poniedziałek, 6 lipca 2009

Romeo – też dobry koń


Po południu byliśmy w stadninie koni w Jurowcach. Tym
razem nie było problemu. Za ciacho Jędrek dosiadł dużego konia.
Bardzo dużego. I jeździł po okręgu przez prawie pół godziny, nie
próbując zsiadać. Ba, nawet był zadowolony. Nie musiałam nawet przy nim
chodzić. Wystarczył Andrzej i pani Emilka (zaakceptował obcą
osobę). Odrywał ręce i położył się na zadzie konia. Było
dobrze! Tylko pani prowadząca jakoś mniej kreatywna od Pauliny. No
ale nie grymasimy bo dla nas to za darmochę (finansowane przez Towarzystwo Walki z
Kalectwem). Zobaczymy, co będzie dalej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...