środa, 24 października 2012

Do trzech razy sztuka... a nawet para

Wczoraj Jędrek chyba nie mogąc się doczekać aż mu pomogę nałożyć buty zapinane na rzepy założył je sam. Pierwszy raz w życiu! Może też się zagapił i zapomniał, że ma zazwyczaj problem z podwijającymi się do środka języczkami? A może to efekt ćwiczeń w KTA? Jeszcze nie zdążyłem o to terapeutów spytać, a dziś (i to dwa razy) też sam sobie z butami poradził. Dodatkowo na basenie, gdy się już ubieraliśmy po pływaniu, wpierw założył buty, potem sam chwycił worek na buty i odniósł paniom szatniarkom, a potem sam, bez przypominania, powędrował do toalety (zawsze się opija sporo wody, więc odwiedzenie ubikacji przed podróżą samochodem jest jak najbardziej wskazane). Gdyby ktoś, nie znający bliżej autystów spytał: "Czy można być z tego typu osiągnięć dumnym?" pewnie zdziwiłby się, słysząc moją odpowiedź, że TAK. Otóż moi drodzy, jestem bardzo dumny z tych małych kroczków w samodzielności mego syna. Jak to powiedział na Księżycu pewien astronauta: "To mały krok człowieka, a wielki ludzkości" :)
A na basenie... Jędrkowi spodobało się ostatnio nurkowanie. Wprawdzie już wieki temu na brodziku radził sobie z przepłynięciem między (zazwyczaj moimi) nogami, gdy stałem w rozkroku, ale całkiem niedawno opanował tę sztukę na tyle, że robi to teraz nawet wtedy, kiedy stoję po ramiona w wodzie. Jeszcze większą frajdę sprawia mu sytuacja, gdy na torze płyniemy naprzeciw siebie i prawie już mamy się zderzyć głowami, to on daje susa w dół i tak się mijamy w pionie. Ja górą, on dołem. A czy można pływać i nurkować śmiejąc się od ucha do ucha? Ja próbowałem i średnio mi to wychodzi, a Jędrek potrafi zanurzyć głowę z otwartą buzią. Może on faktycznie ma skrzela?

Z innej beczki. W procedurze wprowadzania PECS (komunikacja obrazkowa) jest taki etap, nazywany IIIA, w którym dziecko różnicuje obrazki wzmocnień i podaje prawidłowy tzw. partnerowi komunikacyjnemu. Około dwóch tygodni temu, gdy zostałem po południu sam z moimi urwisami, kiedy już opanowałem sytuację i ich, (i siebie) nakarmiłem, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, zapadłem w krótką poobiednią drzemkę. Mój sen przerwało szarpanie za ramię. No tak, to Jędrek, ale kiedy tylko otworzyłem oczy przed nosem zobaczyłem PECS'a: PIĆ. Ponieważ, ucząc dziecko komunikowania się, trzeba reagować najszybciej jak to możliwe, by dziecko miało poczucie sprawczości, to w sekundę byłem już na nogach i powędrowaliśmy do kuchni. Co było w tym niesamowite? Otóż młody miał PLAN! Przygotował sobie odpowiedni obrazek, podszedł i dopiero wtedy zaczął mnie budzić. Nie wiem jak Wy, ale ja byłem pod wrażeniem. Nasza mentorka od PECS'ów, Magda, zgodziła się, że fazę, w której dziecko budzi śpiącego partnera komunikacyjnego, mogę nazywać IIIA+ :)

Dopisek mamy Jędrka:
1. Uściślę, włożyć samodzielnie buty Jędrkowi się zdarzyło parę razy w życiu, ale akurat nie te buty. W tych trzeba mu było chociaż podciągać - przytrzymać język od butów. A poza tym z niego jest leniuszek...
2. Co do PECS ja bym powiedziała, że jest to faza IIIB+ ponieważ Jędrek tego PECS-a wybierał sam ze środka książki spośród wielu innych PECS-ów. Zdarza mu się tak czasem. Ja dość często bywam tak "przymuszana" przez Jędrka do reakcji, niestety niekoniecznie adekwatnym PECS-em.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...