wtorek, 1 grudnia 2009

Pracowity dzień


Wczoraj mieliśmy pracowity dzień. Po pracy i przedszkolu pojechaliśmy do
Dać szansę na zajęcia z panią pedagog. Pani Asia jest naszą
pierwszą terapeutką, jest z nami od początku (od sierpnia 2007,
kiedy to zgłosiliśmy się do Ośrodka). Niestety zajęcia odbywają
się tam bardzo rzadko (raz w miesiącu, czasem rzadziej, gdy wypadną
z powodu choroby czeka się kolejny miesiąc albo dwa), każdy mający
cokolwiek do czynienia z terapią wie, że taka terapia to terapia
pozorna. W tym miesiącu udało nam się umówić wyjątkowo aż na 3
spotkania (w planach były nawet 4, ale jedno wypadło z powodu
choroby terapeuty), w grudniu jesteśmy umówieni też na 3 (na
przemian, w jednym tygodniu z panią pedagog, w drugim z psycholog).
Mieliśmy nadzieję na kontynuację w następnym roku (taka
częstotliwość miałaby jakiś sens, byłaby już sensowną terapią,
ale okazuje się, że mają takie obłożenie dziećmi, że
prawdopodobnie nie będzie to możliwe). I znowu coś, co zaczynało
mieć ręce i nogi, się wali. A już zaczynałam mieć nadzieję na
sensowną terapię w „Dać szansę”, że uda się tam coś
wypracować, jakąś chęć współpracy Jędrka z terapeutą. Na
poprzednich zajęciach z panią Asią Jędrek nie wykazywał woli współpracy. Na tych było
znacznie lepiej. Nie to, żeby efekty jego pracy były jakieś
zachwycające, ale kontakt i współpraca były dużo lepsze. Może
dlatego, że pani Asia wykorzystała w dużym stopniu jego chęć i
umiejętności powtarzania (no bo mówieniem to tego nazwać jeszcze
nie można). Zadanie z wkładaniem piankowych liter do formy,
powtarzanie ich, powtarzanie wyrazów na te litery robił bardzo
dobrze. Poza tym łapaliśmy (Jędrek z moją pomocą) też kolorowe
obręcze turlane przez panią Asię a potem Jędrek je nosił i
nakładał na kolorowe kamienie. Zadanie z pozoru banalne i ja wiem,
że Jędrek nie ma najmniejszego problemu z rozpoznawaniem i
dopasowywaniem podstawowych kolorów, a jednak zmotywowanie go do
wykonania takiego zadania nie jest łatwe. Na początku oczywiście
dokładał źle lub byle jak, ale potem się trochę odblokował,
dobrze nakładał, sam się poprawiał, podawał dobrze kolorami
obręcze i kamienie przy sprzątaniu. Mam wrażenie, że on się
czasem odblokowywuje w luźnej atmosferze, gdy się zbyt mocno nie
naciska, a jednocześnie kontynuuje zadanie. Z drugiej strony potrafi
się również wtedy całkowicie rozproszyć. Ech, nie ma złotego
środka.



Po Dać
szansę pojechaliśmy na basen. Jędruś świetnie się tam bawił,
pływał. Oczywiście płetw sobie założyć nie dał. Andrzej
chciał go przełamać, zrobić to na siłę (czasem tak z Jędrkiem
trzeba), ale ja jakoś nie miałam do tego przekonania. Chciałabym,
żeby basen był dla niego czystą przyjemnością. Na basenie
wszyscy Jędrka chwalą, że tak fajnie pływa (za tydzień jak nic
wezmę kamerę i nakręcę to). Nawet jedna szalona ratowniczka, co
to się do wszystkich czepia (ma kobieta zdrowie; kiedyś nas nieźle
wkurzyła, teraz się tylko śmiejemy z jej czepialstwa).



A po
basenie pojechaliśmy na zajęcia z panią logopedą (wczesne
wspomaganie). I to były bardzo udane zajęcia. Słyszałam przez
drzwi. Jędruś ładnie współpracował, powtarzał sylaby, wyrazy,
odpowiadał na niektóre pytania (nie są to jeszcze takie całkiem
prawdziwe odpowiedzi, trochę one są sugerowane,wynikające z
kontekstu, z powtórzeń, ale uważam, że są to bardzo dobre
początki. Pani logopeda była zadowolona. My też. I Jędrek też. I
nic się nie złościł, tylko już po zajęciach, gdy próbował
wymusić kolejnego cukierka (choć ja to usiłuję tępić, rano
zostawiał w szatni swoje skarby bez przekupstwa i nawet się nie
awanturował). Poza tym przed zajęciami miała miejsce taka drobna
scenka, która mnie mocno ucieszyła. Pytam Jędrka: a ty nie chcesz
siusiu? A on: Taa , obrócił się i ruszył w stronę łazienki
(mimo, że wcześniej już wystartował do pokoju pani logopedy).
Jeśli ktoś myśli, że dowiedzenie się od takiego małego autysty,
czy on coś chce lub nie, jest zawsze proste, to jest w głębokim
błędzie. Jędrek też ma z tym problem, adekwatnie reaguje tylko w
sytuacjach krańcowych, kiedy naprawdę czegoś bardzo chce (cucu)
lub czegoś bardzo nie chce (czasami pracować). Dlatego bardzo mnie
cieszy, gdy w innych pomniejszych sytuacjach daje właściwą
odpowiedź.



I taki
to mieliśmy pracowity, ale udany dzień.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...