czwartek, 1 kwietnia 2010

Wczoraj

Wczoraj rano Jędruś podobno ładnie ćwiczył u pani logopedy. Pani Beata proponuje, by wprowadzić Jędrkowi komunikację obrazkową. Do tej pory się opieraliśmy bo to niezgodne z metodą Wianeckiej, ale teraz już nie podchodzę do tego tak ortodoksyjnie. Spróbujemy. Aczkolwiek mam obawy, czy nam się to uda.
Po południu byłam z Jędrkiem na basenie. Nie dałam się utopić, za to Jędrek fajnie popływał.
Po basenie pojechaliśmy do Zosi i to, w moim odczuciu, były bardzo udane zajęcia. Jędrek na początku był w świetnym humorze, zaśmiewał się, podobało mu się, jak go Wena wylizała po buzi. Z czasem trochę zaczął marudzić, a nawet się złościć, ale to było do opanowania. Udało nam się wciągać go do różnych aktywności (nie tylko do jedzenia jabłek, co ma w zwyczaju robić u Zosi; będziemy musieli chyba jabłonkę pod oknem Zosi posadzić:). To, co mnie zachwyciło, to 2 sytuacje. Raz przyniósł na polecenie gruszkę (musiał po nią iść bez żadnego naszego wsparcia przez cały pokój-kuchnię). I to było takie naturalne, prośba i poszedł i przyniósł. Dał ją co prawda nie mnie, jak prosiłam, tylko Wenie, ale i tak fajnie. A druga sytuacja była jeszcze piękniejsza. W pewnym momencie były otwarte drzwi na przedpokój, a tam zapalone światło. Powiedziałam: "Jędrek, idź, zgaś światło na przedpokoju". I poszedł sam i sam zgasił (a wyłącznik jest za szafą). Fakt, że raz wcześniej miał pokazane i wspólnie zgaszone światło tego dnia, ale to zazwyczaj nie wystarcza by zareagował właściwie na tego typu prośby. Zwłaszcza jak nikt za nim nie idzie, nie pokazuje itd. Mam nadzieję, że już najgorszy bunt na dogoterapii za nami. Zdecydowanie też Jędrkowi służy, jak nie jest chroniony przed psem i pies go nagabuje, liże itd. Jędrek niby ucieka, niby się zasłania, ale widać, że mu się to podoba.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...