niedziela, 13 grudnia 2009

Tradycyjny piątek


W piątek tradycyjnie, prosto z przedszkola w samochód i do
Warszawy. Jędruś był w średnio dobrym humorze w przedszkolu, ale
coś tam się pani udało z nim zrobić (jakąś pracę plastyczno –
manualną). W samochodzie został nastawiony przychylnie do życia chrupkami. Nie
marudził, dzielnie jechał. Nie było też najmniejszego buntu w
drodze do Asi (a przecież jeszcze niedawno były takowe). Na
pierwszych zajęciach ćwiczyli sylaby z SZ i CZ, za pomocą MTG bo
sam Jędrek nie jest jeszcze w stanie ich wypowiedzieć. Za to z MTG
wychodziło mu świetnie. Tyle, że on był niepocieszony, chyba tym,
że znowu jest cofanie się. Mówił sam, a tu znowu Asia mu musi
pomagać. Tłumaczyliśmy mu, że to żadne cofanie, że ćwiczy coś
nowego, ale wiadomo, łatwe i przyjemne to nie było (odzwyczaił się
od MTG). Potem Asia ćwiczyła z nim płynne łączenie sylab na
wyrazach z książek, które kiedyś zrobiłam (jak na tych starych nagraniach). Ładnie mu to wychodziło, aczkolwiek wymagało trochę powtórzeń,
ćwiczeń, więc też zachwycony nie był. W przerwie poszliśmy do sklepu, gdzie Jędrek najpierw sprawdził, czy są
jego ulubione krówki, a gdy okazało się, że ich nie ma, skierował
się krokiem zdecydowanym w stronę czipsów (śmiałam się, że nie
na darmo trenował CZI) i po konsumpcji tychże humor mu się
poprawił (ech, jeszcze jakiś czas temu nie uwierzyłabym, że będę
kupować mojemu 5 letniemu synowi czipsy, a teraz nawet nie mam
zbytnich wyrzutów sumienia, gdy widzę, jak wiele mu to sprawia
radości). Na drugich zajęciach, na które wrócił chętnie,
ćwiczyli z Asią sylaby, które przygotowałam. Cały koszyk sylab,
typu MIA, BIA, typu SAL, SAŁ, LAM, typu SŁA, TLA (ze wszystkimi
samogłoskami, nie tylko A). Świetnie to Jędrkowi wychodziło.
Naprawdę. I tak jakoś lekko, bezproblemowo, mimo tego, że to
trudne sylaby. I "K" i "G" wychodzi mu coraz częściej bez pomocy, samodzielnie. Naprawdę widzę postęp i jestem pod wrażeniem. Asia
potrafi takie rzeczy wyczarowywać z Jędrka, on się u niej
zdecydowanie bardziej stara, jak w domu, czy na innych zajęciach.
To, czego się nauczy u Asi przekłada się co prawda na jego
umiejętności, które później prezentuje w domu, czy gdzie
indziej, ale nie tak od razu, nie wszystko. Czyli jeśli u Asi coś
powie, to nie znaczy, że w domu to powtórzy od razu. Ale jeśli
nie w tym tygodniu, to za tydzień, dwa.



Na pierwszych zajęciach Jędrek wydawał się zmęczony, nie w
sosie. Asia się dopytywała, czy po przedszkolu itp. Oczywiście,
jak zawsze i jak zawsze ma prawo być zmęczony. 5 latek po kilku
godzinach w przedszkolu, potem prawie 3 godzinach w samochodzie, na
wieczornych zajęciach (i to ciężkiej artykulacyjnej robocie). 3
godziny zajęć z przerwą (i to tym razem tylko pół godzinną).
Jakiś czas temu żal mi go było strasznie, teraz, szczerze mówiąc,
przywykłam, zaczęłam to traktować, jako normę. Nie mamy wyjścia.
Jędrek też przywykł. Na drugich zajęciach tak mu dobrze szło, że
humor miał znakomity, zaśmiewał się wręcz (ja stwierdziłam, że
dostał głupawki; sama kiedyś dostawałam na wieczornych
zajęciach). Sporo też stimował (machał rękami itp.). Asia
zaczęła się zastanawiać, czy ma odpowiednie zajęcia z integracji
sensorycznej. A ja już tylko wzdycham. Czuję się zmęczona, z
lekka zniechęcona. Bo tyle robimy, własnego ogona nie możemy
dogonić, a tu się wydaje efektu nie ma jeśli chodzi o te
sensoryczne problemy. Niby Jędrek nie ma jakiś takich groźnych,
mocno dokuczliwych, ale sporo ostatnio skacze, podskakuje, trzepocze
rękami, tupie itp. I robi to nie tylko, gdy jest zestresowany, ale
też i chyba nawet głównie, gdy się cieszy. Ale może „dajmy
czasowi czas”.



Dla osłody, filmiki z owocnej pracy Jędrka:












Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...