poniedziałek, 5 października 2009

1 % podatku - złe wieści

Wpis na forum fundacji "Zdążyć z pomocą". Pozwolę sobie zacytować w całości a pod nim nasz apel który wyslaliśmy dziś do wszystkich członków komisji sejmowej. Hania nie wierzy w to, że nawet to przeczytają, ale cóż, trzeba próbować... Pogrubienie w liście Pana Jacka Piechoty jest moje. Proszę zwrócić uwagę jak można manipulować informacją. Widocznie kogoś boli, że za dużo pieniędzy idzie na konkretną pomoc, a nie na dlubanie urzędników w nosie. Są nadużycia - proste rozwiązanie, doprecyzować co jest pożytkiem publicznym a co nie. Ale najlepiej kombinować jakby tu się rakiem w ogole z 1% wycofać. W tym kierunku to idzie. Zniechęcić ludzi do przekazywania 1% na OOP bo większość podatników woli pomóc konkretniej osobie a nie anonimowej organizacji, więc najpewniej nie wskaże za rok żadnej. Drugi "genialny pomysł" to taki, że nie podatnik a pracodawca ma rozliczać PIT. Bynajmniej nie chodzi tu o dobro podatnika, w to nie wierzę. A to że podatnik często straci kontrolę nad możliwością wskazania 1% to więcej jak pewne.


Witam,

Otrzymałem właśnie sygnał że w środę zbiera się komisja która zamierza
wpisać w projekt ustawy zmianę , która uniemożliwi wskazywanie dziecka
w PIT za 2009 rok.Oto pismo Pana Sławomira Piechoty który dosyć jasno
przedstwaił stanowisko rządu.Trzeba działać i to szybko bo dziura
budżetowa może być łatana kosztem naszych dzieci.

wklejam treść listu za zgodą Pana Aleksandra Komanieckiego.



Wrocław, dnia 2 października 2009 roku



Sławomir Piechota

BP.SP/R/58/2009


Szanowny Panie,

W związku z Państwa pismem z dnia 1 października 2009 roku w
sprawie przekazania listu otwartego, sygnowanego przez organizacje
pożytku publicznego członkom Komisji Polityki Społecznej i Rodziny,
informuję że adresy biur poselskich wszystkich członków komisji są
dostępne na stronie internetowej www.sejm.gov.pl
i nie ma powodów, aby przekazywać taki list bezpośrednio na posiedzeniu
komisji. Bez wątpienia lepiej przecież będzie, jeśli takie pismo
posłowie otrzymają wcześniej i będą mieli czas na zapoznanie się z jego
treścią.

Odnosząc się zaś do kwestii poruszonych przez Państwa w liście
otwartym, wyjaśniam, że wpływy z tytułu 1% to podatek, który państwo
pozwala zaadresować wprost do organizacji prowadzących działalność
pożytku publicznego, na działania statutowe, a nie na potrzeby
konkretnej osoby. Należy podkreślić, że środki finansowe pochodzące z
1% to nie darowizna, a zobowiązanie wynikające z prawa podatkowego,
które państwo pozwoliło zaadresować do wybranej organizacji pożytku
publicznego.

Ponadto możliwość wskazania konkretnej osoby istnieje nie od 6
lat, jak podajecie Państwo w piśmie, ale od ubiegłego roku, kiedy pod
presją niektórych organizacji pożytku publicznego i mediów Minister
Finansów wyraził na to zgodę. W chwili obecnej coraz więcej osób uważa,
że to rozwiązanie jest sprzeczne z ideą 1%, a nawet bywa nadużywane
jako forma ukrytej zapłaty za różnego rodzaju usługi, jak np. za naukę
w szkole, czy wyjazd wakacyjny.

Pragnę także zwrócić uwagę, iż środki finansowe pochodzące z 1% podatku
dochodowego od osób fizycznych mają służyć wspieraniu działalności
pożytku publicznego. Natomiast działalność gospodarcza jest
działalnością dodatkową organizacji i podlega odrębnym przepisom
podatkowym. Ustawa z dnia z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności
pożytku publicznego i o wolontariacie (Dz. U. Nr 96, poz. 873 ze zm.)
zabrania prowadzenia działalności odpłatnej pożytku publicznego i
działalności gospodarczej w stosunku do tego samego przedmiotu
działalności, tym samym sprzeczne z ustawą byłoby przeznaczanie środków
z tytułu 1% na prowadzenie działalności gospodarczej.


z poważaniem

Sławomir Piechota



Znamy godzinę i datę komisji - 8:45, środa 7 października br. w
Nowym Hotelu Poselskim , potrzeba paru rodziców , najlepiej z dziećmi
aby przyjechali i powiedzieli parę słów do mediów.

