środa, 6 czerwca 2012

En rose

Uff, czas by zauważyć i napisać coś pozytywnego, lekkiego. Świata swoim gadaniem nie zbawię, chyba tylko wrogów sobie narobię. Baa, jakiego świata, ja mam problem ze "zbawieniem" swego dziecka. Pewnie jest coś w tym, żem matka nieudolna. On dziecko, trudne wyjątkowo, ja matka nieudolna - to Ci komplet:) Nic to, nic to. Tacy też muszą być. Może po to, żeby kiedyś napisać książkę - historię - pasmo naszych porażek. Jedna koleżanka mi powiedziała, że taka książka by się jednak przydała. Ku przestrodze.
Ależ optymizmem powiało, nie?;) A bo to życie nie takie różowe. La vie en rose tylko w piosence. A może to kwestia patrzenia? Na to samo można patrzeć różnie i interpretować to inaczej, mniej lub bardziej optymistycznie. A wiec poszukujmy różowego.
Jędrek się zmienił. Piszę o jego trudnych zachowaniach, o tym, że bywa agresywny i to jest przykre i ciężkie (zwłaszcza jak nie rozumiemy skąd się bierze jego złość), ale jest też druga strona. Jędrek jest dużo bardziej kontaktowy i w domu i poza domem. Serce mi się śmieje, jak widzę, jak razem łobuzują z Piotrkiem, jak Jędrek się zaśmiewa, prosi o zabawę, jak łatwiej wyraża swoje potrzeby i zachcianki. Jak dużo bardziej jest zainteresowany światem. Przecież kiedyś miał zestaw 4 klocków i to mu wystarczało na kilka miesięcy. Teraz co nie raz jego zabawki, jego formy spędzania czasu się zmieniają, ciągle szuka czegoś nowego. Owszem to jest dla nas trudniejsze, ale z drugiej strony świadczy o jakimś rozwoju. I w takie cudny kontakt emocjonalny wchodzi przy zabawie. Ja se w ogóle myślę, że myśmy za mało czasu i sił poświęcali tej sferze. No bo trzeba było pracować, terapię ciągnąć. Mea culpa, mea culpa. A teraz przedkładam naszą przyjemność i spokój nad terapię. Terapia przez miłe, spokojne życie. Musimy odetchnąć, musimy złapać spokój i równowagę. To oczywiście nie znaczy, że przestaliśmy robić cokolwiek, nie jeździmy na żadne zajęcia i nic nie robimy w domu. Z Jędrkiem tak się nie da, zanudziłby się chłopak. Ale aktualnie przedkładam nasz komfort nad tzw. terapię i preferujemy formy przyjemne (typu basen, konie itd).

6 komentarzy:

  1. U nas też okres wzmożonej agresji, a ja mam wyrzuty sumienia, że za mało pracujemy, a za bardzo cieszymy się žyciem na basenach i placach zabaw. Ech. Trzymajcie się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. HANKA!!!!! jak jeszcze raz usłyszę matka nieudolna to pojade i wklepie na goły nie bacząc na nikogo!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawe, czy to podchodzi pod groźbę uszkodzenia ciała;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie grozba, to obietnica;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że kusząca ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z usmiechem przeczytalam ten wpis. Pamietasz, jak kiedys bronilas tych wszystkich godzin terapii, a ja durna sadzilam, ze to tak latwo zrozumiec, ze terapia dziecka z autyzmem niekoniecznie przez specjalistyczna terapie musi sie odbywac:) wiem, ze na pewno ciezko rezygnowac bez wyrzutow sumienia, ale "nic-nie-robienie" wcale nie musi oznaczac nieudolnosci wychowawczej i doslownego nie robienia niczego. Czasem przez po prostu w miare przyjemne spedzanie czasu robisz wiecej, niz wybitny specjalista przez wiele lat. Nie zapominaj o tym.

    OdpowiedzUsuń

Żeby nie było za dobrze

Kłopoty ze skórą Jędrka trwają. Mimo diety raz jest lepiej raz gorzej. Dziś otrzymaliśmy wyniki badań. Wyszło, że Jędrek ma helikobakter, ch...