piątek, 3 grudnia 2010

Jędrek, wierzę w Ciebie, synu!

Z powodu ciężkich warunków pogodowych i nie tylko część zajęć nam wypada, jest odwoływana albo przesuwana. Może to i dobrze, bo ja jakaś zmęczona już tym wszystkim jestem. Dziękuję Monice J. za obszerny i konkretny komentarz. Wstyd się przyznać, ale ja nie mam na to siły. Nie mam siły zabierać się za coś nowego. Może kiedyś...?
Wczoraj byłam z Jędrkiem na zajęciach u pani logopedy z wczesnego wspomagania. Z różnych względów rzadko mam okazję oglądać te zajęcia. Zajęcia są fajne, ale... "Odkryłam" i zwerbalizowałyśmy z panią Beatą pewną myśl. Jędrek nie generalizuje, nie przenosi swoich umiejętności i zachowań na wszystkie sytuacje i zajęcia. Tzn. to, że ze mną powtarza słowa nie znaczy, że robi je z innymi. Trzeba go umieć podejść, umieć to z niego wyciągnąć, wyegzekwować. Martwi mnie to bo widzę, jak mało terapeuci białostoccy są w stanie z Jędrka wyciągnąć. A on bynajmniej nie z tych, co się będzie wyrywał. Wręcz odwrotnie, terapeuta musi sobie wywalczyć to, by Jędrek z nim robił pewne rzeczy. Zamierzam trochę się ponagrywać, jak pracuję z Jędrkiem, by móc pokazać, że Jędrek jednak to i owo potrafi. Nie to, że chcę coś komuś udowadniać, ale mam wrażenie, że obraz Jędrka w oczach naszych terapeutów jest niepełny, że go pod pewnymi względami nie doceniają. Jak to autysta, bardzo z niego skryty ludek, niełatwo w nim odkryć, co w nim siedzi, wyciągnąć to z niego. I nasza w tym sztuka to zauważać, odkryć i wykorzystywać. To jest facet z bardzo dużymi ograniczeniami różnego rodzaju, ale też i dużym potencjałem i ja się nie godzę na to, by go traktować, jakby on niewiele co rozumiał i potrafił. Upiorna ze mnie mamuśka? Nie, ja po prostu wierzę w moje dziecko. Choć bywają chwilę, że wątpię. Wątpię w sens i skuteczność tylu zajęć i terapii. Wątpię w to, czy to przyniesie jakiś sensowny efekt. Czasem mam tego wszystkiego dość. Ja się nie czepiam terapeutów, dostrzegam ich dobrą robotę, doceniam itd, ale widzę też, że to wszystko nie wystarcza, że to tak mało, że nawet nie wiem, czy tędy droga.
Nic to. Już wkrótce Święta. Może odpoczniemy.

4 komentarze:

