich 5-cio, 6-cio to jest to w pewien sposób nieuniknione. I co mądrego zrobiły Panie opiekunki? Jak trzylatkowi można powiedzieć, o autyzmie? Powiedziały im, że Jędrek jest trochę inny i jest jak młodszy braciszek. I trzeba mu pomagać, a czasem zrozumieć gdy zachowuje się trochę inaczej. Dzieci to zaakceptowały. Że Jędrek nie mówi, że czasem nie potrafi siedzieć cicho i musi poskakać, że bawi się trochę dziwnie i że czasem koleżance potrafi przy obiedzie zwinąć kotleta z talerzyka, gdy ta się zagapi :)
Parokrotnie sam byłem świadkiem, jak dzieci np. szykując się w szatni do wyjścia na spacer same organizowały się w pary i ustawiały Jędrka z kimś grzecznie w parze. Albo pilnowały go, by nie zgubił czapki, kiedy biegał po placu zabaw. I robiły to tak bardzo naturalnie. Jestem pełen podziwu, jak to wszystko udało się paniom nauczycielkom zorganizować.
Wśród wszystkich tych fajnych dzieci jeden chłopiec wyróżnia się jednak szczególnie: Grześ. Może dlatego, że w domu ma młodsze rodzeństwo i hasło Pań, że mają się opiekować Jędrkiem jak młodszym bratem było dla niego bardzo oczywiste? Ale chyba to nie jedyne wytłumaczenie. Grześ kiedy Jędrek wchodzi na salę podbiega do niego często i woła: "Cześć Jędruś". I nie zraża się brakiem reakcji. Na swój dziecięcy sposób pewnie też umie sobie wytłumaczyć, że Jędrek miewa humory i raz potrafi przytulić i się uśmiechać, a za chwilę ni z gruszki ni z pietruszki zdenerwować się i nawet czasem (co mu się parokrotnie zdarzyło) ugryźć lub podrapać. Grześ wspaniale pomagał Jędrkowi w czasie ich jasełkowego przedstawienia, co wyraźnie widać na nagraniu. Grześ ma więcej cierpliwości niż niejeden dorosły i gdyby autyści potrafili mieć przyjaciół, to pewnie zostaliby nimi. A może to jest jakaś forma przyjaźni. Dla Jędrka Grześ jest na pewno kimś ważnym i wyjątkowym, bo choć tego nie potrafi zawsze okazać, to uśmiecha się, gdy mówi się mu o Grzesiu.
Grzesiu, dziękujemy Ci... za to że jesteś. A w zasadzie to dziękujemy Twoim rodzicom za to, że jesteś, a Tobie za to, jaki jesteś (dopisek mamy:)
czwartek, 20 stycznia 2011
Przeszliśmy !
Uf. Jest - 7 miejsce w naszej grupie, czyli przeszliśmy do kolejnego etapu. Teraz eksperci wybiorą po 3 blogi z każdej tematycznej dziesiątki.
Dziękujemy serdecznie za wszystkie SMS-y. W sumie na nasz blog oddano dokładnie 300 SMS'ów.
Razem z nami w pierwszej 10 z naszej kategorii są jeszcze dwa blogi o autystach:
http://pokochajciekubusia.pl
http://uautystek.wordpress.com
A więc 3 na 10 to blogi o autystach. Dużo, prawda? O czym to świadczy? Że my rodzice (i dalsza rodzina - pozdrawiamy babcię Kubusia) chcemy mówić o naszych autikach, chcemy by ludzie wiedzieli, kto to taki autysta, lepiej ich rozumieli, pokochali. Oczywiście nie ma wzoru na autystę, każdy jest inny. Tym bardziej mnie cieszy, że mamy trzech autystów (a nawet czterech bo jeden blog jest o bliźniaczkach).
1 lutego ogłoszenie wyników - które 3 blogi z każdej kategorii zostały wybrane do ostatniego etapu: wyboru bloga roku. Na to, to ja już nie liczę bo i wcześniej nie liczyłam, że się załapiemy do pierwszej 10-tki. To i starczy tych sukcesów, nie ;)
Jednocześnie rozpoczął się konkurs na Bloga Blogerów. Znowu można wysłać SMS-y. Ta sama treść i na ten sam numer. Opłata też taka sama :) Odliczanie idzie na nowo. Szanse mamy raczej znikome (wszak przeszły blogi z największą ilością głosów), więc nie mam energii by się w to angażować. Ale jeśli ktoś ma ochotę, to poproszę raz jeszcze (ale obiecuję - po raz ostatni w tym roku ;) :
SMS o treści A00890 na numer 7122.
