czwartek, 3 czerwca 2010

Taki dzień

W zasadzie do godziny 14.45 wszystko było ok. Rano byliśmy na zajęciach u pani logopedy, gdzie Jędrek próbował wymuszać cukierki i straszyć panią Beatę swoimi minami, ale mu nie wyszło i koniec końców jakoś tam pracował. Potem było przedszkole z piknikiem (Jędrek dostał reklamówkę z kocem i wałówką i był wyraźnie zadowolony bo nawet niósł reklamówkę). Po przedszkolu tata miał jechać z synem na zajęcia do pani psycholog i na dogoterapię (ja nie mogłam bo kończyłam później pracę, ale od wczoraj mówiłam Andrzejowi, gdzie mają jechać  + podawałam różne wytyczne). O godz. 14.45 dzwoni do mnie pani psycholog. Ja zdziwiona, że jeszcze ich nie ma. Dzwonię do męża, pytam: Gdzie jesteście? a on mi na to: NA KONIKACH. No myślałam, że coś mnie trafi. Zajęcia z panią psycholog przepadły. Jędrek pojeździł sobie radośnie na koniku. Potem Zosia odwołała dogoterapię, ale udało nam się w związku z tym zdążyć na skrócony basen. Tego mi było trzeba. Wypływałam całą złość. No może prawie.
Potem pracowaliśmy w domu i jakoś miejscami cierpliwości mi brakowało. Bo ze wsparciem to on mi zrobi cuda na kiju, a całkowicie samodzielnie to proste rzeczy są nie do przejścia.
A jak Jędrula się w tym czuje? Na konikach i na basenie był cały happy. W domu przy pracy było gorzej. Bo ta paskudna mama czegoś chce i nie chce pomóc. A do kitu z taką matką. Ale ładnie Jędrkowi wychodzi powtarzanie takich wyrazów jak latawiec, wiewiórka, motyl, owca (+ w liczbie mnogiej). Fajnie mi też pokazywał, gdzie np. motyl a gdzie motyle i podpisywał karteczkami (ale z drobnym wspomaganiem; tu pogłaskać, tu puknąć w plecki, podać kartkę do ręki, pokazać palcem by przeczytał do końca; jak wcześniej próbowaliśmy by brał ze stołu sam i podpisywał to był opór).
Z całkowicie dobrych wieści. Na basen się zapisaliśmy na następny rok szkolny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...