wtorek, 25 maja 2010

Kolejny tydzień

Dni lecą, jedne pomyślniej, inne mniej. Jędrek na zajęciach zachowuje się różnie. Przeważnie nie najgorzej, aczkolwiek zdarzają się różne chwile. Np. dzisiejsze zajęcia z SI, połowę przeprotestował bo chciał spać (zasnął w drodze na zajęcia). Ale poza tym w ostatnim tygodniu nie było źle. Na zajęciach z hipoterapii w czwartek Jędrek był bardzo zadowolony, co nas utwierdziło w przekonaniu, że ta forma zajęć Jędrkowi pasuje, choć to tylko jeżdżenie w kółko na koniku. W piątek u pani psycholog też całkiem dobrze pracował, głównie układał piankowe puzzle z pojazdami. Wczoraj na zajęciach grupowych był w dobrym humorze, ładnie się poddawał temu, co było trzeba robić. Bardzo szwankuje jego samodzielność (co jest mocno widoczne na takich zajęciach grupowych; prawie we wszystkim trzeba mu pomagać, wspomagać go), ale dobrze jest jak współpracuje, poddaje się, nie buntuje. Wczoraj było naprawdę ok.
Tylko to porównywanie... Jak porównuję Jędrka do innych dzieci, to się dołuję.
Wróciłam dziś taka zdołowana z lekka (?) z zajęć, po licznych głupkowatych przygodach (typu uciekł mi autobus itp. itd.), myśląc sobie pesymistycznie o tym, że nie wiem, czy cała ta nasza praca i wysiłek ma większy sens (bo albo my nie tak pracujemy jak trzeba, albo Jędrkowi jest za mało, albo nic mu nie pomoże). Włączyłam TV, posłuchałam o powodziach i pomyślałam: "Kobieto, nie narzekaj!" Po czym zdecydowałam się po raz kolejny popracować z Jędrkiem (pracowaliśmy przed zajęciami, ale skończyło się to mało optymistycznie buntem Jędrka, aczkolwiek zaczęło fajnie, bardzo ładnie pokazywał mi palcem obrazki). Tym razem cała praca była pozytywna. Jędrek ładnie podpisywał obrazki etykietami (z daleka) a potem mi podawał (przynosił) odpowiednie obrazki. I nawet nie było większego problemu z samodzielnym schylaniem się!
Co poza tym? W niedzielę mieliśmy komunię starszego syna. Wszystko było fajnie. Jędrkowi też się podobało (on bardzo lubi takie imprezy). Tylko zdarzyła mi się po raz pierwszy niemiła sytuacja w kościele. Otóż przed mszą Jędrek sobie coś tam gaworzył (nie krzyczał bynajmniej). Odwróciła się starsza kobieta i ze złością spytała, czy on nie może się powstrzymać. Ja jej na to, jeszcze grzecznie, że to jest dziecko niepełnosprawne. Ona, bynajmniej niezmieszana, że nie powinien tu być, bo PRZESZKADZA. Oj, zagotowało się we mnie. Powiedziałam jej, że powinna się wstydzić, jeśli uważa, że niepełnosprawne dzieci powinno się zamykać w domu i w ogóle powinna się wstydzić swojego stosunku do niepełnosprawnych. Odwróciła się bynajmniej nieprzekonana, a we mnie się gotowało. Ale starałam się i staram powstrzymać swoją złość, żeby nie być taką samą głupią babą.
Niestety obserwuję u siebie duży poziom złości. Moja frustracja, problemy z Jędrkiem rodzą we mnie złość. Do świata, do Pana Boga, do ludzi. Wiem, że to nielogiczne. Ale prawdziwe, aczkolwiek staram się to kontrolować, w sensie - mieć tego świadomość, co z czego wynika.
A na basenie sielanka. Jędrek pływa pięknie.
PS. Dziś, zdesperowana, spytałam Jędrka, czy będzie się kiedyś z nami komunikował. A on mi na to: NIE. No to mnie pocieszył, gałgan jeden.

5 komentarzy:

  1. Oj kochana, tez bym sie wkurzyla, bo choc na glupote podobno nie ma rady, i szkoda energi na uswiadamianie, to jednak uwazam ze czasem warto takiej pani/panu uswiadomic ze zle robi i zwyczajnie publicznie zawstydzic. Obawiam sie ze ja w tej sytuacji moglabym sie mniej dyplomatycznie zachowac .. hehe. Oh..na diecie jestem od jakigos czasu, i lepiej mi w droge nie wchodzic ostatnio. Bo moge ugryzc. Ale tylko zlych ludzi gryze, tym dobrym robie szaszlyki..:) buziaczki kochana

    OdpowiedzUsuń
  2. Haniu mnie jak kobieta zwruciła uwagę że dominika jej przeszkadza w Kściele : to w tedy dotarło do mnie że moja mała księżniczka jest inna -płakałam,gryzłam i nieomal nie przejechałam kobiet kolejnej na pasach(nie powinnam kierować w takim stanie ) w chwili obecnej nie zabieram Dominiki do kościoła bo jak ktoś by mi zwrucił uwage to nie ręczę za siebie A kazanie odprawiła bym Ja i na Ambonie .pozdrawiam
    mnie boli :

    OdpowiedzUsuń
  3. kobieta w kościele -brak słów. najczęściej to ludzie którzy do kościoła bynajmniej nie chodzą dla Boga. bo dla Boga wszyscy jesteśmy równi. a Twoja praca na pewno przyniesie efekt, a pracowitość popłaca.

    OdpowiedzUsuń
  4. To tej kobity nie powinno być w kościele bo zachowała się nie po chrześcijańsku.Jan Paweł II na pewno pobłogosławiłby Jędrka i przytulił. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę sobie, że miłosierdzie boskie jest nieograniczone i że w kościele jest miejsce i dla Jędrka i dla tej niezbyt mądrej pani.

    OdpowiedzUsuń

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...