niedziela, 5 maja 2013

Szkoła na Poleskiej

Rok temu miałam fazę rozliczeń i podsumowań. Rozstałam się z Metodą Krakowską. Wielu uznało mnie za niewdzięczną czarną owcę. Ja po świeżej lekturze tego, co napisałam rok temu uważam, że zrobiłam to delikatnie i rzeczowo. Nie, nie uważam, bym była niewdzięczna. Przemilczałam wiele trudnych spraw, które przeżyliśmy w związku z metodą, turnusami itd. I dalej nie zamierzam o tym pisać. To, co uznałam za ważne, napisałam. Jak komuś da to do myślenia, to ok, jak nie, jego problem. Nie jest i nie było moim celem opluwanie kogoś. Decyzja o wypowiedzeniu się głośno na ten temat trochę mnie nerwów kosztowała.
Nie starczyło już sił na podsumowanie doświadczeń związanych ze szkołą na Poleskiej. Napisałam nawet list do Dyrekcji, ale nie znalazłam w sobie siły, by go wysłać. Może powinnam była. Może. Bo w tym roku dowiedziałam się, że rodzice kolejnego niemówiącego autystycznego dziecka byli zachęcani do pójścia do tej placówki. Inne z kolei dziecko zostało stamtąd zabrane po 4 latach. Może więc warto mówić głośno o swoich doświadczeniach, by uchronić kogoś innego przed podobnymi. Ciężko jest publicznie mówić źle o kimś. Nie lubię tego bo jakbym się nie starała być rzeczowa, to tak czy siak wychodzę na awanturnicę i niewdzięcznicę. A naprawdę nie chodzi mi o bezsensowne opluwanie kogoś i robienie komuś złej reklamy a o to by ktoś miał większą świadomość tego, co wybiera.
Szkoła na Poleskiej ze swoimi maksymalnie 4 osobowymi klasami da autystów (w naszym przypadku była to nawet tylko 3 osobowa klasa) zupełnie się nie sprawdziła. Mimo niewątpliwych dobrych chęci Dyrekcji i nauczycieli, przeżyliśmy horror. Nasze dziecko i my. Nauczyciele sobie z nim nie radzili a Jędrek stał się bardzo agresywny. Przeżyliśmy horror organizacyjny (mąż spędził dobre kilka miesięcy na korytarzu przed klasą) i emocjonalny. Bo przekaz jaki dostawaliśmy ze szkoły nie był typu "my sobie nie radzimy, nie potrafimy", tylko "Jędrek jest zły i agresywny". Na moje stwierdzenie, że pani sobie z Jędrkiem nie radzi i trzeba szukać pomocy specjalistów (których im nawet zorganizowaliśmy) usłyszałam oburzone słowa Pani: "Ja sobie nie radzę? Ja sobie doskonale radzę. Jak on jest grzeczny. Ale jak jest agresywny, to pani wybaczy, nie jestem specjalistką od trudnych zachowań". Usłyszałam słowa od innej pani, że: "Ja znam dzieci autystyczne. One nie są agresywne. A Jędrka agresja, to przecież nie jest moja wina ani szkoły. Państwo wybaczcie, ale może popełniacie jakieś błędy wychowawcze i powinniście się udać do dobrego psychologa". O tym, że Jędrek "przeszkadzał w lekcjach", "był agresywny bez powodu" i różnych takich drobiazgach może już i nie warto wspominać. My byliśmy bardzo długo grzeczni i pokorni... Dopiero pod koniec kwietnia odważyłam się tupnąć nogą. i powiedzieć dość siedzenia na korytarzu. I dwa ostatnie miesiące to był najlepszy czas względnego spokoju. Wtedy Jędrek był na indywidualnych zajęciach z panią Izą, która przyjmowała go takim, jaki jest. Ale indywidualne nauczanie, parę godzin w tygodniu, to marne rozwiązanie na dłuższą metę.
