wtorek, 12 stycznia 2010

U Wianeckiej


Droga była straszna, ale motywacja by jechać do Krakowa do Wianeckiej – silna. I warto było. Zajęcia
były owocne. Pani Ela zauważyła i pochwaliła postępy Jędrka,
głównie w artykulacji (a skora do chwalenia to ona nie jest ;) My
zaś zauważyliśmy rzeczy, których wcześniej nie było. Pani Ela
potrafi z dziecka wydobyć rzeczy, których innym się nie udaje. I
tak to po raz pierwszy słyszeliśmy, jak Jędrek próbował i to z
sensem odpowiadać słownie na pytania, podając przeważnie pierwszą
samogłoskę wyrazu - odpowiedzi. Pani Ela być może przyjęła to za
rzecz oczywistą, ale my byliśmy zachwyceni. To, co się pani Eli
nie spodobało, to Jędrkowa niesamodzielność, brak działania.
Robiła z nim różne ćwiczenia i on faktycznie słabo wypadał z
działaniem w porównaniu z artykulacją. Bo do artykulacji ma
motywację, do działania gorzej. Myślę też, że w dużym stopniu
chodzi o tą samodzielność całkowitą, brak wspomagania. Bo
wystarczyło by pani Ela brała Jędrka za drugą rękę, a już
robił zadanie i to dobrze. W pewnym momencie sam ją próbował brać
za rękę. Brała go za rękę, robił, puszczała – zacinał się.
Oczywiście udawało jej się by zrobił co miał samodzielnie po
jakimś czasie, po iluś tam próbach, ale widać było, że głównym
problemem jest nie to, że on czegoś nie wie, tylko zrobienie tego
bez najmniejszego wspomagania (w postaci choćby dotknięcia go, bo
nikt mu nie pomagał w sensie naprowadzania na właściwą odpowiedź
czy coś w tym stylu). Momentami wydawało się, że Jędrek czegoś
nie robi bo po prostu tego nie umie, to sprawia mu problem. Po czym
pani Ela brała go za rękę i nagle okazywało się, że potrafi, że
wie. A nie robili samych prostych zadań, o nie. W ogóle w naszym
odbiorze, to jeśli nie liczyć tego braku całkowitej samodzielności
(w sensie, że potrzebował wspomagania by go ktoś dotknął, w
momencie gdy miał coś zrobić), to Jędrek tam walił „popisówki”.
Poza tym pani Ela mocno się zastanawiała na czym polega problem
Jędrka. Rozważaliśmy koncepcję, jak to jest z tym jego
rozumieniem języka, że może on rozumie język mniej więcej, jak
język obcy. Nie wiem, naprawdę nie wiem. Czasami mi się wydaje, że
on wszystko rozumie, że problem tkwi w czymś innym, w jakimś
zacinaniu się na odzew, na komunikację. Ale nie wiem, może
faktycznie ma problem i z rozumieniem. Może nie potrafi się
koncentrować cały czas na języku, może to wymaga zbyt wiele
wysiłku od niego, a może rozumie, tylko nie potrafi tego
przetwarzać, przerabiać na działanie? Szkoda, że pani Ela nie
może popracować dłużej z Jędrkiem. Myślę, że by go rozgryzła,
a tak to trochę jednak za krótko ma z nim do czynienia. Niemniej
dobrze, że nam wytycza ścieżki. Teraz mamy ćwiczyć działanie i samodzielność.



Ja widziałam ogromny postęp w Jędrka
zachowaniu na zajęciach u pani Eli, w tym jak współpracował, co
udawało mu się zrobić. Po pierwsze nie beczał, nie buntował się.
Po drugie bardzo współpracował przy artykulacji. A i w zadaniach
to było nieba a ziemia z tym, co było np. rok temu. I Jędrek był
z siebie zadowolony. Zwłaszcza jak się zajęcia kończyły, albo
jak szliśmy do McDonalda w przerwach ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...