Pozdrawiam michał



Żródło: Forum Fundacji "Zdążyć z Pomocą"



Białystok, dnia 2009-10-05


Szanowna Pani/Szanowny Panie

       Jesteśmy rodzicami  5-letniego Jędrzeja - dziecka z autyzmem. Nasz syn od marca b.r. jest podopiecznym Fundacji „Zdążyć z pomocą”. Celem statutowym tej fundacji jest pomoc dzieciom niepełnosprawnym, w tym także pomoc finansowa. Środki na tę pomoc pozyskiwane są m.in. z tytułu 1% podatku. Dzięki tym wpłatom, które trafiają na subkonto Jędrzeja w Fundacji, możemy zapewnić mu specjalistyczną pomoc, co w naszym przypadku wiąże się z wyjazdami 2 razy w tygodniu z Białegostoku do Warszawy (w sumie 800 km w tygodniu). Dramatycznie potrzebujemy tej pomocy, bo wiemy, że to daje efekty (dziecko dzięki temu zaczyna mówić! i jest szansa na to, że kiedyś będzie w miarę samodzielne). Nie będę się rozwodził jaka jest pomoc Państwa (5 godzin w miesiącu zajęć z tytułu Wczesnego Wspomagania Rozwoju + 153zł zasiłku). Wiemy, że możemy liczyć tylko na siebie i na przychylnych nam ludzi, którzy pomagają nam ofiarowując swój 1% podatku na subkonto syna w Fundacji. Nadmienię też, że to nie my – rodzice otrzymujemy te pieniądze bezpośrednio, lecz są one wykorzystywane do opłacenia kosztów terapii, lekarzy, leków etc. na podstawie przesyłanych Fundacji faktur.
       W związku z informacją, że na zebraniu komisji w dniu 7.X.2009 r. ma być omawiana propozycja zmian w ustawie mająca na celu wyeliminowanie możliwości wskazania dziecka w rocznym rozliczeniu PIT, kierujemy do Pani/Pana jako członka Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, prośbę o zajęcie stanowiska w tej sprawie uwzględniającego dobro niepełnosprawnych dzieci. Brak tych pieniędzy dla wielu rodziców jest  pozbawieniem możliwości skutecznej terapii i leczenia tych  dzieci. Tylko w Fundacji „Zdążyć z Pomocą” jest ich ok. 8 tysięcy. Jako jedni z rodziców prosimy by nie łatać dziury budżetowej pozbawiając te dzieci pomocy. Prosimy o zajęcie stanowiska zgodnego z Pani/Pana sumieniem i szeroko rozumianym dobrem społecznym.

Hanna i Andrzej Szumowscy

niedziela, 4 października 2009

Nasz mały geniusz

O autystach często się mówi, że są geniuszami. Terapeuci i
specjaliści się od tego odżegnują, twierdzą, że i owszem, że
bywają, tzn. mają swoje wąskie specjalizacje, ale też twierdzą,
że wśród autystów jest dużo ludzi upośledzonych umysłowo.
Kiedyś w jakiejś książce spotkałam się wręcz z danymi
statystycznymi według których ok. 80 % autystów było również
upośledzonych umysłowo. Na szczęście wtedy już wiedziałam, że
Jędrek nie jest. Szczerze mówiąc nie wierzę w te dane.