Także z własnego doświadczenia i obserwacji kilku innych osób, widzę, że te klasy autystyczne w tej szkole sprawdzają się, ale dla autystów mówiących, lepiej funkcjonujących. Dzieci niemówiące, niekomunikujące się, tam się nie odnajdują. I albo jest z nimi problem od początku, albo je rodzic zabiera po 4 latach bo w starszych klasach panie nie potrafią z nim pracować.
Naprawdę przy całej mojej sympatii do ludzi pracujących w tej szkole (bo są pełni dobrych chęci) - muszą się jeszcze dużo nauczyć, żeby to funkcjonowało jak trzeba. A pierwszą rzeczą jaką bym proponowała, to zmiana postawy i myślenia. Gdy coś jest nie tak, może by zamiast zwalać winę na dziecko i rodzica, warto by rozważyć, czy oby moja-nasza oferta jest odpowiednia dla tego dziecka i w związku z tym, albo takich dzieci nie przyjmujemy, albo staramy się coś zmienić w naszym postępowaniu-nauczaniu tych dzieci.
My przeżyliśmy horror. I dochodziliśmy do siebie dobre parę miesięcy. Przenieśliśmy Jędrka do Ośrodka KTA i na początku też nie było łatwo. Bo Jędrek wyuczył się już pewnych zachowań, reagowania agresją itd. Na szczęście tu nikt nas nie wzywał na rozmowy typu: "Wasze dziecko jest agresywne, zróbcie coś z tym". Oni mieli plan, wizję, co z tym robić. I udało się. Po paru miesiącach Jędrek bardzo się wyciszył, uspokoił. W tej chwili zachowania trudne się zdarzają (a nie są nagminne kilka razy dziennie, jak było rok temu). Zachowań agresywnych praktycznie już nie ma albo sporadycznie. To już inne dziecko. Nauczyliśmy się z nim postępować? Stworzyliśmy mu takie warunki, by mógł żyć w miarę bezstresowo a nie w ciągłej frustracji? Nie wiem, zobaczymy, co będzie dalej. W tej chwili jestem zadowolona. Uważam, że przeniesienie Jędrka do Ośrodka było naprawdę dobrą decyzją.
A doświadczenie ze szkołą na Poleską? Było arcytrudne, aczkolwiek może też potrzebne, byśmy zrozumieli jak funkcjonuje nasze dziecko, czego mu trzeba i przestali próbować dopasowywać go na siłę do normy. Dla nas to była ciężka lekcja, z której wyciągnęliśmy wnioski. Niemniej może fajniej by było, jakbyśmy nie musieli przeżywać czegoś takiego na własnej skórze, a specjaliści, terapeuci, fachowcy w szkołach i poradniach byliby bardziej świadomi, gdzie dane dziecko może się odnaleźć. Zwalam winę na innych? Ale czemu to ja matka mam wiedzieć, gdzie jest miejsce mojego dziecka podczas gdy specjaliści nie wiedzą.

