czwartek, 11 lutego 2010

U homeopaty

Dziś też nie pojechaliśmy na zajęcia (na szczęście udało się je przełożyć). Za to udaliśmy się do lekarza homeopaty. Wyniki moczu Jędrek ma dobre, nic mu tam nie znaleźli. Pan doktor stwierdził, że te sikanie to na tle nerwowym. Mój ból gardła i kaszel też;) Pan doktor jest nieźle zakręcony. On nie przepisuje tylko granulek, on przepisuje całą filozofię:) Szkoda, że nie jestem w stanie jej przyjąć, byłabym pewnie zdrowsza. Niemniej coś tam dostaliśmy i miejmy nadzieję, że pomoże. Być może też wrócimy do diety i do leczenia. Coś nas ta dieta osacza z każdej strony.
W domu - popracowaliśmy. Składanie obrazków, nazywanie, pokazywanie, odpowiadanie na pytania. I sekwencje, ukladanie obrazków w pewnej sekwencji, np. pies-kot-pies kot, albo kot-kot-pies-kurcze. Robiliśmy to dwa lata temu, wyciągnęłam jakieś stare pomoce. W pierwszej chwili pomyślałam - tragedia, ale potem Jędrek zaczął robić to bardzo dobrze (zwłaszcza sekwencje podwójne, te proste) i fajnie też wkładał barkujące elementy. No i robił to samodzielnie w miarę, z rzadka musiałam go szturchnąć, tyle, że musiałam ponaglać głosem. Z jego samodzielnością nie jest idealnie, ale jest lepiej. Pomyślałam sobie, że tak powinna była wyglądać nasza praca 2 lata temu. Ech, chciałabym wierzyć, że będzie dobrze, niestety z natury jestem pesymistką i to mi nie pomaga.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...