piątek, 26 marca 2010

Wiosna

Ostatnio niby sobie odpuściłam i próbuję godzić się z autyzmem Jędrka, patrzeć na to z dystansem, nie zamartwiać się tym, dać prawo Jędrkowi do inności, żyć w mniejszym stresie, bez ścisku. Mam wrażenie, że Jędrek się do mnie fajniej uśmiecha, że częściej sam szuka kontaktu, zagląda mi w oczy, prosi o zabawę. Nie wiem, czy to tylko wrażenie - pobożne życzenie, czy prawda.
Z drugiej strony od kilku tygodni pojawiły się napady złości, wymuszanie itd. W domu, w przedszkolu, na niektórych zajęciach. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Mogę tylko przypuszczać. W tej chwili wydaje mi się, że to efekt, skutek uboczny moich prób, by Jędrek spał w nocy jak człowiek i dał nam spać oraz efekt kuracji anty-cukierkowej. Noce sobie odpuściłam już wcześniej. Odpuściłam też sobie próbę dopasowania się do Jędrka, wczoraj bowiem poszłam spać jak on a i tak musiałam dosypiać do 7.oo i byłam dziś strasznie rozbita. Nie ma nic na siłę. Trudno, może kiedyś za parę lat będę mogła spać, jak mi pasuje. Druga kwestia - cukierki. Po dzisiejszej rozmowie z panią w przedszkolu też odpuszczam. Wolę by Jędrek był w lepszym humorze, bo wtedy lepiej funkcjonuje, jest chętniejszy do współpracy, niż wciąż z nim walczyć. Bo ostatnio nie jest dobrze z Jędrkiem w przedszkolu, złości się, hałasuje, kolejny raz na zajęciach z gimnastyki korekcyjnej nie dało się z nim nic zrobić (a przecież fajnie na nich ćwiczył, lubił je). Ja oczywiście nie wiem, czy nie ma innych przyczyn, czy nie ma czegoś w przedszkolu, co go stresuje, ale myślę, że złe noce i niedogodzenie kulinarne może mieć taki wpływ. Dziś, jak dostał ot tak sobie cukierka, to nie chodził tak jak ostatnio niedogodzony, ciągle szukający czegoś w lodówce, tylko zjadł potem i to i tamto (i wędlinę, i jabłko) i był zadowolony. To, czego zamierzamy się trzymać, to brak słodyczy na zajęciach, w nocy (czy bladym świtem) i po wymuszaniu. Trochę się czuję przegrana, ale z drugiej strony, mam to w nosie. Nie o to tu chodzi. Gdybym była pewna, że słusznie robię to, co robiłam, to bym przy tym trwała. Ale skutki uboczne mnie przerażają. Tym bardziej, że wiem, jak łatwo coś popsuć, a jak trudno to później naprawić.
Dziś po tych niezbyt miłych informacjach z przedszkola, po powrocie do domu, posileniu się i odpoczynku, zamiast do pracy, poszłam z Jędrkiem na podwórko, na huśtawki. Już wiosna. Nasza pierwsza huśtawka po zimie. Jędrek potrafi się huśtać godzinami. Żeby nie paść z nudów przemieszczamy się z jednej huśtawki na drugą. I tak to sobie przypomnieliśmy kilka naszych ulubionych huśtawek.
A potem Jędruś pojechał z tatą na basen. Wczoraj na basenie Jędrek przesiedział cały czas na brodziku, zapierał się przed dużym basenem (niby ma prawo, a jednak trochę to niepokojące). Na szczęście dziś już dał się wyciągnąć na duży basen i pięknie sobie popływał. A potem wrócił do domu zadowolony i nawet się nie zsikał po drodze:) I to też jest powód do radości.
Spokój, precz ze stresem, pośpiechem i ściskiem. Całej rodzinie musi być dobrze. Nie można życia podporządkowywać tylko pod terapię i drżeć, czy idzie do przodu czy nie. Dziś będąc na podwórku poczułam wyrzuty sumienia, że koncentrując się na Jędrku, tak mało zwracam uwagę na Piotrka. Po czym powiedziałam sobie "A won mi wyrzuty sumienia. Żadnych wyrzutów sumienia". Spokój i dystans. To uda się i na Jędrka spojrzeć i na Piotrka i jeszcze zauważyć wiosnę.

2 komentarze:

  1. Mądra Hania, długą drogę masz za sobą i to niełatwą. Przytulam wirtualnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba czasem sobie i innym trochę odpuścić bo człowiek zwariuje. Jestem pewna podziwu dla Ciebie;))

    OdpowiedzUsuń

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...