piątek, 5 lutego 2010

Praca w domu


Dziś:



- Sznurki i dziurki - wybrał rybę i
pięknie samodzielnie ją sznurował. Nie musiałam nic mu
podtrzymywać, podawać, jedynie na początku zawiązałam mu supełek
a potem „popychałam go słownie” (no dalej Jędrek, dalej) bo
jakoś mało był tym zainteresowany - zmotywowany. Jak przypuszczam
znudziło mu się, ale cieszy mnie, że naprawdę nieźle mu
wychodzi. Dorzuciłam więc element prawie samodzielnego wyciągania
nitki na koniec (prawie bo pokazywałam mu zazwyczaj którą nitkę
ma ciągnąć) i wyraźnie go to bardziej zainteresowało (coś
nowego).



- Co kto je? tylko na napisach, które
miałam, gdy wcześniej graliśmy w Mózg elektroniczny.
Powtórzyliśmy sobie zwierzaki i jedzenie (czytanie z kartek z moją
pomocą, więc czasem można rzec ze powtarzanie raczej jak czytanie,
ale momentami zaczynał czytać sam i to dobrze!). Pokazywał mi
palcem nazwy zwierzaków. A potem z kilku napisów wybierał, co
które zwierze je i dokładał do zwierzęcia. Po czym mówiliśmy
zdania typu: Miś je miód. (nie wiem czemu, ale Jędrek cieszy słowo
miód, mimo że go sam nie jada). Zdecydowanie najbardziej
zmotywowany Jędrek jest przy artykulacji (aczkolwiek u Asi robi to
lepiej, w domu jakoś mniej wyraźnie), ale całkiem nieźle też
pokazywał, wybierał itd.



- Kamelot - odwzorował 12 wzorów
ustawień klocków z obrazka na przestrzeń. Starałam się by robił
to jak najbardziej samodzielnie. Żadnego pokazywania mu palcem,
prawie wcale tykania go w ramach wspomagania. Ewentualnie słowna
podpowiedź, ale też rzadko. No jak było dobrze, to oczywiście
chwaliłam. Jak źle, zabierałam z powrotem klocek. Oj, trochę
protestował, ale całkiem nieźle mu szło. Najwyraźniej złościł
się na moje wymuszanie jego samodzielności, ale efekt był. Dało
radę :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...