14 komentarzy:

  1. Bardzo pieknie i madrze to wszystko opisujesz Haniu! Czuc w tobie pewnosc siebie i siłe, która tak bardzo potrzebna jest nam, rodzicom trudnych, wyjatkowych dzieci. Dobrze, ze opisujesz jak to wygladalo od waszej strony, jakim koszmarem byla nauka w tej szkole, ile krzywdy moze wyrzadzic niekompetentny nauczyciel, ile "napsuc" źle dobrana terapia. My rodzice dzieci autystycznych czesto czujemy sie jakbysmy bladzili we mgle szukajac drogi dla naszych dzieci, a czytanie twoich doswiadczen to taki maly drogowskaz ....

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Haniu, czytam Państwa bloga już od jakiegoś czasu, z dużym zainteresowaniem :). Dziś po raz pierwszy postanowiłam się dopisać :). Bardzo dobrze, że opisuje Pani swoje negatywne doświadczenia z tą szkołą. Myślę niestety, że takie podejście do ucznia i rodziców to nie przypadek jednostkowy, ale coś w rodzaju normy w różnych placówkach. Mi też niestety zdarzało się spuszczać pokornie głowę i nawet wstydzić się pewnych niepożądanych zachowań mojego dziecka - takich oczywiście, na które nie miałam żadnego wpływu. Na szczęście dawno zrozumiałam, że nie tędy droga. To nie rodziców wina, że ich dziecko nie zawsze zachowuje się tak, jak by nauczyciele sobie życzyli. Jeśli nie potrafią sobie poradzić, niech postarają się bardziej lub... zmienią zawód, po prostu. Bezrobocie jest w tej branży ogromne i wielu dobrych nauczycieli pozostaje niestety bez pracy. Oczywiście, współpraca szkoły czy przedszkola z rodzicami dziecka jest ogromnie ważna, ale zrzucaniu odpowiedzialności na tych ostatnich mówię stanowcze nie!
    Pozdrawiam serdecznie Panią, Jędrka i całą rodzinę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewo (możemy bez Pań?)
    Ja też stanowczo mówię NIE zwalaniu winy na rodziców za niepowodzenia szkolne dzieci z problemami. Sama jestem nauczycielem i rozumiem, że można sobie z takimi dziećmi nie radzić, nawet w klasach specjalnych. Ale to nienormalne, by w takiej sytuacji, to nie rodzic miał pretensje, że nauczyciel sobie nie radzi, tylko nauczyciel miał o to pretensje do rodzica i jedynym rozwiązaniem jakie proponował było: zróbcie coś, rodzice, albo zabierzcie to dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kaja, dziękuję Ci za dobre słowa. Nie czuję się ani pewna ani silna, ale myślę, że jednak czasem warto coś powiedzieć bo może to komuś pomóc. Generalnie, mimo tego, że wszyscy lubimy narzekać, rzadko kto ośmiela się publicznie mówić negatywnie o terapeutach, szkołach itd. I ja to rozumiem - boimy się zaszkodzić naszym dzieciom. Ale nasze doświadczenie pokazało, że nasza pokora i grzeczność wcale nam nie służyła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Haniu, świetnie, że to piszesz.
    Szkoła powinna tę opinię zamieścić na swojej stronie, żeby przekazać kolejnym rocznikom następującą wiadomość: "mamy dobre wyniki w pracy z wysoko funkcjonującymi autystami, niestety nie mamy dobrych wyników w pracy z dziećmi nisko funkcjonującymi". I już. Ani strach, ani wstyd, tylko profil szkoły.
    No, a kto jak kto, ale nauczyciel powinien być otwarty i widzieć potrzebę znalezienia właściwego miejsca i właściwej metody dla każdego dziecka. O ile jeszcze w przypadku zdrowego dziecka mówienie "jak go Pani wychowała" miewa czasem sens, o tyle w przypadku dziecka zaburzonego, którego zachowań rodzice często nie rozumieją przeważnie nie ma. Zresztą co ja tu tłumaczę. To rzeczy oczywiste. Wszyscy chcemy pomóc naszym dzieciom, a nie licytować się na metody.. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, Kasia, ja nie chciałabym tej szkole "dokopywać". Była pierwszą w Białymstoku, która odważyła się na specjalne 4 osobowe klasy autystyczne (w tej chwili na całe miasto są 2 takie szkoły). Chwała im za to bo takie miejsca są potrzebne. Rozumiem, że nie od razu Kraków zbudowano, że brak doświadczenia, wiedzy, umiejętności. Niemniej nie może być tak, że konsekwencje błędów i nieumiejętności nauczycieli ponoszą dzieci i ich rodziny, a szkołą nie wyciąga żadnych wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście, że nie może tak być, ponieważ szkoła jest dla dzieci a nie dzieci dla szkoły. Potrzebna jest zwyczajna uczciwość. Ciekawe dlaczego w tym zawodzie tak o to trudno?

