wtorek, 5 stycznia 2010

Początek tygodnia


Wczoraj Jędruś był na zajęciach z wczesnego wspomagania: z panią logopedą i z integracji
sensorycznej. Pani logopeda chwaliła go, że ładnie pracował,
bardzo chętnie powtarzał. Problem jest z najprostszą komunikacją.
No, ale spokojnie, nie od razu Kraków...



Na zajęciach z SI też było dobrze,
aczkolwiek miał swoje widzimisię (jak przypuszczam dlatego, że w
przerwie dorwał się do czipsów taty) :(



A w przedszkolu, gdy przyszłam po
Jędrka dałam mu buziaka. Co widząc Grześ podszedł i też dał mu
buziaka. I to nie jednego. A Jędrek się temu spokojnie poddawał.
Musi bardzo lubić Grzesia :) Dziś zaś, gdy odbierałam Jędrka,
dzieci siedziały na dywaniku wokół pani i powtarzały role do
przedstawienia na Dzień Babci (jak przypuszczam). Jędruś żadnej
roli oczywiście nie ma, ale grzecznie siedział na dywaniku wśród
dzieci (w tylnym rzędzie, ale razem). Nie odchodził, nie hałasował,
nie stimmował. Nie wiem co prawda jak długo to trwało, ale taki
obrazek rok a tym bardziej dwa lata temu był nie do pomyślenia. Tym
bardziej, że nikt go nie pilnował, nie było już jego pani
wspomagającej.



Dziś Jędrul był z tatą na basenie.
Najpierw szalał na brodziku a potem tata go zmotywował do
popływania w dużym basenie. I aczkolwiek z początku było im
zimno, to jak sobie popływali, to obaj byli zadowoleni. Tata jest
doskonałym terapeutą Jędrka na basenie :)



A rękawiczki? No cóż. Nie jest
jeszcze idealnie. Gdy odbieram Jędrka z przedszkola, muszę staczać
krótką walkę o rękawiczki. Nie jest jednak źle, sama daję radę
i Jędrek idzie potem w rękawiczkach.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...