poniedziałek, 17 czerwca 2013

Pobieranie krwi.

Pobieranie krwi u rzadko którego dziecka jest sprawą bezproblemową. U Jędrka po serii badań, które przeszedł, gdy miał 3 lata (na początku diagnozy), zupełnie naturalnie wszelki kontakt z lekarzem czy pielęgniarką stał się problemowy. Jędrek został wystraszony bardzo mocno. Nie marzyliśmy więc nawet, że dziś pójdzie to tak sprawnie, niemal bezproblemowo. Owszem, Jędrek po wejściu do gabinetu stanowczo był na nie i próbował chować się za tatę i krzesełko. Nawet pokazał nam groźną minę, by być bardziej przekonywującym. Ale w końcu dał się przekonać, usiadł na kolana, dał rękę, nie wyrywał się, dał sobie pobrać krew. A że było 7 ampułek (jedną dorzuciliśmy od siebie - postanowiliśmy przy okazji zbadać mu grupę krwi; zupełnie nie mogę pojąć, czemu nie robi się tego dzieciom po urodzeniu), to kłuć trzeba było 2 razy. Sama zresztą nie wiem, czy dla Jędrka gorsze jest kłucie, czy przytrzymywanie. Trzymały dwie osoby i on to dzielnie znosił. Najwyraźniej działały obietnice, że już zaraz za chwile pójdziemy i kupimy w sklepie, co będzie tylko chciał i pojedziemy na fast fooda. Jędrkowi wyraźnie podobała się obietnica, że kupimy tyle butelek picia, ile będzie chciał (nic mama nie będzie ograniczać). A po pobieraniu krwi dał sobie nawet przykleić plasterek i trzymał go do końca naszego pobytu w gabinecie (poprosił mnie o zdjęcie już za drzwiami). I dzielnie próbował pluć do próbówki (mieliśmy zebrać ślinę, ale to okazało się jednak za trudne; tak jak myślałam). W każdym bądź razie, to co najważniejsze zostało zrobione i poszło to nadzwyczaj dobrze i sprawnie. A tak się obawiałam zbierania tego całego materiału potrzebnego do bilansu. Jędrek był rewelacyjny. Moja koleżanka, która został z nim wieczorem w sobotę (mam taką kochaną; sama się zaoferowała, wypchnęła nas do teatru), powiedziała, że Jędrek jest dużo spokojniejszy teraz, ma więcej zaufania do nas i do innych ludzi. I to prawda.
No więc materiał został wysłany do laboratorium do Belgii.
Jędrek w sklepie wybrał sobie 3 butelki napojów (ostatnio preferuje wodę cytrynową). Pojechaliśmy do KFC, a potem Andrzej odwiózł go do szkoły. Mam nadzieję, że nie będzie tam odreagowywał. Wydaje się, że przeżył to pobieranie krwi bez większego stresu.
Panie były bardzo profesjonalne i życzliwe. Diagnostyka, ul. Antoniukowska 11. Polecam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Na skraju... niestety nie lasu

Strasznie dawno tu nie pisałam. Prawie już zapomniałam jak to robić.  Trudny to rok.  Od ubiegłego roku szkolnego Jędrek ma nową panią terap...