niedziela, 29 września 2013

Co słychać u Jędrka?

Ano co? Życie się toczy :-)
Jędrek ostatnimi czasy (mam wrażenie, że od początku wakacji) śpi w miarę dobrze. Budzi się nawet dopiero ok. 7.oo. Potem bierze grzecznie swoje leki (granulki z neuroprzekaźnikami, jakieś bakterie na jelita i autoszczepionkę co 2 tygodnie w postaci granulek na układ odpornościowy), po których co najmniej 15 minut nie może jeść. Grzecznie to akceptuje i grzecznie jedzie z tatą do Ośrodka. Tam jest grzeczny, pracując raz lepiej, raz gorzej (dokładniejsze dane będę miała we wtorek po spotkaniu z terapeutą Jędrka).
Po szkole albo jedzie z tatą lub z nami na basen, gdzie super się bawi i pływa, przy czym jest tam bardzo radosny, albo do Magic Gym (siłownia + basen; to też jest w ramach Startu; w ostatni poniedziałek Jędrek tam super biegał na bieżni; szło mu dużo lepiej jak tacie;-), albo na konie (choć to głównie w teorii bo choć jesteśmy umówieni 2 razy w tygodniu to ciągle a to z powodu pogody a to z innego, nam to nie wychodzi, a szkoda, bo Jędrek to lubi i liczę na to, że październik będzie pod tym względem bardziej udany), albo po prostu wraca do domu.
I wtedy pierwsze kroki kieruje obowiązkowo do lodówki. Jeszcze w butach, kurtce, z plecakiem na plecach. Innej opcji nie ma. W lodówce zazwyczaj czeka już na niego jego ulubiona sałatka i serek. Jędrek je (największą łyżką) i bierze kolejne leki - oleje, żelazo, cynk i coś tam jeszcze , czyli jakieś tam witaminy, probiotyki. Wszystkie kapsułki muszę przebijać, albo otwierać i wysypywać z nich proszek bo nie połknie inaczej. Oleje łyka tak dzielnie, że klękajcie narody (ja raz spróbowałam i myślałam, że zejdę z tego świata - obrzydlistwo). Najbardziej nie lubi żelaza z cynkiem, ale jak mówię mu, że trzeba to łyka. A potem się bawi po swojemu, czyli chodzi po domu i psoci. Rwie i niszczy, co mu wpadnie w ręce. Niestety okres folijkowy minął, więc wszystko jest zagrożone (w piątek żywot zakończyła okładka od książki z biblioteki; przyznaję byłam wściekła). Ciężko go upilnować. Za to jest radosny i pogodny. Co nie raz pociągnie mnie za rękę, żeby się z nim pobawić, czyli albo go wyłaskotać, albo położyć się obok. Z tym, że leżeć należy w takiej pozycji, jak on sobie wymyślił, czyli np. z ręką ułożoną tak a nie inaczej. Czasem się na to buntujemy, ale w końcu to i tak przeważnie wychodzi na jego.
Wieczorem zasypia grzecznie ok. 22.00.
I tak mija dzień po dniu.
Grunt, że Jędrek wygląda na zadowolonego. Poza tym jakiś zmian w jego zachowaniu nie widzę.

1 komentarz:

  1. niech pani napise po spotkaniu z terapełtą Jędka we wtorek

    OdpowiedzUsuń

Żeby nie było za dobrze

Kłopoty ze skórą Jędrka trwają. Mimo diety raz jest lepiej raz gorzej. Dziś otrzymaliśmy wyniki badań. Wyszło, że Jędrek ma helikobakter, ch...