niedziela, 17 stycznia 2010

Praca w domu


Praca w domu



1. 2 układanki z pianki – jedna
wydawała się banalnie prosta (4 elementy), okazała się nie do
przejścia (samodzielnego). Jędrek nie był w stanie samodzielnie
włożyć jednego elementu. Pokazywałam, robiłam to z nim
wielokrotnie, nawet cukierkiem już kusiłam, będąc bliska
załamania - nic z tego. Próbował, próbował i nic, zawsze musiał
tak przekręcić, że nie wchodziło. Jak już cukierek nie pomógł
(mimo, że widziałam, że bardzo go chce), to się poddałam. Widać
to przekracza jego możliwości, umiejętności. Druga układanka,
trudniejsza na oko, z 6 elementów okazała się łatwiejsza.



2. składanie obrazka (pociętej
widokówki) choinki , 4 elementy – no problem. I ochoczo mówił,
powtarzał: cho-in-ka



3. drewniane figurki zwierząt
(płaskie, z układanki, na której ostatnio pracowaliśmy) + obrazki
tych zwierząt (większość wzięta z „Od obrazka do słowa”)



- dokładanie obrazków do figur. Jak
najbardziej samodzielnie. Artykulacja, odpowiadanie na pytania: Kto
to? Jędrek ochoczo mówił, próbował samodzielnie odpowiadać. A
jaką miał radochę, gdy mówiliśmy nie tylko małpa, ale i (dwie)
małpy (no tak, w końcu coś nowego;)



4. napisy zwierząt po polsku i
podawanie tych napisów, tyle, że ja mówiłam po francusku. Potem
to samo, tylko, że z obrazkami i podawanie na nazwę po angielsku.
Nie robiliśmy tego całkowicie samodzielnie. Nie chciałam Jędrka
drażnić. Trzymałam go za rękę, w ramach wspomagania (on podawał
mi drugą ręką). Nie robił tego idealnie, ale zbyt dobrze, by było
to przypadkiem. Niemniej postanowiłam więcej tego nie robić. Nie
będę go sprawdzać, czy on zna czy nie i na ile języki obce.
Skupmy się na naszym.



To zadanie było też pretekstem do
powtarzania artykulacji (po polsku).



Myślę i myślę nad tym umysłem
Jędrka, nad tym, co on wie, a co nie, co mu sprawia problem, w czym
tkwi problem. Co nie raz mam inną teorię. Może on sporo niby wie,
ale ciężko mu to wykorzystać, wyciągnąć ze swego umysłu, a tym
bardziej użyć?



5. Kamelot – gra, gdzie należy
układać różne rodzaje klocków według podanych wzorów (w
książeczce- instrukcji). Generalnie można to potraktować, jako
zabawę. Układamy zamek, rycerza, księżniczkę, drogę do zamku.
Jędrkowi się podobało, aczkolwiek jako że robiliśmy to pierwszy
raz, robił to głównie z moją pomocą.



6. Puzzle – misiowe puzzelki



Jędrek bardzo je lubi. Kiedyś już
opisywałam na czym polega gra. Jędruś ładnie samodzielnie rzucał
kostką, wybierał odpowiedni kawałek (tylko z moim lekkim
wspomaganiem), składał puzzelki (technicznie prawie sam, ale gdzie
dany puzzel, dość często musiałam mu podpowiadać). Rozegraliśmy
dwie partyjki, za drugim razem na dwa obrazki każdy. I za każdym
razem Jędrek wygrał – farciarz. Widzę poprawę, postęp, w
stosunku do tego, jak graliśmy w to jakiś czas temu. No cóż,
Jędrek potrzebuje wszystko wyćwiczyć, oswoić.



Generalnie, jeśli nie cisnę na
całkowitą samodzielność, to pracuje nam się dobrze. Ja się nie
„ciśnieniuję”, Jędrek współpracuje na ile potrafi. Czasem jak
coś mu się nie podoba, lub może coś mu się przypomni, to robi
złą minę (jakby chciał mnie przestraszyć), ale obracam to w
żart. I tak jest dobrze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...