niedziela, 27 marca 2011

Schematy

Ostatnimi czasu z powodu naszych problemów i braku sił życiowych rzadko pracuję z Jędrkiem. Dlatego też cieszę się, że Jędrek ma sporo zajęć poza domowych, czyli ktoś z nim pracuje mimo wszystko. Żeby pracować z autystą trzeba mieć siłę, przede wszystkim odporność emocjonalną, a ja jej ostatnio mam jak na lekarstwo. Na szczęście Jędrek lubi jeździć na dodatkowe zajęcia. Choć pracuje i zachowuje się tam różnie. W tym tygodniu raczej nie był w swojej najlepszej formie. Odstawiał trochę buntów, pisków, wisków, drapania (głównie drapał tatę). Jakbym lubiła wyciągać łatwe wnioski, to powiedziałabym, że to efekt uboczny Tomatisa (fakt, że piszczy cieniej, jakby na wyższych częstotliwościach, ale to chyba dlatego, że nie wiedzieć czemu zdarł sobie gardło). Ja jednak bardzo nie lubię takiego wyciągania wniosków. Przyczyn jego zachowania może być wiele.
W piątek byłam z Jędrkiem na zajęciach u pani psycholog. Jędrek też tam odstawił w pewnym momencie piski, wiski. Szukałyśmy z panią Izą przyczyny i być może udało nam się zgadnąć, że poszło o zachwianie Jędrkowego schematu, że nie dostał w przerwie kredek. A być może dlatego, że był podziębiony (czego w ogóle po nim nie było widać, ale prawie nie był w stanie mówić, tak miał zjechane gardło). 
W moim przekonaniu Jędrkowe bunty są próbą wymuszenia czegoś na nas lub zamanifestowania swojego niezadowolenia. Pani Iza zaproponowała bym to zapisywała, kiedy, w jakich okolicznościach, jak protestował, jak to się zakończyło. Myślę, że to był bardzo dobry pomysł. Nie wiem, czy uda się wyciągnąć z zapisków jakieś ogólne wnioski, ale już mi to coś dało - chłodniejsze spojrzenie na Jędrka bunt, bez emocji, analizując za to przyczyny, reakcje itd. Zaczęłam to robić wczoraj i wczoraj Jędrek urządził 3 czy 4 takie scenki, w tym ostatnią najgorszą. Długość buntu często zależy od tego, czy ulegam mu czy nie. Tym razem nie uległam tylko doprowadziłam sprawę do końca. Chodziło o to, by powrzucał zabawki do szuflady. Ostatnio strasznie bałagani, wyrzuca rzeczy z szuflad, wtyka za łóżko. Gdy wczoraj powyrzucał zabawki z wielkiej szuflady w pokoju chłopców, stwierdziłam, że dosyć tego. Że nie mogę pozwolić jeszcze na ten schemat bo mnie zamęczy. Uparłam się, że musi to posprzątać. Ciągnęłam go do pokoju na przymus. Awanturował się, ale posprzątał. I jak już było po wszystkim, to...  się uspokoił.  Dziś żadnych awantur, nawet najmniejszych nie było.
Za to byliśmy rano rodzinnie na basenie i świetnie się bawiliśmy. I widziałam jak Jędrek pływa na pleckach :) Wprawdzie płynął tak przez krótką chwilę, może z metr jedynie, ale Andrzej mówi, że czasem pływa dobre parę metrów. A w ogóle fajnie było, jak jechaliśmy na basen i Andrzej powiedział, że może dziś mi Jędrek pokaże jak pływa na plecach. Ja się spytałam go, czy mi pokaże, a on tak swobodnie, bez wymuszania odpowiedział TAA. No i pokazał:) Coś pięknego.
A wieczorem chłopaki pojechali na turnus. Jędrek wychodził z domu bardzo zadowolony. On tam lubi jeździć. Niesamowite. Mam nadzieję, że turnus będzie owocny. Trochę się tylko boję o jego gardło. Dopiero dziś zaczął głośniej mówić.
A poza tym martwię się bo kończą nam się pieniądze na subkoncie. Jedna fundacja nam obiecała pomoc, ale jakoś to nie idzie. Nie takie to proste.

Tym bardziej dziękuję naszym darczyńcom, czasem nieznanym. Pani Moniko W., dziękuję!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...