  1. wiesz, ja to z podziwu wyjsc nie moge, ze Jedrek ma tyle terapii i daje im wszystkim rade. MMOj mlody, w lutym skonczy 7 lat ma ulge w szkole, gdzie powinien chodzic do 12.15 codziennie i 3 razy od 13.00 do 15.15. Chodzi tylko jedno popoludnie. Po prostu nie wyrabia. Jest tak padniety, ze nie ma na nic innego juz sily, nawwet sobie nie wyobrazam,z e mialby chodzic jeszcze na dodatkowe zajecia czy terapie. W ubieglym roku jezdzilsmy na SI, raz w tygodniu na godzine, teraz zamiast w szkole, jedno popoludnie (2,5 gozdziny) mlody spedza w osrodu terapeutycznym z konmi i psem. Uwielbia tam jezdzic, zajecia ma bardzo zroznicowane i widzimy efekty z tygodnia na tydzien, tak samo bylo z SI. Autyzm autyzmem, ale sama wychodze z zalozenia, ze to jednak tylko dziecko i ma ograniczone mozliwosci, nie jest supermenem i ma prawo czy to byc zmeczone, czy reagowac na pogode, a w przeciwienstwie do mnie nie moze sie dobudzic litrami kawy:/ troche pracujemy w domu, aktualnie czytanie jest na tapecie, ale staramy sie przede wszystkim zapewnic mlodemu mozliwosc kontaktu i wspolnej zabawy z innymi dziecmi, w srtody i piatki, gdy maja popoludnia wolne, nie planuje zadnych zajec, zeby mogl sie z kims umowic. Duzo wiecej mu to daje, nic grupa terapeutow. Sama z dziecinstwa mam niewiele fajnych wspomnien i zalezy mi,zeby Kasper mial ich wiecej. Nie wiem, czy moj sposob jest sluszny, slucham instynktu, obserwuje dziecko i z tego co do tej pory widze, na mojego presja nie dziala, czasem trzeba odpuscic cwiczenie jakiejs umiejetnosci, zrobic krok do tylu i wowczas "samo" przychodzi. smieje sie, ze najlepszym miejscem terapii jest nasz samochod. Najpowazniejsze rozmowy wlasnie w nim odbywamy;) W doborze terapeutow i opiekunow mlodego jestem przewrazliwiona i bardzo krytyczna, nie widze sensu oplacac kogos, kto nie potrafi dotrzec do dziecka tak jak ja. Moze i mam mniejsze umiejetnosci, ale ten kontakt i zrozumienie wiecej daje od dyplomow. Tak mysle. Na szczescie maz mnie wspiera i pilnuje, zebym nie przesadzila i pamietala, ze jestem dla mlodego przede wszystkim mama;) Pomysl nad tymi trapeutami. Jesli nie masz do kogos pelnego zaufania, moze warto zrobic kilka miesiecy przerwy. Zima to dobry moment, i tak duzo sie dzieje, dziecko mus bardzo duzo ogarnac a i pogoda moze miec na malucha spory wplyw. czasem fajnie jest po prostu jakis czas nic nie robic i cieszyc sie soba nawzajem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tijgertje
    Dzięki za komentarz. Byc może masz rację, być moze przesadzamy z iloscia terapii itd, tyle, że kazdy rodzic jest inny i kazde dziecko jest inne, i inna maja sytuacje. Kazdy wiec musi szukac swojej drogi. Jędrek chodzi do zwyklego przedszkola, gdzie zajecia nie sa kompletnie do niego dostosowane. Jego wlasciwa terapia odbywa sie wiec po przedszkolu. Mimo róznych moich watpliwosci, musze powiedziec, ze Jedrek zazwyczaj lubi te zajecia i bynajmniej nie widac, by byl na nich padniety, co nie znaczy, ze robi wszystko co mu proponuja. Jedrek jest w tej chwili na takim etapie rozwoju, ze nie potrafi sie bawic z zadnymi dziecmi, nie potrafi sam sobie zorganizowac czasu , czyt. bawic sie samemu. Nie ma tez mowy o tym, bysmy sobie porozmawiali. Mamy zupelnie inna sytuacje jak Wy.
    W tym co piszesz jest na pewno duzo racji, ale ja nie mam obecnie odwagi zrezygnowac z terapii u tzw. specjalistow i zaufac swojemu instynktowi. Nie mam pelnego zaufania do terapeutow, ale nie mam tez pelnego zaufania do mojego instynktu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Alez ja wcale nie twierdze, ze zle robicie! Oczywiscie, ze kazdy jest inny. Ja w sumie uwazam,z e mam kupe szczescia, ze z mlodym rozumiemy sie bez slow i jestem w stanie zaufac swojemu instynktowi, bo znam swoje dziecko od podszewki. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe, ze majac ograniczony kontakt z dzieckiem chcialoby sie zrobic absolutnie wszystko, zeby mu pomoc i nigdy nie bedzie dosc. Tak to juz chyba jest:/ Uwazam jednak (i jest to moje osobiste zdanie, nie twierdze, ze jedyne sluszne), ze nie warto ciagnac terapii, jesli nie widac rezultatow. terapeuci sa rozni i jesli nawet wydaje sie, ze nie radza sobie z dzieckiem i maluch robi 10% tego, co powinien, to nie jest to czas stracony. watpliwosci miewa kazdy i dobrze, czasem warto sie zastanowic i moze cos zmienic? A moze nie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. tijgertje
    Dzięki za fajne, wyważone słowa.
    Ja jestem z tych osob, ktore zawsze maja mase watpliwosci i niczego nie sa pewne. Mimo to musze podejmowac pewne decyzje i robic, co postanowilam, bo inaczej sie nie da. Nie mozna ciagle zmieniac zdania i swoich decyzji, nawet jesli ma sie watpliwosci.
    Co do naszych terapii i terapeutow, to w sumie my jestesmy z nich zadowoleni. Pewne rzeczy nam sie nie podobaja, pewne rzeczy denerwuja, nie ze wszystkim sie zgadzamy, ale nie mamy takich zajec, z ktorych kompletnie jestesmy niezadowoleni i uwazamy, ze one niczego nie wnosza. Tyle, ze czasem to, co widzimy, wydaje nam sie takie ... niewystarczajace, niekompletne.
    Mialam kiedys taki okres, kiedy wydawalo mi sie, ze ja w domu jestem w stanie zrobic z Jedrkiem duzo wiecej, jak niektorzy terapeuci na zajeciach i wtedy sie zastanawialam, czy jest sens jezdzic na te zajecia. Pozniej jednak doszlam do wniosku, ze nie liczy sie tylko ilosc zadan wykonanych, ze wazny jest rowniez kontakt z innym czlowiekiem, ze wazne jest by Jedrek uczyl sie tego kontaktu z roznymi ludzmi. A kazdy terapeuta to tez troche inny styl pracy, wiec jest i pewna roznorodnosc, ktorej sama Jedrkowi nie zapewnie (nawet gdybym byla bardziej kreatywna, jak jestem).

    OdpowiedzUsuń

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...