Gdy Jędrek miał 3 i pół roku, dzięki metodzie, którą wówczas
pracowaliśmy, metodzie nauki wczesnego czytania profesor
Cieszyńskiej, odkryliśmy, że Jędrek potrafi czytać. Podawał nam
kartki z napisami, podpisywał etykietami obrazki, odpowiadał na
pytania podając napisy itd. Nie wiem, kiedy i jak się tego nauczył,
czy gdy oglądał swoje książeczki (a robił to już gdy miał 1,5
-2 lata), czy gdy uczyłam czytać Piotra, a Jędrek był gdzieś
obok, teoretycznie niezainteresowany tematem. Odkryliśmy też wtedy,
że świat liczb też nie jest mu obcy, porównywał 9 cyfrowe liczby
podając nam największą, najmniejszą (z 6 liczb). Jego
matematycznych umiejętności nie testowaliśmy zbytnio, ale z
umiejętności czytania korzystaliśmy w pracy. Terapeuci, którym o
tym mówiliśmy albo nam nie wierzyli, albo twierdzili, że to nic
niezwykłego, że „oni tak mają”. Po chwilach szoku i wielkich
emocji przyjęliśmy więc to jako coś normalnego. No bo co z tego,
że on taki mądry, jak z drugiej strony mądry jest tylko kiedy
chce, kiedy są sprzyjające okoliczności. Przy mamie poda, a przy
terapeucie już nie. Raz podaje i robi rzeczy niesamowite, a kiedy
indziej zachowuje się jakby nie rozumiał słowa lala i miś. Nie
chce mi się rozwodzić na ten temat, opowiadać naszych zmagań z
różnymi terapeutami. Dopiero jak trafiliśmy na Asię na dobra
sprawę poczuliśmy się rozumiani i słuchani. Jej też jako
pierwszej udało się Jędrka przełamać na tyle, by zaczął przy
niej coś robić, żeby pokazał, że wie, że rozumie.


Niemniej ten typ pracy chyba Jędrka znudził. Nie chce zbytnio podawać. W
zasadzie jest zmotywowany tylko na artykulację. Rozmawiałam o tym
ostatnio z Asią i zaproponowała bym zaczęła dawać Jędrkowi
jakieś trudne zadania, coś z historii, biologii, języków obcych.
Najpierw mu o czymś opowiedziała, zapoznała go z tematem, a potem
go przetestowała. Jeśli chodzi o języki obce, to nigdy nie
chciałam ich Jędrkowi wprowadzać, żeby mu nie mieszać, nie
utrudniać. Może niesłusznie. Bo dziś go przetestowałam z
francuskiego i angielskiego (bo z tego mi było najłatwiej) i wyszło
mi, że albo Jędrek zna francuski i angielski w jakimś
stopniu, albo jest telepatą. Zaczęłam łagodnie od podawania
obrazków z jedzeniem. Potem kolory (tu wprowadziłam i napisy, nie
tylko ze słuchu ale i z pisowni), potem zwierzęta, ubrania,
czasowniki, liczby, przedmioty szkolne. Nie robił tego bezbłędnie,
ale wyraźnie widziałam, że WIE, tylko nie zawsze chce. Na początku
myślałam, że to efekt moich lekcji z Piotrkiem. Ale skąd tu
znajomość pisowni? Skąd znajomość angielskiego? W końcu
przetestowałam go nie tylko ze znajomości słówek, które mógł
usłyszeć na naszych lekcjach, ale i z rozumienia zdań, ze
słownictwa, którego Piotrek nie zna. Napisałam kilka miejsc po
francusku
, np. w domu, w szkole, w kościele, w parku, na basenie
i zadawałam mu po francusku pytania typu: Gdzie się pływa?
Gdzie się modli? itd., a on mi dobrze podawał odpowiedzi. Na
koniec zrobiłam mu takie zadanie: opowiedziałam mu po francusku o
rodzinie, w której mama lubi sztuki teatralne, tata jeść, synek
oglądać filmy itd. (6 osób) a potem zadawałam mu po francusku
pytania typu: Gdzie idzie mama? a on mi podawał odpowiedzi- napisy
po francusku, typu do teatru, do restauracji. No więc wygląda na
to, że z angielskiego zna co najmniej trochę słów,a francuski to
on nawet rozumie, jak się normalnie do niego mówi. Ja to oczywiście
jeszcze dogłębniej przetestuję. Żaden terapeuta ani psycholog
-diagnosta mi nie uwierzy bo im to się w rubryki nie mieści, ale ja
swoje będę wiedziała. No i Asia nam uwierzy na pewno.


Tak się tylko z Andrzejem zastanawiamy, gdzie i jak on się tego nauczył.
Owszem miewam lekcje francuskiego w domu, ale Jędrek przy nich nie
jest. Poza tym po francusku w domu nie mówię, a telewizję po
francusku czy angielsku oglądałam już dawno temu (jak jeszcze
Jędrek nie był zdiagnozowany i miałam czas dla siebie).


Mądry ten nasz synek. Szkoda tylko, że tak zamknięty w sobie. Żeby było
śmieszniej, gdy dziś podawał mi te napisy w językach obcych, to
próbował je również powtarzać. A wcześniej sobie powtarzaliśmy
słowa z piątku. Te z BIA, WIA, PIE itd. I szło !!! Mimo że Jędruś
dalej nie był dziś w najlepszej formie, najwyraźniej jest trochę
chory. Po nim nawet trudno to zauważyć, ale ja widzę po jego
zachowaniu, a dziś to i po lekkim katarku. I taki smutniejszy jest,
bardziej na uboczu. Mój kochany biedny synek.











