niedziela, 12 września 2010

Pierwszy tydzień

Mija pierwszy tydzień nowego roku szkolnego. Jędrek powrócił do przedszkola po wakacyjnej przerwie bezproblemowo, z zadowoleniem.  To być może jego ostatni rok w przedszkolu. Grupa ta sama, panie te same. Tylko sala inna (niestety mała, choć dzieci też mniej - część odeszła do szkoły), ale na razie Jędrkowi zdaje się to nie przeszkadzać. Ma swój ulubiony kąt z kolorowymi zabawkowymi naczyniami (wiadomo, łyżki czy widelce zamiast kredek;)
Próbujemy układać plan zajęć poprzedszkolnych na bieżący rok, ale nie jest to łatwe. Wciąż brak informacji o wczesnym wspomaganiu (miasto najwyraźniej postanowiło sobie oszczędzić, choć na wrześniowych zajęciach :(
Korzystamy więc z tego, co możemy. W tym tygodniu Jędruś miał więc głównie zajęcia z Fundacji Nadzieja i Szansa (biofeedback - x6 i pedagog: 2 spotkania po 1,5 h), basen ze START-u (x4) i TWzK (x1), zajęcia grupowe plastyczno-ruchowe, zwane przeze mnie ART-terapią w KTA (x1) i hipoterapię z TWzK (x1). W sumie codziennie po przedszkolu 2-3 zajęcia. Na szczęście udaje nam się je tak poukładać, by Jędrek miał chwile odpoczynku między zajęciami, wiec nie wydawał się być przemęczony.
Na biofeedbacku grzecznie oglądał bajki, pod koniec tygodnia nawet lepiej, jak na początku, kiedy to się trochę za bardzo kręcił. Zostawiamy go już na zajęciach samego bezproblemowo. U pani Asi - pedagog Jędrek miał doskonały humor, aczkolwiek nie na wszystkich zajęciach wykazywał zapał do pracy, zwłaszcza w drugiej części zajęć (co mnie w ogóle nie dziwi, 1,5 h to trochę za długo na raz). W piątek Jędrek czarował panią Asię, przytulał się, uśmiechał. Mały don Juan.
Chociaż największą ostatnio (i nie do końca spełnioną) miłością Jędrka jest pani Żaneta z koników. Jędrek wyraźnie poczuł do niej ogromną sympatię. W czwartek na konikach zaczął grymasić, był wyraźnie niepocieszony, a gdy przyszła pani Żaneta - grymasy się natychmiast skończyły, Jędruś się uśmiechał, głaskał ją po włosach itd. Szkoda, że pani Żaneta jest tam tylko tymczasowo, na stażu.
Na basenie Jędrek wskakuje do dużego basenu i robi kilka basenów jak rakieta. Nie potrzebuje już przynęty w postaci deski czy płynącej przed nim mamy. Teraz to on sunie przodem. Czasami ma takie przyspieszenie, że ja wymiękam. Tyle, że nie starcza mu sił i motywacji na dłużej. Po kilku basenach idzie na brodzik i tam już tylko sobie skacze, trochę nurkuje, albo też (co jest sztuczką, która kiedyś tatę wprawiła w niemałe osłupienie, gdy stracił z oczu syna na brodziku) siada sobie pod wodą po turecku całkowicie zanurzony i 'medytuje' jak mały budda aż mu się skończy powietrze. Dziś z tatą uczył się pływać na plecach, pozwalał się na trochę kłaść na plecy i podtrzymywany lekko od spodu za biodra się nie napinał, nie próbował zwijać w kłębek.
Zajęcia grupowe w KTA też były bardzo udane w tym tygodniu. Tata wrócił zadowolony. Jędrek ładnie (z niewielką pomocą taty) namalował rysunek i w ogóle ładnie reagował na różne polecenia, np. robił tak jak inne dzieci, obserwował i naśladował co robią pozostali.
W domu pracujemy sobie spokojnie. Jak mamy czas i oboje jesteśmy w nastroju. Głównie słuchamy nagrań do zeszytów, Jędrek powtarza, czytamy, odpowiada na pytania. Ale ponieważ widzę, że zaczyna być tym zmęczony, zniecierpliwiony, staram się wprowadzać inne elementy. Np. po powtórzeniu zeszytu z naczyniami idziemy do kuchni i nazywamy wszystko, co się da. Albo dziś powtarzaliśmy czasowniki, a potem bawiliśmy się z Piotrkiem, Piotrek pokazywał czynności, a my z Jędrkiem je nazywaliśmy (moja pomoc polegała tylko na podaniu pierwszej litery czy sylaby, czasem tylko układu ust).Wczoraj też pracowałam z Jędrkiem z grą "Gdzie jest żabka?", świetnie odnajdywał małe elementy na obrazkach, najwyraźniej wszystko to pamięta (pracował  na tej grze w tamtym roku kilka razy z panią psycholog). Używam też alfabetu Wianeckiej, Jędrek z niewielkim moim wspomaganiem odpowiada pisemnie mi na pytania typu: Jak nazywa się posiłek, który jemy wieczorem? - KOLACJA, Co myjemy, jak zrobimy siku? - RĘCE, czy też do obrazków: Co to? - ŻABA, KSIĘŻYC itd. Moja pomoc, wspomaganie jest coraz mniejsze, widzę wyraźnie, że on to potrafi, tylko blokada jest jeszcze zbyt duża. Na razie wciąż dotykam jego pleców, podpowiadam ustnie, np. "Tak, dobrze", albo: "obok", jeśli się zacina i krąży wokół litery. Chcę go odblokować w sposób łagodny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...