piątek, 4 maja 2012

Dziewiąty dzień wyjazdu

Dziś by dobry dzień. Co prawda ranek miałam trudny bo wczorajszy trudny dzień zrobił swoje (jeśli chodzi o moje emocje i samopoczucie), bo noc była ciężka (spałam ze 4-5 godzin a to dla mnie stanowczo za mało, bo uświadomiłam sobie, że wczoraj jedną rzecz robiłam źle co mogło pogarszać sytuację, bo myślałam o tym, ile jeszcze innych rzeczy robię źle i nawet o tym nie wiem. I to wszystko mnie dobijało.
Ale na szczęście dzięki Magdzie (którą chyba tyko Pan Bóg jest w stanie wynagrodzić za jej stałą pomoc, codzienne szybkie odpisywanie na moje maile, rady i informacje oraz rzecz ważna - wsparcie) wiedziałam już jak robić lepiej i było lepiej. Jędrek był dziś cudny. Żadnych większych agresji w stosunku do nas. Cały piękny ranek.
Niestety na delfinach coś go dziś napadło. Nie wiem, jaka była przyczyna, ale na delfinach dziś się złościł. Drapał, próbował bić Marcina itd. Typowe jego trudne zachowanie z ostatnich dni. Tak, że dzisiejsza sesja była niezbyt udana. Teoretycznie. Bo praktycznie to jestem bardzo zadowolona bo Marcin dał radę. Nie odpuścił. Nie pokazał Jędrkowi, że agresją sobie coś wywalczy. Nie, miał zajęcia, coś tam musiał zrobić. A że nie skorzystał z nich tak jakby mógł, nie miał tej przyjemności, to już Jędrka strata. Cóż, dziecko to nie automat, nie zawsze musi mieć ochotę. Ale ważne, że Marcin pokazał Jędrkowi, że w ten sposób (agresją) niczego sobie sensownego nie wywalczy.
Popołudniu i wieczorem było super. Jędrek był grzeczny, komunikatywny. Coraz fajniej udaje nam się korzystać z książki, z PECS'ów.
Dzisiaj dużo się kąpaliśmy w basenach (zewnętrznych i wewnętrznych; zresztą codziennie się kąpiemy i pływamy co najmniej raz, czasem dwa po godzinie lub dwie). Jędrek cudnie nurkował, siadał sobie na dnie basenu:)
Byliśmy też w wesołym miasteczku (należącym do hotelu) i moi chłopcy byli bardzo dzielni. Obaj. Piotruś cudnie pamięta o Jędrku. Jędrek zaś cierpliwie czekał w kolejkach i w ogóle był bardzo grzeczny.
Coraz fajniej, niestresująco nam też idzie na posiłkach. Jędrula grzecznie siedzi, je. Czasem musi sobie ciut pobrykać, ale jest do opanowania.
Dziś w końcu byłam w stanie wyluzować i otworzyć się na innych. Dość powiedzieć, że wieczorem, gdy Jędrek zasnął odważyłam się i miałam ochotę wyjść "na hotel" posiedzieć, pogadać z ludźmi, którzy są z nami na turnusie. Fajnie było, ale i sporo rzeczy się dowiedziałam. Tak więc jakby ktoś potrzebowała jakiś praktycznych  informacji o delfinoterapii od rodzica, to służę;)
Napaliłam się też, że chętnie bym kiedyś powtórzyła to doświadczenie z jakimiś znajomymi zaprzyjaźnionymi rodzinami. Więc jakby ktoś reflektował, to dajcie mi znać.

1 komentarz:

  1. Witam ja chętnie do wiedziła bym się coś więcej o tej terapii Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prośba o 1 %

Kochani Gdybyście, Ci co chcą i mogą, o nas pamiętali wypełniając swoje roczne PIT'y i decydując na co przekazać 1 % swojego podatku,...