Te nagrania nie są oczywiście dowodem na to, że Jedrek zna francuski. To mała próbka. Ja to jeszcze przetestuję na większej ilości ćwiczeń. Po kilku pewności mieć nie można, najwyżej podejrzenie. Bo coś za dużo tu dobrych odpowiedzi na to by był to przypadek. Z drugiej strony nie ma nieomylności, ale na to w przypadku takiego autysty jak Jędrek nie ma co liczyć. W tym tkwi jego problem. Nie że się myli, tylko, że nie chce - nie potrafi współpracować. Trzeba trafić w moment. Trzeba mu stworzyc odpowiedni klimat itd.

H.

sobota, 3 października 2009

Dzieci

Gdy patrzę na zdjęcia dzieci na stronie Fundacji Zdążyć z pomocą i czytam, co im dolega, to płaczę. I żałuję, że nie jestem Billem Gatsem i nie mogę chociaż trochę pomóc tym dzieciom i ich rodzinom.
H.

Czemu i co dalej?


Przyczyny
autyzmu nie są znane. Istnieje wiele hipotez. Jedni mówią, że to
genetyczne, inni, że to przez zatrucie metalami ciężkimi (i przez
osławioną potrójną szczepionkę MMR - odra, świnka, różyczka), inni, że to jelito przepuszcza
lub źle trawi białka i one zatruwają mózg itp. itd. Są lekarze, którzy twierdzą, że leczą
autyzm, min. sławna doktor Cubała, do której jeździ wielu
rodziców dzieci autystycznych. Ja mam do tego podejście dość
sceptyczne. Nie twierdzę, że ta kobieta nie pomaga (choć w cudowne
ozdrowienia nie wierzę), ale z tego co słyszę, to jej podejście
do pacjentów jest tak mocno biznesowe, że mnie odpycha.



Andrzej,
jako ten z umysłem bardziej ścisłym, czyta, szuka po internecie
wiadomości na te tematy. Ja nie. Nie wierzę, że sama znajdę
przyczyny autyzmu Jędrka, a dziesięć różnych teorii naukowych
mnie nie interesuje. Teorie mają to do siebie, że są przeważnie
teoriami nie do sprawdzenia. Jedna drugiej przeczy. W moim własnym
odczuciu Jędruś z autyzmem się urodził. Myślę, że jest to
genetyczne i że ten gen odziedziczył po mnie. Nie chcę się
rozwodzić tu dlaczego tak myślę, ale nie jest to spowodowane
jakimś emocjonalnym poczuciem winy. Nie czuję się winna za to, że
taki gen mu przekazałam, nie było to przecież ode mnie zależne.
Nawet nie wiem, czy ode mnie zależne było to, że gdy byłam w
ciąży z Jędrkiem był czas, gdy bardzo źle się emocjonalnie
czułam. Wracałam do domu i jedyne o czym marzyłam, to schować się
w kącie pod koc, ukryć się przed światem. Nie wymyśliłam tego,
tak było i bardzo dobrze to zapamiętałam. Nie potrafię i nie chcę
tłumaczyć związku tego mojego stanu z autyzmem Jędrka, a jednak
jest to być może nieprzypadkowe.



Myślę,
ze poszukiwanie przyczyny w naszym przypadku nie ma już sensu, że
trzeba zająć się objawami – terapią. W żadną cudowną nie
wierzę. Z terapiami też nie jest zresztą łatwo, jedna drugiej
przeczy, każda ma swoje wady i zalety. A ja nie potrafię przyjąć
ani żadnej terapii jako prawdy objawionej, ani terapeuty jako guru.
Dostrzegam zalety i wady, wybieram to, co mam w zasięgu możliwości
i co wydaje mi się najsensowniejsze. Przeważnie zresztą rodzice
nie mają zbyt wielkiego wyboru, muszą brać, co im się trafia i
cieszyć się, że cokolwiek mają. Jak widzicie, nie tryskam wiarą
i optymizmem. Nie wierzę, że nam się na pewno uda pokonać autyzm.
Owszem 2 lata temu wierzyłam, chciałam wierzyć, teraz ślepa wiara
mi już nie wystarcza. Ale zrobimy wszystko, co będziemy w stanie.
Od 2 lat niczym innym nie żyję. Terapia Jędrka jest dla nas
najważniejsza, wokół tego układamy nasze życie. Cieszymy się,
że w tym roku udało nam się „zorganizować” tyle różnych
zajęć dla Jędrka, angażujemy się w nie cali, cieszymy z każdego
małego kroczku Jędrka. Czasem się tylko boję, na ile starczy nam
sił.



