piątek, 6 kwietnia 2012

Na niebiesko

Od poniedziałku jestem z Jędrkiem na turnusie w Czarnym Lesie i codziennie zerkam na bloga w oczekiwaniu na relację z poniedziałkowej białostockiej akcji z okazji naszego niebieskiego dnia (Światowego Dnia Wiedzy na temat Autyzmu). A tu nic. Więc choć wiedza ma niepełna na ten temat, muszę męża sprowokować, żeby rozwinął temat - zdał relację, poprawił mnie, jeśli coś przekręcę.
A było to tak...
Mniej więcej tydzień przed owym dniem mój mąż się "zapalił" na niebiesko oczywiście. Już rok temu bardzo mu się ta akcja spodobała. Tym razem postanowił wcielić ją w życie w Białymstoku i zapalić coś na niebiesko. Padło na Ratusz. Przez tydzień latał  po urzędach, sponsorach (chwała im za to, bo co innego dobre słowo, a co innego wysupłać trochę własnej kasy i nawet zezwalam mężowi memu ich tu wymienić :), zbierał ludzi, którzy zechcą się włączyć w akcję. Byli to głównie ludzie z naszego białostockiego KTA, ale też tacy, którzy z autyzmem nic wspólnego nie mają. I tu chciałabym wymienić i chwałą otoczyć kolegę męża - Wojtka bez którego to, śmiem bezczelnie twierdzić, że mój mąż mógłby zapalać na niebiesko kalki na balkonie a nie Ratusz;) Chwała mojemu mężowi, że ma takich kolegów:)
Podczas organizacji całej akcji doszło do wielu przeciwności (długo by opowiadać), ale też wielu ludzi (również urzędników) wykazało się naprawdę bardzo ludzkimi odruchami.
A jak było w poniedziałek wieczorem? Niestety na żywo tego nie widziałam. Mogę tylko wraz z Wami pooglądać zdjęcia:











Ale już po akcji dostałam od koleżanki sms, że "mam godnego podziwu męża". I odetchnęłam z ulgą, że widać klapy totalnej nie było. A jak jeszcze się dowiedziałam, że przyszło pod Ratusz sporo osób związanych z KTA i włączyli się aktywnie w akcję (wielu z nich brało w różnorodny sposób też udział w  przygotowaniach), to już byłam całkiem ukontentowana i nie mam nic a nic żalu do męża o to, że zapalał Ratusz na niebiesko, a wciąż nie mamy światła w dużym pokoju (kilka dni wcześniej spadł nam z hukiem żyrandol). Ba, ja jestem z mojego męża DUMNA. A uwierzcie mi, zasłużyć na mój podziw nie tak łatwo. Zwłaszcza jak się jest moim mężem. (ps. bo wobec męża jestem bardziej wymagająca, coby była jasność jak rozumieć to zdanie).

3 komentarze:

  1. I ja tam byłam, miód i wino piłam... :-) No dobra, wina nie było, ale mam ekstra pomysł na przyszły rok. Mam na myśli nieco większy, prestiżowy budynek, i znam kogoś kto lubi i umie bawić się światłami :-). Ale to za rok. A tym czasem z całego serca życzę Wam Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, cudnie będzie. To tym razem nigdzie nie wyjeżdżam - wpiszę sobie 2 kwietnia w kalendarz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprawdziłam. Za rok to będzie wtorek zaraz po świętach Wielkanocnych.

    OdpowiedzUsuń

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...