poniedziałek, 14 czerwca 2010

Kolejny pracowity weekend

Kolejny pracowity weekend. W piątek po przedszkolu - koniki, a potem ognisko integracyjne z Fundacji Nadzieja i Szansa - tam, gdzie się zakwalifikowaliśmy na zajęcia - 70 godzin (do wykorzystania do połowy grudnia). Sporo, więc fajnie, szkoda tylko, że to tylko jednorazowe, bez kontynuacji. 10 zajęć z hipoterapii, 15 (po 45 min) z pedagogiem, 45 z biofeedbacku. Hipoterapię zaczynamy już we wtorek (zobaczymy, czy będzie się to jakoś różniło od hipoterapii w Jurowcach), z pedagogiem też zaczynamy w czerwcu, zajęcia z biofeedbacku od sierpnia. Mamy nadzieję, że coś nam wyjdzie z tego biofeedbacku, wcześniej można pożyczyć specjalny czepek, żeby w jakiś sposób przygotować w domu dziecku do zajęć.
Po ognisku (na którym Jędrkowi dobrze było:) późnym wieczorem wyruszyliśmy na południe Polski. W sobotę rano zajęcia u pani Eli w Krakowie. Jędrek nas zaskoczył bo już w Krakowie po wyjściu z samochodu zrobił protest. Hmm, wiem, że nie są to dla niego łatwe zajęcia. Pierwsze 1,5 godziny było ciężkie, ale drugie (po przerwie oczywiście i wizycie w McDonaldzie), było ok. Pani Ela próbowała z Jędrkiem głównie dwie rzeczy: słuchanie przez słuchawki, to co ćwiczyli i co pani Ela nagrywała oraz czytanie bez podpowiedzi słuchowych lub mimicznych, a tylko na podstawie podpowiedzi typu: język do góry, do tyłu, świśnij przez zęby itd. Czytanie sylab z A właśnie w ten sposób wychodziło mu przepięknie. Ze słuchaniem przez słuchawki też mnie Jędrek zaskoczył. Bo na pierwszych zajęciach protestował dość mocno, ale na drugich słuchał uważnie i wyraźnie mu się to podobało. Nic już nie protestował, słuchał, a nawet chciał by mu pokazywać, co słucha. Dla mnie bomba. Od dłuższego już czasu przybieraliśmy się do słuchania przez słuchawki, ale jakoś brakowało nam odwagi i determinacji by spróbować (mamy bardzo złe doświadczenia z zakładaniem Jędrkowi czegoś na głowę, a tu proszę, jedne zajęcia u pani Eli i po buncie). Dziś po powrocie włożyłam mu słuchawki na głowę, włączyłam jedno z nagrań pani Eli. Słuchał bez protestu, trochę powtarzał. Trwało to niezbyt długo, ale zawsze coś! Normalnie szok. Teraz musimy kupić porządne słuchawki bezprzewodowe (by łatwiej było zapanować na Jędrkiem) i dyktafon cyfrowy do nagrywania nowych słów. Może to mu rzeczywiście pomoże. Będzie lepiej słyszał. Tak czy siak, mam nadzieję, że to nam może pomóc nawet i w biofeedbacku. A może i na Tomatisa się kiedyś załapiemy. No ale przede wszystkim, mam nadzieję, że mu to pomoże opanować lepiej słownictwo, które on moim zdaniem ma opanowane w sposób bierny, ale nie czynny.
Oprócz zajęć, co mogę powiedzieć. Że Jędrek jest zaprawiony w podróżach i kilkugodzinna podóż z nim nie stanowi większego problemu. I że lubi odwiedzać ludzi i dobrze się czuje w obcych domach. A jedna z moch koleżanek stwierdziła, że widać dużą różnicę w zachowaniu Jędrka i jego relacjach z Piotrkiem - na plus, więcej kontaktu - zabawy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...