Zaczęłam
podczytywać blogi o autystycznych dzieciach. Mam smutne wrażenie,
że my rodzice dzieci z problemami chwytamy się wszystkiego, i
Cubały, i homeopatii, i bioenergoterapeutów, i znachorów, i
akupunktury, i dogo i hipoterapii, i... jakby wymyślili
myszoterapię, też byśmy próbowali. Nie mamy innego wyjścia.
Szkoda mi tych naszych zawiedzionych nadziei, ale z drugiej strony
czasem coś komuś pomaga, więc warto próbować. Nawet przelewania
jajka nad głową dziecka. Choć ja osobiście mam tak mało wiary w
różne takie praktyki, że trudno mi pomóc:( Może Ty, Jędrku, byś
w coś uwierzył?



Mama

Le Petit Prince


Moje
książątko bardzo mnie dziś niepokoi. W zasadzie już wczoraj nie
było najlepiej. Jędruś był marudny od rana w przedszkolu. Po
południu na zajęciach w Warszawie, mimo że bardzo dobrze mu szło
mówienie i wszyscy byliśmy z niego zadowoleni, on protestował i
żalił się bardziej, jak ostatnio. Nie chciał też podawać
napisów, zaciął się na to kompletnie. Ale mówienie szło mu
bardzo dobrze, Asi udało się wydobywać z niego różności.
Przywróciła Jędrkowi DA i TA. Pięknie powtarzał to, co i
poprzednio, plus nowe wyrazy z sylabami typu: WIA, WIE, BIA, BIE,
MIA, MIE, NIE, PIE, DIE, TIA. Niesamowite usłyszeć, jak Jędrek
powtarza słowa typu: biega, łapie, łamie, biała, wieje itd. Aż
trudno uwierzyć, że to mój synek mówi. A gdy słyszałam jak
pięknie powtarza zdania, typu: „Emi pije wodę.”, „Mama je
jajo”, to miałam łzy w oczach. Tylko moje matczyne serce bolało,
że on się tak żali. Bo ja wiem, że on nie robi tego bez powodu,
że go to „boli”. Na koniec udało się Jędrkowi parę razy
powtórzyć samodzielnie coś w stylu s - z. Byłam zaskoczona, ale
Jędrek nie był usatysfakcjonowany. Asia robi z Jędrusiem cudy, ale
jest to okupione ciężką i bolesną pracą. Tłumaczę Jędrusiowi,
że nikt mu tak nie pomoże jak Asia i on pewnie nawet to wie i
rozumie, ale wiadomo, jak jest ciężko, to jest.



W nocy
i nad ranem Jędruś budził się, płakał i żalił się
zdecydowanie więcej jak ostatnio. Nie chciał bym go pocieszała,
pokazywał mi gestem, bym sobie poszła. Na basenie też chciał się
bawić sam. Co prawda Andrzejowi udało się go rozruszać,
zainteresować piłką. Na początku Jędrek odrzucał ja chyba na
zasadzie pozbycia się jej, za to jak pięknie rzucał! Ale potem się
wciągnął. I niby poprawił mu się humor, poszedł z nami na duży
basen i uśmiechał się. Ale nie śmiał się całym sobą, jak to
ostatnio. W domu znowu zaszył się w kącie za łóżkiem i nie
chciał nas. A ja patrzyłam przerażona i ... płakałam. Bo czułam
się, jakbym go znowu traciła. Potem dał się wciągnąć w zabawę
na materacu, bawił się ze mną a potem z mężem w przewalanki -
łaskotki, uśmiechał się, ale cały czas jest taki nie do końca
wesoły. Nie wiem, czy przyczyna jest medyczna (czy jakaś choroba
się zbliża), czy psychiczna. Normalnie każdy rodzic wie, że
dziecko czasem choruje, czasem ma gorszy humor, marudzi, płacze,
jest smutne, ma prawo do samotności. Ale gdy to dzieje się z
Jędrkiem, gdy mnie odpycha, gdy się chowa, gdy się żali (a ja nie
wiem na co), to przeżywam to podwójnie. Może dlatego, że kontakt
z nim mam bardzo ograniczony, więc gdy jest on jeszcze mniejszy, to
boli bardziej. Gdy nie mogę się do niego przytulić, bo mnie
odpycha, gdy nie chce ze mną żadnego kontaktu, to bardzo boli. I
wtedy wiem, jak bardzo są cenne chwile, gdy Jędrek jest radosny,
kontaktowy chociaż w takim stopniu jak ostatnio. Wiem, jak bardzo to
cenne i kruche, jak trzeba o to dbać i zabiegać w przypadku Jędrka. Chwile szczęścia najlepiej się odczuwa, gdy się je traci. Zupełnie jak z tym zdrowiem u Kochanowskiego.



