środa, 27 lipca 2011

A my z nowu w Czarnym Lesie

Jesteśmy na turnusie w Czarnym Lesie. Jędrek dzielnie ćwiczy.
U Szymona przełamuje różne swoje nadwrażliwości i zahamowania, typu noszenie gogli (hurra! na wtorkowym basenie pełne zwycięstwo), owijanie w kocu i inne takie ćwiczenia, z którymi jest problem np. na zajęciach metodą Weroniki Sherborne (dziś było niemal pokazowo :)
U Asi ćwiczą głównie samodzielne nazywanie przedmiotów bez żadnych podpowiedzi. To jest dopiero masakra. Zna przedmioty, zna nazwy, potrafi je bez problemu wymówić, ale jak nie ma żadnej podpowiedzi (choćby machnięcia językiem), to ból straszny żeby powiedzieć. Niemniej trochę się udaje. Jestem dobrej myśli. Choć wiem, że to, że udaje się to Asi (choć też bardzo powoli), nie przełoży się zaraz na to samo ze mną czy z innymi. Ale spokojnie, dojdziemy do tego :)
Wczoraj była też super sytuacja, gdy Jędrek otworzył lodówkę i na pytanie jednej z mam, co szuka, odpowiedział: SER. Mnie w przy tym nie było, ale ta mama mówi, że miała naprawdę fajne wrażenie komunikacji. Patrzył się ładnie, odpowiadał itd.
Bardzo się cieszę z tych turnusów i postępów Jędrka.
PS. A co do Jędrkowych fiksacji, to odłożył na bok rozwalanie zabawek w domku. Teraz koniecznie chce na plac zabaw i tam kręci się w piaskownicy z łopatką i miotełką i jest przeszczęśliwy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...