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz Hania, myslę, że poruszasz bardzo ważny temat - akceptacji autyzmu i tego co definiuje sukces dziecka z autyzmem? Czy miarą sukcesu jest absolutne zlikwidowanie wszystkich cech autystycznych? Co to znaczy, że dzieci "są gotowe do podjęcia/kontynuowania obowiązku szkolnego?" Czy osiągnięcie "normy" gwarantuje skuteczną edukację? Jeśli tak, to zasadniczo zakładamy, że dzieci, które jednak na zawsze pozostaną ze swoimi cechami autystycznymi nie będą w stanie się uczyć a to jest przecież nieprawda... Mamy wielu autystów, którzy na zawsze będą autystami ale wiele potrafią i mają fajne życie...Oczywiscie, że "fajność" dla każdego oznacza cos innego. ALE! Autyści mogą się uczyć i rozwijać nowe umiejętności...Przestańmy tylko, ciągle ich zmieniac na siłę i zaakceptujmy ich "inność". I wcale nie chcę przez to powiedzieć, żeby im odpuścić. Nie o to chodzi. Temple Grandin mówi, że autystów trzeba nauczyć pracy. I że nie wolno odpuszczać...tyle tylko, że zrozumiec trzeba, że uczyć się i pracować mogą również osoby, które od czasu do czasu muszą "zatrzepotać" rękoma czy pokręcić łyżeczką...że jesli pojawia się trudne zachowanie to jest to być może brak umiejętności za których rozwijanie odpowiedzialni są nauczyciele a absolutnie nie wynika toz błedów wychowawczych rodziców...Jejku, jak łatwo nam wydawać 'WYROKI'. Pozdrawiam XXX

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak można powiedzieć rodzicom : „Ja znam dzieci autystyczne. One nie są agresywne" to porównanie jednego dziecka do drugiego, a przecież do każdego dziecka z autyzmem trzeba podejść indywidualnie. Niestety i ja się spotkałam z porównaniami mojego synka do innych dzieci. Brzmiało to tak: " a wie pani, że Szymuś to już reaguje na polecenia ! Ola potrafi zapiąć buty ! Piotrek już naśladuje, kiedy u pani synka "ruszy"naśladowanie ? " Tylko ta "specjalistka" nigdy nie powiedziała, że naszego syna trzeba nauczyć naśladować ono nie "ruszy" jak to określiła.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. No cóż, nie każdy dobrze znosi pouczanie, zwłaszcza, jeśli się czuje ekspertem w nauczaniu i to jeszcze autystów...
    Najważniejsze, że Wy podjęliście kroki we właściwym kierunku.
    A jak ktoś będzie szukał informacji o tej szkole to zapewne trafi na Wasz blog;))) Wujek Gugiel powiedział, że o tej szkole piszą na Waszym blogu. A Wasz link do bloga jest czwarty ;)
    Ludzie szukają opinii.....

    OdpowiedzUsuń
  11. ~Andrzej Sz.11 maja 2013 01:22

    Magda K. Szkoda, że nie mogę dać Ci tutaj wielkiego lajka jak na fb :)
    Szkoły powinny się w końcu nauczyć jak uczyć autystów. I czego uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  12. ~Andrzej Sz.11 maja 2013 01:24

    Ciocia Wikipedia tylko jeszcze o tym blogu nie wspomina ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ooooo niemozliwe!!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Magda
    Dziękuję Ci za ten komentarz. Ten temat będę kontynuować w spokojniejszej chwili. Bo temat bardzo ważny.

    OdpowiedzUsuń

Prośba o 1 %

Kochani Gdybyście, Ci co chcą i mogą, o nas pamiętali wypełniając swoje roczne PIT'y i decydując na co przekazać 1 % swojego podatku,...