Hania

Książęta patrzą w dal

Pozwolę sobie umieścić taki mały fragment artykułu z sieciowego wydania jednej z gazet.
Spodobał mi się :)
"Jak tłumaczą specjaliści, osoby z autyzmem z wyglądu niczym nie różnią
się od zdrowych osób. - Czasem mówi się o nich "książęta", bo ich oczy
są zapatrzone w dal."

czwartek, 1 października 2009

Nieprzewidywalny


Wczoraj
Jędruś nie miał intensywnego dnia. Wstał o przyzwoitej porze, ok.
7.oo (no jakąś tam przerwę nocną miał). Z przedszkolem był w
filharmonii i z tego co wiem, tam mu się podobało (tylko jakiś
problem powstał już po wyjściu; niestety nie wiem jaki, bo tego mi
Jędrek nie powie, a pani go nie zrozumiała). Tata odebrał go
wcześniej bo przed 13.oo, pojechali do Ośrodka Dać szansę na
zajęcia z bardzo miłą panią psycholog (Jędrek nie miał z nią
wcześniej zajęć, tylko na początku wakacji 2 spotkania, na
których robiła mu testy). Gdy tylko skręcili w ulicę prowadzącą
do ośrodka, Jędrek się rozzłościł, ale jakoś udało się
mężowi go opanować. Na zajęciach był już spokojny, nie wstawał
od stołu, nie „dyrgał” swoim zwyczajem. Tylko nie za chętnie
coś robił. Myślę, że to był jego cichy bunt (nie jest
zainteresowany układaniem układanek itd.). Ja mam nawet swoją
cichą teorię, że Jędrka to nudzi bo nie stanowi to dla niego
żadnego intelektualnego wyzwania. Niemniej uważam, że musi to
robić, musi nauczyć się pokazywać, że wie, że rozumie itd. W
każdym bądź razie pani była zaskoczona brakiem buntu czynnego. Ja
też uważam, że to dobry objaw. Żałuję, że nie mogłam być na
tych zajęciach.



Po
południu - wieczorem udaliśmy się z wizytą towarzyską do
znajomej, która też ma autystyczne dziecko. O niecały rok starszą
dziewczynkę, mówiącą, bawiąca się, jak to się mówi -”wysoko
funkcjonującą”. Mogę sobie tylko popatrzeć z zazdrością bo
nawet nie śmiem wierzyć, że nasz Jędrek będzie kiedyś tak
funkcjonował. W każdym bądź razie Jędrkowi się tam podobało
(nie był tam zresztą pierwszy raz), ale dość wcześniej był
zmęczony i śpiący.



Dziś
obudził się o 4.oo rano. Znając jego rozkład dnia zastanawiałam
się jak będzie funkcjonował. W przedszkolu miało być sporo zajęć
bo i religia, i rytmika, i korekcyjna i na dodatek nie było jego
pani wspomagającej. Ale mimo to poszedł na korekcyjną, co mnie
cieszy. Co prawda tata musiał go wcześniej zabrać bo o 14.oo
koniki, o 15.oo basen, potem chwila w domu i o 18.oo Weronika.
Wszędzie dobrze funkcjonował i wrócił radosny do domu i jeszcze
trochę pograsował przed spaniem.



Ja nie
miałam tylu zajęć, co on, a jestem padnięta. Męczy mnie samo
układanie tych zajęć, planowanie, umawianie się, pakowanie itp.
itd. To tempo zaczyna być dla mnie za szybkie. Dobrze, że chłopaków
mam dzielnych:)



Hania




I minął kolejny rok

 Koniec roku skłania do podsumowań, więc opowiem, co u nas. W lipcu Jędrek skończył 20 lat. Tamten rok szkolny był największym koszmarem w n...