PS. Hm, a jednak jakieś szanse mamy. Z podliczeń SMS-ów, wynika, ze na 100 blogów, które przeszły (po 10 z każdej kategorii) byliśmy na jakimś 17 (jeśli dobrze spojrzałam) miejscu. W konkursie na Bloga Blogerów do kolejnego etapu też przechodzi 10 blogów z największą ilością głosów. Głosowanie do 7 lutego. Więc jak ktoś choć trochę lubi nas lub nasz blog, to poproszę jeszcze o tego drugiego SMS-a :)
Aktualnie (21.01 rano) jesteśmy na 26 miejscu. Dobrze by było przeskoczyć na pierwszą stronę, trochę się poreklamować.
A więc, kto może, proszę ponownie:
SMS o treści A00890 na numer 7122.
Dziękujemy serdecznie za wszystkie SMS-y. W sumie na nasz blog oddano dokładnie 300 SMS'ów.
Razem z nami w pierwszej 10 z naszej kategorii są jeszcze dwa blogi o autystach:
http://pokochajciekubusia.pl
http://uautystek.wordpress.com
A więc 3 na 10 to blogi o autystach. Dużo, prawda? O czym to świadczy? Że my rodzice (i dalsza rodzina - pozdrawiamy babcię Kubusia) chcemy mówić o naszych autikach, chcemy by ludzie wiedzieli, kto to taki autysta, lepiej ich rozumieli, pokochali. Oczywiście nie ma wzoru na autystę, każdy jest inny. Tym bardziej mnie cieszy, że mamy trzech autystów (a nawet czterech bo jeden blog jest o bliźniaczkach).
1 lutego ogłoszenie wyników - które 3 blogi z każdej kategorii zostały wybrane do ostatniego etapu: wyboru bloga roku. Na to, to ja już nie liczę bo i wcześniej nie liczyłam, że się załapiemy do pierwszej 10-tki. To i starczy tych sukcesów, nie ;)
Jednocześnie rozpoczął się konkurs na Bloga Blogerów. Znowu można wysłać SMS-y. Ta sama treść i na ten sam numer. Opłata też taka sama :) Odliczanie idzie na nowo. Szanse mamy raczej znikome (wszak przeszły blogi z największą ilością głosów), więc nie mam energii by się w to angażować. Ale jeśli ktoś ma ochotę, to poproszę raz jeszcze (ale obiecuję - po raz ostatni w tym roku ;) :
SMS o treści A00890 na numer 7122.
PS. Hm, a jednak jakieś szanse mamy. Z podliczeń SMS-ów, wynika, ze na 100 blogów, które przeszły (po 10 z każdej kategorii) byliśmy na jakimś 17 (jeśli dobrze spojrzałam) miejscu. W konkursie na Bloga Blogerów do kolejnego etapu też przechodzi 10 blogów z największą ilością głosów. Głosowanie do 7 lutego. Więc jak ktoś choć trochę lubi nas lub nasz blog, to poproszę jeszcze o tego drugiego SMS-a :)
Aktualnie (21.01 rano) jesteśmy na 26 miejscu. Dobrze by było przeskoczyć na pierwszą stronę, trochę się poreklamować.
A więc, kto może, proszę ponownie:
SMS o treści A00890 na numer 7122.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kolejny ciężki rok za nami
Ostatnio pisałam ponad rok temu. Kronikarska potrzeba motywuje mnie do streszczenia tego, co się wydarzyło przez ten rok i w jakim s...
-
Cytat: mama_blanki w Dzisiaj o 12:56:29 nie wiem, skąd takie niedowierzanie w niektórych wypowiedziach, [...] tylko trzeba z dzieckiem s...
-
Ostatnio pisałam ponad rok temu. Kronikarska potrzeba motywuje mnie do streszczenia tego, co się wydarzyło przez ten rok i w jakim s...
-
To będzie bardzo trudna notatka. Notatka podsumowująco-rozliczająca naszą dotychczasową terapię. Czuję się w obowiązku o tym napisać bo wiem...