czwartek, 3 września 2009

Czwartek


W nocy Jędrek miał drobny
problem ze spanie. Coś tam „pomiałkiwał”, ale nie przyszedł
do naszego pokoju, za to nie wyganiał mnie, gdy kładłam się obok
niego (głaskał mnie po głowie). Co pocieszające, nie awanturował
się. Tylko rano, zamiast tradycyjnie wstać o 6 czy 7, miałam
problem z dobudzeniem go na koniki (wiadomo, jak się raz umówiliśmy
na 8.00 rano to akurat był problem ze wstaniem). Wyszedł więc z
domu na płaczu, ale w samochodzie się zgoiło, był radosny i
jeździł potem bez problemu.



Po przedszkolu (i przerwie)
pojechał z tatą na basen. Są to zajęcia zorganizowane, dla dzieci
niepełnosprawnych, z założenia nauka pływania. Jędrek uwielbia
basen, chlupie się tam, bryka itd., ale wykonywanie poleceń,
robienie czegoś na komendę, to już nie jego działka. A pan
prowadzący usiłował mu wytłumaczyć, że podstawą dobrej nauki
jest słuchanie. W ogóle z relacji męża wynika, że pan może i
pracował z niepełnosprawnymi, ale z małymi autystykami to raczej
nie. A gdy mąż próbował mu coś wyjaśnić, to pan się nadymał
(że co mu tu rodzic będzie się wymądrzał). Gdyby nie chodziło o
nasze własne dziecko, to byłoby to nawet zabawne. Jakbyś do
głuchego mówił głośno i wyraźnie, oczekując, że Cię będzie
słuchał. Najbardziej mnie rozbawiło,gdy pan robił wielorybka, a
Jędrka postawa mówiła : Mam to w nosie. To musiało być dla pana
bardzo frustrujące. Zresztą, mnie też takie zachowania Jędrka
czasem frustrują :) Nic to, najważniejsze, że Jędrkowi się
podobało. A pan i Andrzej się przyzwyczają. A kto wie, może z
czasem głuchy zacznie słuchać.



Byłam dziś na wywiadówce
w przedszkolu Jędrka. Źle się czuję w grupie rodziców zdrowych
dzieci. Jak z innej bajki. Co ciekawsze, gdy jestem na wywiadówce w
szkole starszego, nie odczuwam czegoś takiego. Może zresztą to
kwestia przyzwyczajenia, do tej pory na Jędrkowe wywiadówki chodził
mąż.



Po powrocie pracowałam z
Jędrkiem przy stoliku. Nie był tym pomysłem zachwycony, ale
pracował w miarę ładnie.



W ogóle mam kochanego,
grzecznego, dzielnego synka. Tylko innego. I ta inność wciąż
boli.

2 komentarze:

  1. Inny ale kochany .To dobrze ze Jędrka przyjęto do przeczkola ma kontakt z dziećmi a naszego dziecka nawet do prywatnego nie chcą przyjąć bo jak powiem Autyzm to wogóle nie chcą rozmawiać. Trzymam kciuki aby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, bardzo to cenię, że Jędrek chodzi do zwykłego przedszkola i że w jakiś sposób się tam odnajduje. Nie funkcjonuje tam jak inne dzieci, ale lubi przedszkole i chłonie je na swój sposób.

    Aha, on do tego przedszkola trafił, został przyjęty, gdy jeszcze nie był zdiagnozowany, czyli jako "normalne" dziecko. Później w 3 latkach pisaliśmy podanie do pani dyrektor, a ona do urzędu miasta o dodatkowego opiekuna i dzięki temu tam został (bo przyznano dodatkowa panią).

    OdpowiedzUsuń

Prośba o 1 %

Kochani Gdybyście, Ci co chcą i mogą, o nas pamiętali wypełniając swoje roczne PIT'y i decydując na co przekazać 1 % swojego podatku,...