sobota, 7 grudnia 2013

Pierwszy zimowy weekend

Mój pierwszy wolny weekend od miesiąca. Może nie tyle wolny (bo roboty, że ho ho), ale niewyjazdowy - domowy. Cudownie.
Za oknem biało. Czuję się, jak pod puchową pierzynką bo w domu ciepło.
Rano zmobilizowaliśmy się i pojechaliśmy całą rodzinką na basen. Tak się ostatnio składa niefajnie, że rzadziej jeździmy. Z powodu pracy, obowiązków i drobnych chorób. Z jednej strony szkoda, z drugiej - bardziej doceniamy, jak już jesteśmy :-) Dziś Piotrek znowu ćwiczył Jędrka. Hipnotyzował go mówiąc: Płyniesz, płyniesz. I Jędrek płynął. Czasem na plecach. Pięknie. Na początku pływałam na innym torze z drugiej strony basenu i wydawało mi się, że Jędrek "muka". Chyba mi się tylko wydawało bo Piotrek niczego takiego sobie nie przypomina. Mnie zaś uruchomiły się przykre wspomnienia, jak to było kiedyś. Jak Jędrek ciągle np. "mukał". Trudno to nawet opisać. Było to takie ciągłe wydawanie specyficznych dźwięków, które sygnalizowały, że Jędrkowi jest źle i że może się rozzłościć. We mnie to mukanie uruchomiało automatycznie stres, poddenerwowanie (byłam bezsilna, w stanie chronicznego zagrożenia i dyskomfortu). Dziś mi się to przypomniało i uzmysłowiło, jaką długą drogę zrobiliśmy, jaki postęp. Jak jest teraz dobrze. I choć wciąż boję się, mam świadomość, że ten dobry stan nie jest dany raz na zawsze. Ale cieszę się tym, co jest. Czuję się szczęśliwa. Znów jest nam dobrze z Jędrkiem. Jak przed podjęciem terapii (czyli ponad 6 lat temu). Dochodzimy do siebie? Staramy się. Szukamy naszej drogi. Szukamy, szukamy.
Dziś Jędruś z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością oglądał ze mną na komputerze świąteczne animacje (znajoma przysłała mi takie kartki z Francji, codziennie się klika i choinka trochę inaczej "się ubiera"). Jędrek domagał się bym mu to włączała wielokrotnie. Oswaja się nasz syn. Kto wie, może kiedyś sam będzie zasiadał na chwilę do komputera. Rzeczy niemożliwe stają się możliwe.
Dziś przeczytałam nowy komentarz na blogu pod starą notatką o metodzie krakowskiej. Odżyły wspomnienia, niekoniecznie najlepsze. Myślę, że dużą krzywdę zrobiliśmy Jędrkowi i sobie przez te kilka lat terapii tą metodą. Nie tak się z ludźmi postępuje. Uczę się postępować z nami po ludzku. Dać nam żyć. Piszę nam bo to dotyczy całej naszej rodziny, nie tylko Jędrka.

1 komentarz:

  1. Popieram :) trzeba się cieszyć tym co osiągnęły nasze dzieci, bo jeszcze wszystko może się cofnąć. Oby nie, ale ja ciągle się tego boję.
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka.

    OdpowiedzUsuń

W teatrze

Wczoraj byłam z Jędrkiem w teatrze. Dostałam zaproszenie na "W pustyni i w puszczy 3" i postanowiłam zaryzykować. Nasze ostatnie w...