poniedziałek, 21 grudnia 2009

Śpiewajmy


Dziś po przedszkolu – ostatnie zajęcia w Dać Szansę z panią psycholog. Bardzo żałuję,
że ostatnie bo podobało mi się, jak pani prowadziła zajęcia,
choć mieliśmy ich raptem 3 :(



Poza tym pani Marzenna bardzo mi pasowała osobowościowo, tzn. myślę, że w dłuższej
perspektywie, przy całej mojej rezerwie do terapeutów (których
pracę z jednej strony cenię, a z drugiej doświadczenie nauczyło
mnie zachowywać pewną rezerwę), mogłabym się otworzyć, mogłoby
się nam miło i dobrze współpracować. Mogłabym czuć w tej pani
rzeczywistego współterapeutę mojego dziecka. Ta pani mi pasowała
nawet na psychologa naszej rodziny (może ktoś pamięta piękne i
wkurzające zarazem swoją nierealnością słowa pani z
Ministerstwa, która to stwierdziła, że psycholog we wczesnym
wspomaganiu jest niezbędny bo obejmują opieką całą rodzinę :) ?).
No więc tak by mogło być, gdyby zajęcia odbywały się w dłuższej
perspektywie i częściej. Ale niestety nie będzie. Koniec dawania
szansy dla nas ;) Pani Marzenna mówiła, że ona rozumie, że możemy
czuć się rozgoryczeni, że kolejny Ośrodek nas zostawia samym
sobie. Przyznaję taka myśl przyszła mi do głowy. Nie mam żalu do
Dać szansę, mam żal do nie wiadomo kogo (Boga? Losu?). Ale też
nauczyłam się już godzić z takimi sytuacjami. Więc zamiast
narzekać opiszę zajęcia.



Najpierw Jędrek miał
wybrać na obrazkach, co jedzą niektóre zwierzęta. Czy taka np.
mysz to je ser czy muchy. Do wyboru miał tylko 2 obrazki i był to
rodzaj składanych puzzli. Niezbyt chętnie robił to zadanie. Miałam
wrażenie, że się nie skupia, jeśli coś dobrze dobierał, to
raczej przez przypadek. A może i nie, kto go wie. Przy myszy uparł
się, że je muchy i próbował kilkakrotnie wybierać tą wersję, a
nawet wyrywał nam obrazek z muchami i próbował je dokładać do
myszy (co za determinacja;). Przy okazji dokładaliśmy artykulację,
gdzie się dało. Zauważyłam, że Jędruś już lepiej powtarza po
innych, jak jakiś czas temu, tzn. że zdarza mu się powtarzać po
innych a nie tylko w Warszawie lub po mnie. Potem jeszcze dopasował
napisy do tych obrazków. Pani podawała napis, mówiła np. mysz, a
on wkładał w otwór na obrazku z myszą. Całkiem nieźle mu szło,
aczkolwiek szturałam do trochę w plecy, żeby działał. Aha, przy
okazji tego zadania zobaczyłam, że dużo lepiej idzie mu składanie
puzzla z puzzlem, jak kiedyś. Potrafi to zrobić sam. Potem Jędrek
rysował po planszach ścieralnymi mazakami, drogi w różnych
kształtach (raz prosta, raz po fali itd.) prowadząc np. mysz do
sera. Podtrzymywałam mu rękę. Starałam się to robić lekko, ale
żeby się mieścił w liniach musiałam trzymać mu rękę dość
nisko, tzn. za nadgarstek (ale mazak trzymał sam!). I ścieraliśmy
potem ślady, tylko jako że się ciężko ścierały, musiałam mu
mocno dociskać dłoń do gąbki, co mu się zbytnio nie podobało.
A na koniec jeszcze Jędrek ułożył 2 układanki z kilku części
(motylka i lokomotywę). Każdą ułożył po dwa razy.
Zaobserwowałam, że gdy na początku układał motyla wzrok mu
leciał na boki, ale gdy zostały mu już nieliczne łatwe elementy
do włożenia skupiał wzrok na układance i chętniej to robił.
Czyli jak było za trudne dla niego, to uciekał wzrokiem. Tak, nie
może być za trudne bo się zniechęca, nie może być za łatwe bo
nudzi, nie może być całkiem nowe bo przeraża, nie może być
wielokrotnie robione bo nudzi. I weź tu traf;)



Po Dać Szansę pojechaliśmy
na basen, gdzie Jędrek szalał głównie na brodziku i miał wielką
frajdę. A że dziś zimno i na basenie też było zimniej to
niespecjalnie go przymuszaliśmy do dużego, zimniejszego basenu.
Jędrek coraz ładniej nurkuje w brodziku i wyławia zabawki z dna już ręką a nie nogą jak na początku :)
Przy okazji pogadałam sobie z panią Haliną i dowiedziałam się,
że jest szansa, by ten projekt (zajęcia na basenie) trwał ze 3
lata. Fajnie by było! Na razie bardzo się cieszę, że po Nowym
Roku nie będzie przerwy w zajęciach. A z innej beczki, dziś na
naszej godzinie było dwoje dzieci, na wcześniejszej jedno. Ja
rozumiem, że zimno, że ktoś może chorować, ale mimo wszystko
uważam, że część ludzi nie dość, że nie korzysta z tego, co
ma za darmo (ich sprawa), to jeszcze blokuje innym miejsca (a to już
nie fair).



Do domu wróciliśmy z lekka
zmęczeni. Ale po przerwie i odpoczynku, przeczytaliśmy sobie
jeszcze z Jędrkiem drugą część książeczki Cieszyńskiej z
wyrazami dźwiękonaśladowczymi. Kurcze, moje dziecko potrafi już
powtórzyć takie trudne słowa jak : WIO, KAP, PYK itd.:) Tylko WRR
i DRR nie są w naszym zasięgu, ale próbowałam robić Jędrkowi R
stukając go w brodę, jak mi pokazała pani Ela. Może nie do końca
nam wychodziło, ale Jędrek, o dziwo, nie złościł się, tylko się
z tego śmiał. I śpiewaliśmy dziś: LA LA LA, LO LO LO, LU LU LU.
I coś tam jeszcze. Fajnie jest pośpiewać z synkiem :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...