czwartek, 1 października 2009

Nieprzewidywalny


Wczoraj
Jędruś nie miał intensywnego dnia. Wstał o przyzwoitej porze, ok.
7.oo (no jakąś tam przerwę nocną miał). Z przedszkolem był w
filharmonii i z tego co wiem, tam mu się podobało (tylko jakiś
problem powstał już po wyjściu; niestety nie wiem jaki, bo tego mi
Jędrek nie powie, a pani go nie zrozumiała). Tata odebrał go
wcześniej bo przed 13.oo, pojechali do Ośrodka Dać szansę na
zajęcia z bardzo miłą panią psycholog (Jędrek nie miał z nią
wcześniej zajęć, tylko na początku wakacji 2 spotkania, na
których robiła mu testy). Gdy tylko skręcili w ulicę prowadzącą
do ośrodka, Jędrek się rozzłościł, ale jakoś udało się
mężowi go opanować. Na zajęciach był już spokojny, nie wstawał
od stołu, nie „dyrgał” swoim zwyczajem. Tylko nie za chętnie
coś robił. Myślę, że to był jego cichy bunt (nie jest
zainteresowany układaniem układanek itd.). Ja mam nawet swoją
cichą teorię, że Jędrka to nudzi bo nie stanowi to dla niego
żadnego intelektualnego wyzwania. Niemniej uważam, że musi to
robić, musi nauczyć się pokazywać, że wie, że rozumie itd. W
każdym bądź razie pani była zaskoczona brakiem buntu czynnego. Ja
też uważam, że to dobry objaw. Żałuję, że nie mogłam być na
tych zajęciach.



Po
południu - wieczorem udaliśmy się z wizytą towarzyską do
znajomej, która też ma autystyczne dziecko. O niecały rok starszą
dziewczynkę, mówiącą, bawiąca się, jak to się mówi -”wysoko
funkcjonującą”. Mogę sobie tylko popatrzeć z zazdrością bo
nawet nie śmiem wierzyć, że nasz Jędrek będzie kiedyś tak
funkcjonował. W każdym bądź razie Jędrkowi się tam podobało
(nie był tam zresztą pierwszy raz), ale dość wcześniej był
zmęczony i śpiący.



Dziś
obudził się o 4.oo rano. Znając jego rozkład dnia zastanawiałam
się jak będzie funkcjonował. W przedszkolu miało być sporo zajęć
bo i religia, i rytmika, i korekcyjna i na dodatek nie było jego
pani wspomagającej. Ale mimo to poszedł na korekcyjną, co mnie
cieszy. Co prawda tata musiał go wcześniej zabrać bo o 14.oo
koniki, o 15.oo basen, potem chwila w domu i o 18.oo Weronika.
Wszędzie dobrze funkcjonował i wrócił radosny do domu i jeszcze
trochę pograsował przed spaniem.



Ja nie
miałam tylu zajęć, co on, a jestem padnięta. Męczy mnie samo
układanie tych zajęć, planowanie, umawianie się, pakowanie itp.
itd. To tempo zaczyna być dla mnie za szybkie. Dobrze, że chłopaków
mam dzielnych:)



Hania




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...