czwartek, 15 października 2009

Miało być krótko, ale nie wyszło


Ponieważ w czwartki już chyba tradycyjnie jestem padnięta, będzie
dziś krótko, ale optymistycznie:




  • W
    przedszkolu jest dobrze. Już nie tylko Grześ opiekuje się i
    przytula do Jędrka, ale i inne dzieci chętnie mu pomagają. Pani
    Agnieszka powiedziała mi, że czasem jest wręcz „bitwa o
    Jędrka”, kto z nim pójdzie w parze. Nie sądzę, żeby Jędrek
    był sam w sobie dla dzieci taką atrakcją, ale pewnie wytworzyła
    się taka moda wśród dzieci. Dobra nasza:) Fajne jest również
    to, że gdy są jakieś zajęcia Jędruś siedzi w kole razem z
    dziećmi. Jeszcze w tamtym roku, jak po niego zachodziliśmy, to
    przeważnie stał sam gdzieś na uboczu, nie był w stanie
    wysiedzieć razem z dziećmi. Na korekcyjnej też pani zauważyła
    poprawę. W tamtym roku pani Agnieszka musiała w zasadzie wszystko
    robić za Jędrka, we wszystkim mu pomagać, teraz w wielu
    ćwiczeniach wystarczy dać polecenie.





  • Na
    basenie Jędruś pływał jeszcze lepiej jak poprzednio. Sam, bez
    żadnych pianek, podpórek. Tyle, że na razie w płetwach, żeby
    było mu trochę łatwiej. Jak dał nura do wody, to odsadził tatę
    na trzy długości Jędrka:)





  • Na
    zajęciach z Weroniki też postępy. Przy machaniu chustą tata może
    już odpoczywać. Jędrek macha z innymi, nie wypuszcza chusty z rąk
    (taka duża okrągła płachta, wokół której stoją ludzie i nią
    machają -szarpią). W tamtym roku był problem, żeby wziął ja do
    rąk z naszą pomocą, nie mówiąc już o tym, że przy każdym
    szarpnięciu mu wypadała z rąk.





  • I
    najważniejsze Jędruś zaczyna używać języka w celu komunikacji.
    Co prawda to, co mówi nie do końca jest adekwatne, ale zauważam
    intencję komunikacyjną :) Wczoraj, gdy chciał cukierka podszedł
    do mnie, wziął za rękę i patrząc pięknie w oczy powiedział:
    SIA. Dziś rano zaś udało mu się powiedzieć CU i to dwa razy. A
    po przedszkolu pod sklepem, to nawet wyszło piękne CU-CU. A potem,
    gdy byliśmy pod domem i zobaczył nadjeżdżającego tatę i
    spytałam go: Kto to? , roześmiała mu się cała buzia i
    powiedział: TA-TI-Ś (bez powtarzania po mnie!). Nie mówiąc już,
    że gdy pytam, kto zrobił bałagan i powyrzucał rzeczy z mamy
    torebki (w poszukiwaniu cukierków), odpowiada: JA. No i pięknie
    powtarza sylabami. Czasem mu coś może nie wyjść, ale generalnie
    nie jest to już problem, robi to w miarę chętnie a nie tylko w
    sprzyjających warunkach.




I na
tym powinnam zakończyć moją opowieść. Ale żeby nie przecukrzać
dodam, że:




  • zrobił
    się z niego straszny szantażysta na cukierki, a w nocy -nad ranem
    urządził dziś jakieś straszne lamenty





  • życie
    ma ciężkie. Jak dziś rano wyszedł o 7.30 do przedszkola, to
    wrócił do domu o 19.30, w między czasie wpadając do domu tylko
    na 15 minut.




Ja też
jestem padnięta. Wczoraj nie sortowałam nazwisk, tylko robiłam dla
Jędrka pomoce naukowe- obrazki do słów do artykulacji – prawie
150 sztuk. Więc biorę przykład z synka i idę spać. Dobranoc.



Hania

1 komentarz:

  1. Witajcie!
    Mój synek, Patryk, też jest dzieckiem z autyzmem. To co opisujecie (no, przedszkola to Wam zazdroszczę ;-) ) przechodziliśmy niedawno...
    I tak mnie uderzyła to parcie na cukierki ze strony Jędrusia... Robiliście badania w kierunku Candidy? Jeśli nie, to warto. Ja osobiście nie jestem zwolenniczką diet dla diet, ale pozbycie się Candidy dużo pomogło Patrykowi - i na rozwój i odporność.
    Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...