środa, 13 stycznia 2010

Z życia małego autika

Wtorek:
We wtorki Jędrek zazwyczaj bywa na basenie. Wczoraj w końcu miałem małą satysfakcję bo Jędrek wyraźnie okazywał radość gdy się z nim bawię. Ja nurkuję w brodziku i go gonię a on ucieka przed... rekinem. A na koniec, już po gwizdku kończącym zajęcia, na dużym basenie Jędrek sam odważył się skoczyć z brzegu do wody. Zazwyczaj stawał na brzegu i mimo tego że wyraźnie chciał, to potrzebował by choć lekko go popchnąć. Wczoraj się pierwszy raz sam odważył, dał nura, przepłynął parę metrów do stopni, wyszedł... i zrobił powtórkę. Czymś takim jak końcowe gwizdki to on bynajmniej się nie przejmuje :)
Potem byliśmy w KTA na zajęciach z integracji sensorycznej z panią Ulą (niestety ostatnich w tym cyklu). Jędrek dał się w końcu przekonać do "helikoptera" (4 podwieszone z góry szelki na ramiona i uda) i latał prawie po całej sali :) Właściwie to on uwielbia wszystkie ćwiczenia z huśtawkami. Potem siedząc na huśtawce wrzucał woreczki do plastikowej misy. I to jak pięknie wrzucał. Musiał wyczuć moment, gdy huśtawka jest w najbliższym położeniu i prawie za każdym razem trafiał. A potem przy zgaszonym świetle, tylko w blasku lampy UV, bawił się przedmiotami, które przy takim oświetleniu mieniły się magicznymi kolorami. Pani Ula to potrafi skupić dziecka uwagę :)
A ja kończę już bo czas się zbierać dziś na basen. Relacja z dzisiejszego balu karnawałowego będzie już w następnej notce.

-tata

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...