wtorek, 22 marca 2011

Był sobie marzec

Dobra, powiem to otwarcie. Nie piszę bo doła mam jak jasna ch... Nic tylko się piaskiem zakopać w tym dole i przyklepać łopatką. Ale, że w założeniu blog nie ma być o mnie, więc pisać na ten temat bardziej szczegółowo nie będę. Kto mnie trochę lubi, to niech trzyma kciuki, żebym się w końcu wygrzebała z tego doła.
Po Jędrku na szczęście nie widać, by odbierał i odreagowywał moje stany niskie. Jest w całkiem dobrej formie, co cieszy mnie, na ile potrafi cokolwiek mnie obecnie cieszyć. O paru takich radościach właśnie chciałam napisać.
  • Na basenie Jędrek trenuje pływanie na plecach. Nie robi tego, rzecz oczywista u Jędrka, na zawołanie, czy prośbę, ale wtedy, kiedy on ma ochotę. Niemniej, parę osób (Andrzej, pani Halina, jedna pani ratownik) już widziało, jak to robi. Dziś np. płynął z dobre 5 metrów na plecach. Rewelacja! Może i ja kiedyś to zobaczę. Na razie widziałam drobne kładzenie się na plecach. A mówię Wam, co innego usłyszeć, a co innego zobaczyć na własne oczy. Poza tym bardzo fajnie pływa, nurkuje i ogólnie bawi się w  wodzie. Woda to zdecydowanie naturalne środowisko Jędrka:)

  • Któregoś razu na brodziku Jędrek wziął zabawkę w kształcie jajka, pokazał pani Halinie i powiedział: JAJO. Nie byliśmy przy tym, ale nie mamy powodów by nie wierzyć pani Halinie. Oprócz tego jednego, że wierzyć się nie chce. Jakbym była świadkiem, mogłabym umrzeć w wrażenia.

  • W piątek w przedszkolu Jędrek zjadł swoją zupę. Podniósł trochę rękę (coś a la jak dzieci podnoszą ręce, żeby coś powiedzieć) i powiedział: ZU-PA. Zaskoczył tym panią Agnieszkę kompletnie. Spytała go: Słucham? A Jędrek na to znowu: ZU-PA i pokazał na wazę. Tego dnia zjadł 3 talerze zupy. Normalnie, to musiała być najlepsza zupa świata, paniom z kuchni Nobla bym dała. I co ja na to? Gdybym widziała na własne oczy-uszy, mogłabym dostać zawału z wrażenia. Jędrek to widać wie i w domu mnie nie naraża na takie emocje.

  • Ale w domu też jest fajny. W tamtym tygodniu co prawda budził się o bandyckich porach. Robi też straszny rozpierdzielnik (jego szuflada MUSI być pusta, wszystko musi być wywalone na podłogę, albo powtykane za łóżko). Poza tym trochę wymusza niektóre rzeczy (słodkości i bajki). Ale i tak jest słodziak. Jak mnie obejmie swoimi małymi rączkami, to co tu dużo gadać - wymiękam.

  • Dwie różne panie, znające Jędrka tylko z obserwacji powiedziały nam ostatnio, niezależnie i bez wymuszania (hehe), że widzą w Jędrku ogromne zmiany. Że inaczej patrzy, że obserwuje, że widać postępy. Jedna z nich powiedziała też, że on bardzo inteligentnie patrzy, że widać, że jest mądrym chłopcem. Całkowicie się z nią zgadzam:)

  • W ostatni czwartek u pani logopedy Jędrek ćwiczył wierszyk: "Lata osa koło nosa. Lata mucha koło ucha". Dalszy ciąg: "Lata bąk tłuściutki koło mojej bródki"  ćwiczył ze mną w domu i miał z tego wielką radość (choć to takie trudne i nie do końca mu wychodzi). Nie jest w stanie powiedzieć wierszyka samodzielnie, trzeba mu podpowiadać, albo trochę mówić razem. Ale jak jest fajnie. Jak dziś powiedział to Jędrek ze mną paniom w przedszkolu, to zrobił wrażenie. Chyba prawie takie jak, gdy babci zaśpiewał: Sto lat:)

  • Już prawie kończymy pierwszą 15 dniową sesję Tomatisa.  Jędrek to bardzo lubi.

  • U pani psycholog (od marca mamy 2 zajęcia tygodniowo) Jędrek pracuje różnie. Zwłaszcza w ubiegłą środę pani Iza była zadowolona. Ja jak podejrzałam w piątek jedno zadanie, to też byłam:) Że w końcu robi takie zajęcia nie tylko na turnusie czy w domu.

  • W domu pracujemy aktualnie rzadko. Ale jak już pracujemy, to przeważnie jestem bardzo zadowolona. Jędrek bardzo ładnie samodzielnie mi podaje obrazki, które od niego chce. Podpisuje, podaje napisy.  Na alfabecie pisze niesamodzielnie (z moim wspomaganiem przez dotyk na plecy), ale pisze i to wyraźnie widzę, że on wie, potrafi. Robiłam też kolejne próby z francuskim i albo on naprawdę rozumie, zna, albo ma jakąś tajemniczą intuicję i wyczuwa moje myśli (choć twierdzi, że nie;) Liczyć też potrafi, działania typu 37+18, czyli z przekraczaniem dziesiątek. Myślę sobie, że dobrze, że nie będą go tego musieli uczyć w szkole. Będzie można się skupić na tym, jak go odblokować, otworzyć, a nie jak czegoś nauczyć. Tylko czy ktoś ma jakieś metody na odblokowywanie? Ja mam wrażenie, że wszystko jest na zasadzie: nauczmy go bo on nie wie, nie potrafi. I tylko ja uparta, namolna matka twierdzę: Halo, to nie tak. Uwierzcie mi, to nie na tym polega problem.

  • Będziemy mieli prawdopodobnie przedłużone grupowe zajęcia z art-terapii w KTA, które miały się skończyć w kwietniu. No i bardzo dobrze, bo Jędrek bardzo potrzebuje takich zajęć. Andrzej jest bardzo zadowolony z części plastycznej zwłaszcza. Muzyczna jest trochę dla Jędrka za trudna.

  • Szukamy dla Jędrka zajęć z muzykoterapii. Myślę sobie, że to może być sensowna droga do Jędrka. On tak fajnie reaguje na piosenki, wierszyki, jeśli jest w stanie je powtórzyć w jakiejś mierze.


To by było na tyle. Z tego, co pamiętam.
A Wy pamiętajcie, jeśli tylko możecie o Jędrku rozliczając swoje roczne podatki. Bardzo potrzebujemy Waszej pomocy. Bez tego zasadnicza część naszej terapii, leży. No więc:
KRS: 0000037904
A w informacjach uzupełniających: SZUMOWSKI  JĘDRZEJ  7375


3 komentarze:

  1. litted.blog.pl22 marca 2011 00:59

    Bardzo cieszą mnie postępy Jędrka. Trzyam kciuki też za Panią. Zaraz będzie wiosna, może rozchmurzy ona te wszystkie dni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, Litted:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak myślałam, że się pani domyśli. Może pani czytać, mi to nieprzeszkadza. Zalezy mi tylko, żeby nie czytały tego osoby, które tam występują. Wierzę, że pani nie będzie tego rozpowszechniać, bo i po co. "Dezyderata" to tekst Maksa Ehrmanna w tłumaczeniu Kazimierza Jankowskiego.

    OdpowiedzUsuń

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...